Nie mogłam znieść myśli, że cokolwiek mogło pójść nie tak. Obudziłam się w łóżku Michaela, wtulona w jego poduszkę. Czułam na niej jego zapach, westchnęłam zadowolona i rozmarzona, po czym po długim wyleżeniu się wstałam. Ubrana w krótki jedwabny szlafrok weszłam do pokoju Adama, który właśnie czytał jedną z niemieckich książek.
Uśmiechnęłam się i poczochrałam jego gęstą czuprynę.
-Długo cię nie było. - odezwał się w końcu.
Od wczorajszej rozmowy to go trapiło... jednak nic nie powiedział.
-Marta chyba źle cię nie traktowała. - mruknęłam uśmiechnięta.
-Ostatnio masz mniej dla mnie czasu.
-Bo mam wiele spraw na głowie.
-Jakich na przykład? - przerwał, spoglądając na mnie tymi swoimi niebieskimi, wielkimi oczami.
-Pracuję i... ech... Adam, chcę z tobą porozmawiać o niemieckiej szkole. - w końcu to z siebie wydusiłam. Spojrzał na mnie wystraszony.
-Będziesz bezpieczniejszy.
-Nie będziesz ze mnie robić jednego z tych szkopów!
-Mówiąc to widzę w tobie Janka. - parsknęłam. - Niestety, ja się ciebie o to nie pytam tylko informuję. Chciałabym byś się z tym powoli oswoił...
-Jeśli mnie tam wyślesz, zrobię tam piekło.
Kucnęłam przy nim.
-A jeśli Ty zrobisz piekło tam, to tutaj dopiero twoja siostrzyczka cię urządzi.
-Grozisz mi? - zaśmiał się. - Jeszcze naślij na mnie tego swojego Niemca co cię trzyma jak na smyczy...!
-Słuchaj, nie masz prawa tak mówić. Nie znasz go. Nawet nie starasz się zrozumieć...
-Wolę umrzeć niż rozumieć jakiś szkopów co zabijają niewinnych nas! Niewinnych polaków!
Wstałam i wyprostowałam się.
-A więc będziesz musiał się przemóc i zacząć rozumieć szkopów, bo niedługo czeka cię szkoła. Postanowione.
Zamknęłam drzwi i zeszłam na dół. Marta już prawie kończyła robienie mi śniadania.
-Dokończę. - wtrąciłam.
-Zaczęłam to...
-Marto, naprawdę, sama dla siebie potrafię zrobić śniadanie. - uśmiechnęłam się. - Dziękuję.
Gdy zjadłam od razu zabrałam się do papierkowej roboty. Przeglądałam akta pacjentów które musiałam przejrzeć i podpisać. Już trzecie akta a kolejne podrobione niemieckim nazwiskiem i imieniem. Było tego niewiele, jednak ktoś, nie tylko z ruchu zajmował się tym. Polacy próbowali przetrwać jak się da, nawet przystając na myśl o tym, żeby być pod nazwiskiem niemieckim.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Zapominając zupełnie o tym, jak jestem ubrana nawet się nie przejęłam. Marta otworzyła drzwi, a ja zakopana po uszy w aktach nie słyszałam nawet o co chodzi. Gdy nagle usłyszałam krzyk gosposi...
-Rose! To do ciebie...!
Zaskoczona odeszłam od stołu i podeszłam do drzwi. Marta odeszła, a ja wpatrywałam się w wielką paczkę którą trzymał jakiś szkop. Wpatrywał się we mnie oczarowany, a raczej w mój krótki czarny szlafrok. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że wyglądam naprawdę niestosownie, więc zaczerwieniłam się automatycznie.
-Od kogo to? - spytałam szybko chowając się za drzwiami.
Szkop otrząsając się wzruszył ramionami.
-Nie wiem, to anonimowa paczka.
Od razu pomyślałam, że to Janek podesłał mi dokumenty... ale w tak dużej paczce...?
Przechwyciłam ją i kiwnęłam szkopowi. Nie odchodził chwilę, więc spojrzałam na niego zaskoczona.
-Coś jeszcze?
