-Nas jest niewielu!-wtrącił obużony i zmartwiony Jan.
-Jeżeli dobrze to rozegramy to się uda. Przynajmniej nie zginie nas wielu tak jakby to było jakbyśmy nic nie robili!-wtrącił rozgniewany Wojtek.
-Ja będę walczyć-wtrąciłam.
-A nie jesteś za młoda?-zapytał Zygmunt który nie był zadowolony z naszych planów.
-Nie mogę siedzieć i nic nie robić. Dalej nie dam rady tak.-obużyłam się.
-Izka dobrze mówi.-powiedział Leszek uśmiechając się do mnie.
Byłam na tajnym spotkaniu w piwnicy w jednej z kamienic. Szykowaliśmy się do powstania. Wywózki były juz codziennością. Getto powoli robiło się puste, albo nas wywozili albo zabijali. Musieliśmy coś z tym zrobić.
Leszek i ja byliśmy najmłodsi. Odkąd dołączyłam do tajnej organizacji zaczęłam się z nim spotykać. Był miły i zabawny. Lubiłam go, tylko lubiłam. Wiedziałam jednak, że on darzy mnie uczuciem innym niż kolega darzy koleżankę.
Ja nadal gdzieś w myślach miałam Janka, którego nie widziałam już bardzo długo. Nie dopuszczałam do siebie jednak myśli o tym, że może coś mu się stało. Miałam nadzieje, że po prostu przestał się mną interesować, że przestało mu zależeć. Wolałam to niż myśl, że może nie żyje albo go aresztowali.
***
Było ciemno jak wracałam do domu. Leszek chciał mnie odprowadzić jednak zdecydowałam iść sama. Niemieccy żołnierze kręcili się po drogach. Ukrywałam się w cieniu aby mnie nie zobaczyli. Gdzieś w oddali słyszałam strzały. Ciekawe kogo tym razem bezdusznie pozbawiali życia. Marzyłam o tym aby wszyscy Ci bandyci zdechli oraz Ci którzy z nimi się bratali.
Pomyślałam o Zosi. Dla mnie była już obca. Bolał mnie kiedyś fakt że mnie zdradziła. To że jest egoistką dbającą o to aby jej było dobrze. Cieszyłam się że juz jej nie zobaczę, miałam taką nadzieję.
Kiedy zbliżałam się do kamienicy w ktorej mieszkałam zobaczyłam zapalone światła. Zaniepokoiło mnie to. Babcia zawsze wieczorem pilnowała aby światła w naszym mieszkaniu były zgaszone, ponieważ nie chciała "kusić odwiedzinami" Niemców.
Zaczęłam biec zaniepokojona. Od razu zwróciłam uwagę na to, że drzwi wejściowe zą otwarte. Wszędzie na korytarzu leżały jakieś rzeczy.
-Nieee..-wyszeptałam i wbiegłam po schodach na piętro.
Drzwi od mieszkań były otwarte lub wyważone. Nasze też.
-Babciu!!! Tomku!!!-krzyczałam nawołując bliskich.
Szukałam ich wszędzie w nadzieji, że ukryli się i Niemcy ich nie znaleźli.
Niestety nigdzie ich nie było. Osunęłam się na ziemię płacząc.
Straciłam ich. Moich ostatnich bliskich. Zostałam sama.
Usłyszałam czyjeś kroki i głosy na korytwarzu. Niemcy.
Szybko się schowałam. Widziałam przez szparę jak wchodzą do kuchni.
-Po wszystkim trzeba przysłać kogoś do posprzątania.
-Yhm. -powiedział drugi i podszedł do okna-Zobacz, zaraz ich rozstrzelają.
-Żydowskie śmieci. Wreszcie będzie ich mniej.
Obaj stali przy oknie i patrzyli na drogę za kamienicą.
Usłyszałam strzały. Odbijały się echem w mojej głowie. Zamarłam.
Niemcy po chwili wyszli a kiedy tylko upewniłam się, że poszli wyszłam na chwiejnych nogach z kryjówki.
Podeszłam do okna. Zobaczyłam dziesiątki ciał ludzi, moich sąsiadów z kamienicy odkąd mieszkam na terenie getta, niektórych znałam od dziecka. Zobaczyłam niewyraźny krztałt kwiecistego materiału. Głuchy krzyk uwięzł w moim gardle a łzy przestały płynąć.
Najgorsze sny stały się rzeczywistością.
***
Chwiejnym krokiem szłam do kamienicy gdzie mieszłam Leszek z rodzicami. Zapukałam do drzwi. Nikt mi nie otwierał.
-Leszek!!!-krzyknęłam łamiącym się głosem.
Po chwili drzwi się otworzyły. Zobaczyłam go.
-Iza? Co się stało??
-Nie żyją. Zabili ich.-wypłakałam wpadając mu w ramiona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz