Obiecałam sobie, że znajdę Bartka za wszelką cenę. Gdy go dopadnę - już nie będzie odwrotu.Gdy siedziałam w gabinecie zszywając polskiej dziewczynce łuk brwiowy. Płakała za mamą, którą prawdopodobnie zabrali do gestapo.Bez chwili zastanowienia podjęłam się zadania wyciągnięcia stamtąd tej kobiety. To był odruch.
-Boli... chce do mamy...
-Daj mi godzinę a zobaczysz mamę, obiecuję. - uspokoiłam ją z uśmiechem. - Jak się nazywasz? - spytałam.
-Anna.
-A więc Aniu, nie bój się i pozwól mi załatwić tę sprawę. Mama będzie na pewno wolna jeszcze dziś.
Nagle do gabinetu wparował Janek z chłopakami w tle. Wystraszona szybko zamknęłam drzwi i westchnęłam zła przemywając ranę dziewczynki kończąc ją zszywać.
-Słuchaj... musisz nas wysłuchać. - zaczął Kamil.
-Powinniśmy się gdzieś spotkać czy coś a nie tutaj, chłopaki... - wtrąciła Agata kurczowo trzymając się blisko Filipa.
-Nie, teraz trzeba to załatwić. - wtrącił jej narzeczony.
-Po kolei. O co chodzi? - spytałam ciągle zajmując się małą Anią.
-Słuchaj, musisz zacząć działać. - zaczął Janek.
Wiedziałam co chcą powiedzieć. Kazałam wyjść pozostałym, został tylko Janek. Spojrzałam mu w oczy i zrezygnowana pokręciłam głową.
-Nie mogę wam więcej pomagać. Nie dziw się, że tak dawno nie mieliśmy kontaktu...
-Co? Jak to? Co ty teraz mówisz?
-Ktoś mnie chce wrobić. - szepnęłam. - Nie wiem czy to ktoś z ruchu, ale na pewno ten ktoś doskonale mnie zna...
-Miłosz? - spytał.
Parsknęłam nerwowo śmiechem.
-Nim nie trzeba się już przejmować.
-Co to znaczy?
-Został uciszony raz na zawsze, jednak wciąż ktoś za mną chodzi, podsyła mi kwiaty do gabinetu z dziwnymi liścikami...
Zmrużył oczy.
-Co to ma wspólnego do naszej współpracy?
-Że wuj Michaela skąd podejrzewa kim jestem. Jeśli jeszcze raz dostanie podobną wiadomość żarty się skończą. Jestem blisko tego, by pożegnać się ze światem... Musimy na ten moment przestać się widywać i kontaktować.
-Ruch chce żebyś nam pomogła w wyeliminowaniu Michaela. Tylko ty możesz nam w tym pomóc, tylko ty masz dostęp i tylko tobie ufa.
Serce mi drgnęło. Zacisnęłam pięści i pogładziłam Anię po brązowych, grubych, rozpuszczonych włosach.
-Nie zrobię tego. - oświadczyłam. - Wydostanę Izę, zrobię co chcecie, ale nie mogę wam w tym pomóc. Ani wam na to pozwolić.
-Co ty wygadujesz? Zgrywasz się czy jak?
Podeszłam bliżej do Janka i spojrzałam mu głęboko w oczy. Westchnęłam ciężko.
-Nie zależało to ode mnie... - zaczęłam niepewnie. - Janek, musisz mnie zrozumieć... traktuję cię jak bliskiego przyjaciela... Ja go... chyba go kocham...
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
-Kochasz szwaba? - wypalił.
