czwartek, 13 kwietnia 2017

Od Michaela

 Omawiałem z Liesel szczegóły dzisiejszej kolacji i listy gości, gdy do środka wpadła lekko zdenerwowana Zofia.
Zmierzyłem ją czujnym spojrzeniem.
- Coś nie tak Rose?
Spojrzała na Liesel, która właśnie wyrażała wzrokiem całą swoją niechęć.
- No cóż w takim razie zajrzę do Christiana - powiedziała po chwili.
- Nie musisz wychodzić - mruknąłem.
- Nie będę przeszkadzała - uniosła kąciki ust w kpiącym uśmieszku i ruszyła do drzwi. W progu odwróciła się przez ramię i obrzuciła spojrzeniem Zofię.
- Do zobaczenia wieczorem R o s e.
Zacisnąłem lekko zęby jednak nie dałem po sobie poznać, że aluzja Liesel wyraźnie mnie zaniepokoiła.  Przywołałem na siłę uśmiech na twarz.
- Chodź tu - poprosiłem.
Po chwili podeszła. Pociągnąłem ją na kolana i z lubością zanurzyłem się w jej włosach.
- Coś nie tak? - zamruczałem.
- Nie, wszystko w porządku - odpowiedziała po dłuższej chwili.
Doskonale potrafiłem wyczuć gdy ktoś kłamał, a zwłaszcza jeśli dobrze go poznałem. W tym momencie nie ulegało wątpliwości, że Zofia skłamała.
- Powiedz prawdę. Przecież widzę, że coś cię trapi.
- Michael, naprawdę wszystko jest w porządku - upierała się nadal - Czy to coś ważnego?
Oderwałem twarz od jej włosów i podążyłem za jej wzrokiem. Patrzyła na dokumenty.
- Hm... Te tu dotyczą nowych rozporządzeń w sprawie getta.
- A to? - mruknęła i podniosła kartotekę ze zdjęciem polskiego bandyty.
- Od dłuższego czasu rozpracowujemy ruch oporu. Niestety trzeba przyznać są dobrze wyszkoleni i nie tak łatwo ich namierzyć. Ostatnio jednak jeden z nich.. przeszedł na naszą stronę że tak powiem za moją namową - odparłem z dumą - Dzięki niemu wiemy, że ZWZ planuje w następny piątek atak na teatr w którym będzie odgrywany spektakl dla ważnych oficerów niemieckich. Na razie mamy nazwiska dwóch z nich - Tadeusza Sochackiego i Kamila Dobranowskiego.
Oczy Rose zaszła dziwna mgła. Wpatrywała się w zdjęcia tych partyzantów z nieodgadnionym wyrazem twarzy/
- Czemu ich jeszcze nie aresztowaliście? - mruknęła.
- Ponieważ wtedy złapalibyśmy tylko ich dwoje. O wiele bardziej opłaca się poczekać do piątku, a może nawet uda się schwytać ich przywódców?
Rose milczała.
- Znasz ich? - mruknąłem obserwując ją uważnie.
 W zasadzie byłem pewien, że tak. Sama tam należała przez pewien czas, więc musiała ich kojarzyć chociażby z nazwiska.
- Nie - odparła z pewnością w głosie. Ktoś inny by się na to nabrał - ktoś inny, ale nie ja.
- No cóż jeśli jednak sobie coś przypomnisz.. Będę czekał.
Rose nie odezwała się. Zobaczyłem na jej odkrytym ramieniu gęsią skórkę. Przejechałem po nim palcem.
- Idź już mam dużo pracy - mruknąłem po chwili - Przygotuj się na wieczór i czekaj na mnie.
Zofia wstała i ruszyła bez słowa do drzwi. Na progu rzuciła mi jeszcze zamyślone spojrzenie - i wyszła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz