piątek, 14 kwietnia 2017

Od Izy

-Nas jest niewielu!-wtrącił obużony i zmartwiony Jan.
-Jeżeli dobrze to rozegramy to się uda. Przynajmniej nie zginie nas wielu tak jakby to było jakbyśmy nic nie robili!-wtrącił rozgniewany Wojtek.
-Ja będę walczyć-wtrąciłam.
-A nie jesteś za młoda?-zapytał Zygmunt który nie był zadowolony z naszych planów.
-Nie mogę siedzieć i nic nie robić. Dalej nie dam rady tak.-obużyłam się.
-Izka dobrze mówi.-powiedział Leszek uśmiechając się do mnie.
Byłam na tajnym spotkaniu w piwnicy w jednej z kamienic. Szykowaliśmy się do powstania. Wywózki były juz codziennością. Getto powoli robiło się puste, albo nas wywozili albo zabijali. Musieliśmy coś z tym zrobić.
Leszek i ja byliśmy najmłodsi. Odkąd dołączyłam do tajnej organizacji zaczęłam się z nim spotykać. Był miły i zabawny. Lubiłam go, tylko lubiłam. Wiedziałam jednak, że on darzy mnie uczuciem innym niż kolega darzy koleżankę.
Ja nadal gdzieś w myślach miałam Janka, którego nie widziałam już bardzo długo. Nie dopuszczałam do siebie jednak myśli o tym, że może coś mu się stało. Miałam nadzieje, że po prostu przestał się mną interesować, że przestało mu zależeć. Wolałam to niż myśl, że może nie żyje albo go aresztowali.

***

Było ciemno jak wracałam do domu. Leszek chciał mnie odprowadzić jednak zdecydowałam iść sama.  Niemieccy żołnierze kręcili się po drogach. Ukrywałam się w cieniu aby mnie nie zobaczyli. Gdzieś w oddali słyszałam strzały. Ciekawe kogo tym razem bezdusznie pozbawiali życia. Marzyłam o tym aby wszyscy Ci bandyci zdechli oraz Ci którzy z nimi się bratali.
Pomyślałam o Zosi. Dla mnie była już obca. Bolał mnie kiedyś fakt że mnie zdradziła. To że jest egoistką dbającą o to aby jej było dobrze. Cieszyłam się że juz jej nie zobaczę, miałam taką nadzieję.
Kiedy zbliżałam się do kamienicy w ktorej mieszkałam zobaczyłam zapalone światła. Zaniepokoiło mnie to. Babcia zawsze wieczorem pilnowała aby światła w naszym mieszkaniu były zgaszone, ponieważ nie chciała "kusić odwiedzinami" Niemców.
Zaczęłam biec zaniepokojona. Od razu zwróciłam uwagę na to, że drzwi wejściowe zą otwarte. Wszędzie na korytarzu leżały jakieś rzeczy.
-Nieee..-wyszeptałam i wbiegłam po schodach na piętro.
Drzwi od mieszkań były otwarte lub wyważone. Nasze też.
-Babciu!!! Tomku!!!-krzyczałam nawołując bliskich.
Szukałam ich wszędzie w nadzieji, że ukryli się i Niemcy ich nie znaleźli.
Niestety nigdzie ich nie było. Osunęłam się na ziemię płacząc.
Straciłam ich. Moich ostatnich bliskich. Zostałam sama.
Usłyszałam czyjeś kroki i głosy na korytwarzu. Niemcy.
Szybko się schowałam. Widziałam przez szparę jak wchodzą do kuchni.
-Po wszystkim trzeba przysłać kogoś do posprzątania.
-Yhm. -powiedział drugi i podszedł do okna-Zobacz, zaraz ich rozstrzelają.
-Żydowskie śmieci. Wreszcie będzie ich mniej.
Obaj stali przy oknie i patrzyli na drogę za kamienicą.
Usłyszałam strzały. Odbijały się echem w mojej głowie. Zamarłam.
Niemcy po chwili wyszli a kiedy tylko upewniłam się, że poszli wyszłam na chwiejnych nogach z kryjówki.
Podeszłam do okna. Zobaczyłam dziesiątki ciał ludzi, moich sąsiadów z kamienicy odkąd mieszkam na terenie getta, niektórych znałam od dziecka. Zobaczyłam niewyraźny krztałt kwiecistego materiału. Głuchy krzyk uwięzł w moim gardle a łzy przestały płynąć.
Najgorsze sny stały się rzeczywistością.

***

Chwiejnym krokiem szłam do kamienicy gdzie mieszłam Leszek z rodzicami. Zapukałam do drzwi. Nikt mi nie otwierał.
-Leszek!!!-krzyknęłam łamiącym się głosem.
Po chwili drzwi się otworzyły. Zobaczyłam go.
-Iza? Co się stało??
-Nie żyją. Zabili ich.-wypłakałam wpadając mu w ramiona.


Od Rose

  Nie było łatwe dla mnie trzymać ich, za plecami słysząc strzelaninę. Wiedziałam, że Michael nie zabije ich wszystkich. Weźmie większość na przesłuchanie, było to oczywiste. Chłopaki dobijali się do drzwi a Agata stała z tyłu i płakała.
-Czemu nam to robisz? - spytała zrezygnowana.
-Uspokójcie się, tak im nie pomożecie. - odparłam.
-Jesteś normalna?! Ten Niemiec zrobił ci pranie mózgu!
-Radzę wam, żebyście się uspokoili. Nie wypuszczę was dopóki oni się nie rozejdą.
-Co ty chrzanisz!? Zośka, jak Boga kocham, odsuń się albo ja cię odsunę!
-Jeśli wyjdziecie od razu zginiecie. Nawet nie dobiegniecie do budynku obok. Siadać i słuchać co mam do powiedzenia.
  W końcu ulegli, usiedli na krzesłach a ja obok nich.
-Nie bez powodu was zgarnęłam. Gdybym została w środku nie doszłoby do żadnej strzelaniny a tym samym ja miałabym kłopoty. Wolałabym uniknąć nieprzyjemnej rozmowy z Michaelem, a więc zabrałam was byście przeżyli i mogli potem odbić swoich. Ja ręki do tego nie przyłożę... nie mogę. Mam związane ręce. Jednak wy możecie to zrobić beze mnie.
-Oszalałaś? Jak sobie to wyobrażasz? Wejdziemy do gestapo niezauważeni, zabierzemy ich i normalnie wyjdziemy? - parsknęła Agata.
-Nie wiem jak to zrobicie... nie proście mnie o pomoc, bo nie mogę zrobić wiele. Ale jestem pewna, że może wam się udać.
-Jak my to zrobimy w trójkę?
-Nie takie rzeczy się robiło. - uśmiechnęłam się.
-Jak możesz być tak spokojna?
-Bo wiem, że może wam się to udać.
-Co z Jankiem? Oni wszyscy tam giną!
-Nie zginą. - odparłam pewnie.
-Jak to? Skąd wiesz?
-Michael ich nie zabije. Oczywiście, zrobi to, ale po czasie. Potrzebuje informacje, nie jest głupi i nie wybije wszystkich jak kaczki. To byłoby bezmyślne. Będą w gestapo przesłuchiwani, ja postaram się mieć z nimi jakiś kontakt ale to prawie niemożliwe. Nie będę mogła utrzymywać z nimi stałego kontaktu... to byłoby podejrzane.
-Zależy ci tak bardzo na własnym bezpieczeństwie? Co się z tobą stało?
-Po prostu nie chcę żyć ciągle wojną. Staram się wam pomagać na tyle ile mogę.

  Gdy wszystko się skończyło otworzyłam im drzwi i przepuściłam by wyszli. Nie wiedzieli z początku co mają zrobić ze sobą, jednak ja podeszłam do nich powoli i złapałam za ramię Agatę.
-Będzie dobrze. Przemyślcie wszystko porządnie.
  Odeszłam by przygotować się na kolację.

  Siedziałam w pokoju szykując się na wieczór. Nie byłam przekonana co do tego wszystkiego, jednak co mi szkodzi. Musiałam się stawić i postarać by nie palnąć nic głupiego, jak to zwykle ze mną bywa. Ostatnio miałam wiele problemów, narastały z coraz większym tempem. Prześladowca na chwilę się ulotnił, ale to pewnie tylko kwestia czasu, większość ruchu jest właśnie w gestapo, część z nich jest skazana na śmierć, część może uda mi się wydostać... Serce skręcało mi na samą myśl, że mogą tam zostać skatowani.
  Użyłam jednych z lepszych perfum, którego dostałam od Michaela. Był genialny. Poprawiłam włosy i musiałam jeszcze ubrać odpowiednią sukienkę. Nie przywiązywałam wagi by wyglądać dziś zjawiskowo, moja głowa była zajęta innymi sprawami...

czwartek, 13 kwietnia 2017

Od Michaela

 Omawiałem z Liesel szczegóły dzisiejszej kolacji i listy gości, gdy do środka wpadła lekko zdenerwowana Zofia.
Zmierzyłem ją czujnym spojrzeniem.
- Coś nie tak Rose?
Spojrzała na Liesel, która właśnie wyrażała wzrokiem całą swoją niechęć.
- No cóż w takim razie zajrzę do Christiana - powiedziała po chwili.
- Nie musisz wychodzić - mruknąłem.
- Nie będę przeszkadzała - uniosła kąciki ust w kpiącym uśmieszku i ruszyła do drzwi. W progu odwróciła się przez ramię i obrzuciła spojrzeniem Zofię.
- Do zobaczenia wieczorem R o s e.
Zacisnąłem lekko zęby jednak nie dałem po sobie poznać, że aluzja Liesel wyraźnie mnie zaniepokoiła.  Przywołałem na siłę uśmiech na twarz.
- Chodź tu - poprosiłem.
Po chwili podeszła. Pociągnąłem ją na kolana i z lubością zanurzyłem się w jej włosach.
- Coś nie tak? - zamruczałem.
- Nie, wszystko w porządku - odpowiedziała po dłuższej chwili.
Doskonale potrafiłem wyczuć gdy ktoś kłamał, a zwłaszcza jeśli dobrze go poznałem. W tym momencie nie ulegało wątpliwości, że Zofia skłamała.
- Powiedz prawdę. Przecież widzę, że coś cię trapi.
- Michael, naprawdę wszystko jest w porządku - upierała się nadal - Czy to coś ważnego?
Oderwałem twarz od jej włosów i podążyłem za jej wzrokiem. Patrzyła na dokumenty.
- Hm... Te tu dotyczą nowych rozporządzeń w sprawie getta.
- A to? - mruknęła i podniosła kartotekę ze zdjęciem polskiego bandyty.
- Od dłuższego czasu rozpracowujemy ruch oporu. Niestety trzeba przyznać są dobrze wyszkoleni i nie tak łatwo ich namierzyć. Ostatnio jednak jeden z nich.. przeszedł na naszą stronę że tak powiem za moją namową - odparłem z dumą - Dzięki niemu wiemy, że ZWZ planuje w następny piątek atak na teatr w którym będzie odgrywany spektakl dla ważnych oficerów niemieckich. Na razie mamy nazwiska dwóch z nich - Tadeusza Sochackiego i Kamila Dobranowskiego.
Oczy Rose zaszła dziwna mgła. Wpatrywała się w zdjęcia tych partyzantów z nieodgadnionym wyrazem twarzy/
- Czemu ich jeszcze nie aresztowaliście? - mruknęła.
- Ponieważ wtedy złapalibyśmy tylko ich dwoje. O wiele bardziej opłaca się poczekać do piątku, a może nawet uda się schwytać ich przywódców?
Rose milczała.
- Znasz ich? - mruknąłem obserwując ją uważnie.
 W zasadzie byłem pewien, że tak. Sama tam należała przez pewien czas, więc musiała ich kojarzyć chociażby z nazwiska.
- Nie - odparła z pewnością w głosie. Ktoś inny by się na to nabrał - ktoś inny, ale nie ja.
- No cóż jeśli jednak sobie coś przypomnisz.. Będę czekał.
Rose nie odezwała się. Zobaczyłem na jej odkrytym ramieniu gęsią skórkę. Przejechałem po nim palcem.
- Idź już mam dużo pracy - mruknąłem po chwili - Przygotuj się na wieczór i czekaj na mnie.
Zofia wstała i ruszyła bez słowa do drzwi. Na progu rzuciła mi jeszcze zamyślone spojrzenie - i wyszła.