-Nie... po prostu... jest pani... zjawiskowo piękną kobietą...
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się lekko zakłopotana.
-Da się pani zaprosić dzisiaj na... może na kolację?
-Wybaczy pan, ale mam za dużo na głowie.
-Może jutro? Będę tutaj o tej samej porze, o ile nie wcześniej... może wtedy...
-Naprawdę nie mam czasu, ale dziękuję za propozycję. - uśmiechnęłam się szeroko. - Do widzenia.
Zamknęłam drzwi i spojrzałam na paczkę. Szybko zwinęłam dokumenty pacjentów szpitala i poszłam ze wszystkim na górę. Tam zajęłam się paczką i to co w niej było zaszokowało mnie.
Były tam rzeczy rodziców, jakieś zdjęcia, listy... i pieniądze.
Były zachowane w starej kopercie, napchanej zdjęciami a pomiędzy nimi pieniądze. Zaszokowana oglądałam kupę kasy...
A na samym dole dokumenty... Adama. Zerknęłam na nie, i z nimi był dołączony list od matki. Otworzyłam go i szybko przeczytałam zniecierpliwiona.
Droga Zosiu
Nigdy nie spodziewałam się, że nadejdzie ten moment, gdy będę musiała wyznać prawdę. Pewnie czytając to nie ma mnie już na tym świecie, jednak musisz wiedzieć coś o swoim bracie.
Nie jest on synem twojego ojca, lecz pewnego Niemca. Tak, zdradziłam twojego tatę ze szkopem... a Adaś jest w połowie taki jak biologiczny ojciec. Nie chciałam by ktokolwiek o tym wiedział... jednak gdy zostałaś z nim sam jak palec musisz znać prawdę. Tobie pozostawiam to, co zostało, i prawdę którą wiesz dobrze, czy wyznać bratu. Nie traktuj go inaczej, chłopiec nie jest winny niczemu... całe życie patrzyłam na Adama jak na syna mordercy polaków... jednak on niczemu nie zawinił. Wychowaj go jak własnego S Y N A, bo potrzebuje dobrej matki. Nie popełniaj błędów takich co ja, działaj ale z głową... Oboje cię z ojcem kochamy i nie chcemy byś cierpiała. Patrzymy na Ciebie z góry, kochamy w dalszym ciągu i zostawiamy trochę pieniędzy na nowy start. Nie daj się, Zośka.
W szoku wpatrywałam się w list i podarłam go. Zapłakana ruszyłam z pieniędzmi pod łóżko, by je zachować. Adam... nie jest moim bratem. Jest, ale przyrodnim. Moja głowa pękała, jednak musiałam trzymać fason.
Gdy po czasie doszłam do siebie wzięłam dokumenty, zaniosłam do szpitala po czym poszłam na spotkanie z Bartkiem. Znalazłam go jak patrolował jedną z ulic.
-Masz to o co prosiłam Janka?
-Nie da rady ich załatwić.
-Jak nie da rady?! - wykrzyczałam.
-Cicho! Na litość boską... - warknął. - Filip i Agata po ślubie gdzieś się zaszyli, Janek ma obawy że spieprzy te dokumenty... poza tym nie widzieliśmy się... powiedział, że zrobi co w jego mocy jednak nie daje gwarancji... a Iza się odzywała?
-Nie. Nikt stamtąd się nie odzywał.
-Podobno nie ma jej w Puffie. Jest znów w gettcie z babcią.
-Cholera, co?! - wypaliłam wściekła. - Dobrze... - westchnęłam. - Proponujesz coś?
-Zmień trochę plan. Michael nie pomoże?
-Nie wiem nawet czy popiera mój pomysł... chcę tylko by była znów bezpieczna... Dobrze... przekaż Jankowi, że nazwisko musi być takie jak moje.
-Co? Czemu?
-Będzie jako moja siostra.
-Dziewczyno, jesteś tu w ogóle? Czy z głową w chmurach? Zawsze taka byłaś. Latałaś nie wiadomo gdzie w obłokach gdy na dole działo się piekło.
-Bartuś, ja mam wszystko pod kontrolą nawet jak siedzę wśród chmur! - westchnęłam spokojniejsza. - To najlepsza cecha, większa wyobraźnia daje więcej możliwości na np. uwolnienie mojej przyjaciółki... Chcę te dokumenty, rozumiesz? Przekaż Jankowi że nie ma opcji by ich nie załatwił. Ja znajdę Filipa... Może Michael mnie uprzedzi i przynajmniej ją stamtąd wyciągnie... oszczędzi mi to trochę zachodu.
-Więc co robić?
-Pogadaj z Jankiem i powiedz co Tobie powiedziałam. Muszę iść. - odeszłam w stronę gestapo.
Gdy szłam korytarzem słyszałam krzyki dobiegające ze strony gabinetu Michaela. Obok drzwi warował jeden z gestapowców, uśmiechnęłam się do niego lekko.
-Ma gościa, tak? - uniosłam brwi.
-Nikt ma tam nie wchodzić. - odparł.
Zaśmiałam się.
-Ale ja nie jestem nikt... - szepnęłam do niego. - Muszę tam wejść...
-Ale...
Zanim zareagował ja już weszłam.
Zakrwawiony Żyd leżał na podłodze a nad nim stał Michael.
-Musiałaś wejść z odpowiednim momencie... - westchnął.
-Wybacz. - odparłam niewzruszona. - Potrzebuję twojej pomocy.
-Znowu? Dobra. I tak już wiem co chciałem. Zabrać go!
Żyd został wyszarpany z gabinetu, podeszłam do drzwi i zamknęłam je na klucz. Odwróciłam się do Michaela na pięcie i podeszłam do niego powoli.
-A więc o co chodzi?
-Stęskniłam się...
Parsknął.
-I dlatego przerywasz mi w przesłuchaniu?
Złapałam go za mundur i przyciągnęłam do siebie.
-To wystarczający powód dla którego tu jestem... Rozmawiałam z Adamem i stwierdziłam że dobrym pomysłem jest posłanie go do niemieckiej szkoły. Po drugie... pomysł z Izą nie wypalił.
Zaśmiał się.
-Skąd ja to skarbie wiedziałem?
-... bo jeden z twoich pieprzonych podwładnych odesłał ją znów do getta.
-Jak to odesłał? Skąd wiesz?
-Mam swoje źródła, kochanie. Znów będzie katowana i zmuszana do jakiś ciężkich prac! Nie tak miało to wyglądać Michael... - westchnęłam zrezygnowana.
-To na pewno załatwię. - mruknął zły.
-Na pewno, to tym razem załatwisz to lepiej. - odparłam siadając na jego fotel za biurkiem.
-Co masz na myśli?
-Gdy znów pójdziesz z wizytą do getta zrobisz wszystko tak by Iza wyglądała na martwą. Dużo cię to nie będzie kosztować, bo Iza już wygląda jak trup.
-I co dalej mam niby zrobić?
-To co ze mną. Zostanie przywieziona do nas.
-Do naszego domu? A co ja jestem? Schronisko dla żydówek?
-Postaraj się to zrobić chociażby dla mnie. Będę szczęśliwsza i spokojniejsza. Pozwól mi działać gdy już będzie pod naszym okiem. Sfałszowane dokumenty będą na moje nazwisko. Czyli będzie wszystko wyglądało jakby to była moja siostra. Nie widzę problemu, jej przemiana nastąpi z czasem. Najpierw trzeba ją doprowadzić do zdrowia i stanu psychicznego jak wcześniej.
-Przemyślę to.
-Zawsze tak mówisz. - uśmiechnęłam się i podskoczyłam z krzesła na równe nogi. - Ale dziękuję, że chociaż o tym pomyślisz.
Usiadłam na biurku i przyciągnęłam go do siebie po czym pocałowałam namiętnie. Nie mogłam się opanować, nie wiem czy coś do niego czułam, ale podobało mi się to. Bardzo.
Przerwało nam energiczne pukanie do drzwi. Odsunęłam się od Michaela i otworzyłam szkopowi, który spojrzał tylko na moją podwiniętą sukienkę. Poprawiłam ją szybko i uśmiechnięta wyszłam z gestapo prosto do domu.