-Poczekaj. - zatrzymałam go. - Nie myśl sobie, że cokolwiek mu powiedziałam o was. Nadal jestem tamtą Zośką... nadal liczy się dla mnie wasze życie. Jednak... ja jestem szczęśliwa, jestem bezpieczna w miarę możliwości i chcę być z nim, nie chcę innego życia... możesz tego nie rozumieć, jednak uwierz mi... ja naprawdę go kocham. I jeżeli postanowicie odebrać mi szczęście... załatwię wszystko tak, byście nawet nie mieli do niego dostępu na krok. Nie wydam was, choćbyście mieli rzeczywiście zamiar zabić Michaela. Jednak uszanujcie mnie i moje uczucia. Bo co jak co, trochę się zmieniłam. Liczy się dla mnie moje szczęście, bezpieczeństwo Adama i moje. Chcę tak żyć, zapominam chociaż trochę o wojnie. Jednak nie mogę dłużej wam pomagać jeśli wy chcecie dac mi w twarz i zabrać co moje. Michael jest mój, i nie ma mowy o żadnych próbach ataku na niego, bo przysięgam, że wywołacie większą wojnę niż ta teraz. Nie zrobię wam krzywdy, nigdy bym tego nie zrobiła jednak uważajcie na to co robicie. Iza wyjdzie w ciągu tego tygodnia, czekaj na mój znak by ją odebrać. Teraz żegnam. Odezwij się jak otrzeźwiejecie.
Wyszedł bez słowa, a ja zaraz za nim. Tylko, że do gestapo.
Będąc tam wszyscy mnie już doskonale znali. Nie było problemem wejść w każdej chwili do gabinetu Michaela, żołnierz który stał pod drzwiami nawet nie śmiał mnie zatrzymywać. Jednak tym razem obeszło się bez proszenia Michaela o uwolnienie matki dziewczynki. Skierowałam się do kogoś zupełnie innego...
-Wejść. - usłyszałam głos Christiana.
Nawet nie zdążył skończyć słowa, już stałam w środku właśnie domykając drzwi.
-Pomyliłaś gabinety... - zaczął.
-Przyszłam do ciebie.
-Czyżbyś miała do mnie jakiś interes? Wybacz, nie do mnie z twoimi problemami, jakiekolwiek je masz.
-A jednak myślę, że dobrze, że wpadłam. - rozsiadłam się na fotelu.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Pozwoliłem Ci usiąść? To mój gabinet, nie Michaela.
Wyśmiałam go prosto w twarz i spojrzałam na swoje czerwone paznokcie, po czym wymierzyłam w niego spojrzeniem zabójcy.
-Powiedziałeś coś wujowi Michaela o tym kim jestem?
-A co? Tak szybko przejrzał na oczy kim jesteś?
-Słuchaj... nie wiem, czy jesteś tak ślepym szwabem, czy po prostu mnie nie lubisz, albo obydwa, nie ważne... odpowiedz mi tylko, czy cokolwiek mu wspominałeś.
-Powiedziałem jedynie, że dziwne, że taka kobieta wzięła się znikąd w życiu Michaela. Tym się zainteresował.
Zaśmiałam się.
-Uważaj co robisz, bo może cię zaboleć. - odparłam z lekkim uśmiechem i podeszłam do drzwi. Złapałam za klamkę, nagle Christian uderzył rękami w drzwi i zablokował mnie i wyjście przez drzwi.
Spojrzałam się na niego spokojna i odwróciłam w jego stronę.
-Czego chcesz jeszcze? - spytałam.
-Jeśli dowiem się, że zraniłaś mojego przyjaciela, że wydałaś go ruchowi, że twoi polscy przyjaciele cokolwiek planują z twoim udziałem na Michaela... zniszczę cię. - uśmiechnął się. - I on nawet mnie nie powstrzyma, żeby wymierzyć ci sprawiedliwość.
-Sprawiedliwość należy się takim jak ty. Którzy zaczynają wojny i mordują niewinnych ludzi w ich własnym kraju.
-Taka z ciebie patriotka? Jakoś nie przeszkadza patriotce to, że pieprzy cię szwab... - zaśmiał się a ja wściekła uderzyłam go w twarz.
Zacisnął zęby.
-Jak śmiesz do mnie tak mówić...? - wycedziłam.
-Jemu tylko o to chodzi. Myślisz,że on do ciebie cokolwiek czuje? - zaśmiał się. - Jesteś taka naiwna...
Wściekła odepchnęłam go z trudem i wyszłam do gabinetu Michaela.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz