Planowałam od dłuższego czasu jak uratować Izę. Nie mogłam być ciągle zdana na Michaela, na jego łaskę. Czasem musiałam działać na własną rękę i nawet nie omieszkałam mu o tym powiedzieć. Gdy wróciliśmy z jednych z ostatnich bankietów jakie w Norwegii przeżyliśmy, postanowiłam z nim porozmawiać. Jednak był to nie mały problem bo od jakiegoś czasu nie miał go wiele, a ja chciałam jak najszybciej z nim o tym porozmawiać.
-Mam zamiar wydostać Izę.
Spojrzał się na mnie kpiąco i spojrzał mi prosto w oczy pełen podziwu, że mam w ogóle odwagę podejmować się zadania przeciwko szkopom.
-Poczułaś się chyba zbyt pewnie niż...
-Nie, wiem że byłbyś jeszcze bardziej zły gdybyś nie wiedział o tym, a kiedy Cie o tym powiadamiam... Wydajesz się chyba mniej wściekły niż zwykle.
Zmruzylam pewnie oczy i westchnęłam.
-Zabraniam Ci. Sam to załatwię.
-Michael, ja jednak zaryzykuje. Uwierz mi, mam głowę do planowania, nie raz mnie tam widzieli.
-Masz tam nie chodzić. To nie odpowiednie miejsce dla Ciebie.
-Bo jestem pokojowym pieskiem? Mam ładnie wyglądać? Wybacz - zaśmiałam się - ale mój mózg trzeba jakoś wykorzystać. Wolę żebyś wiedział w części że coś planuje... Przynajmniej cię nie okłamuje.
Uśmiechnęłam się i pocalowalam go delikatnie.
Spojrzałam głęboko w oczy i zadowolona westchnęłam.
-Jutro wracamy do Polski, ale nie zacznę od razu wszystkiego. Przysięgam że zrobię to tak by nawet nikt nie śmiał podejrzewać mnie czy Ciebie o uwolnienie Izy. Zaufaj mi.
Gdy dotarliśmy do Polski od razu wyszłam do pracy do szpitala. Michael nawet nie wiedział że wyszłam, Marta zajmie się Adamem. Ostatnio przestałam poświęcać mu uwagi co trochę mną potrząsnęło... Jednak zajmę się tym później.
Gdy wyjmowałam kulę z brzucha jednego z żołnierzy podeszła pielęgniarka. Zniesmaczona spojrzała na to jak bez cienia obrzydzenia grzebię mężczyźnie w brzuchu, poczym odezwała się wreszcie.
-Ktoś domaga się spotkania z Panią...
-Nie mam teraz czasu. - odpalam skupiona.
Wyjelam kule a pielęgniarka aż prawie zwróciła. Wytarłam ręce i kazałam opatrzyc ranę do końca drugiemu lekarzowi.
Poszłam za pielęgniarka a obok gabinetu napotkałam twarz Bartka. Uniosłam brwi i z uśmiechem wypuściłam go szybko do środka.
-A więc co cie sprowadza? - spytałam przeglądając dokumenty żołnierza.
Widoczne sfałszowanie dokumentów. Już nie raz byłam świadkiem jak Filip z ruchu paprze przy dokumentach... Poznam takie od razu, Niemcy nawet nie potrafią odróżnić prawdziwych od tych podrobionych.
-Janek rozpaczliwie chce odzyskać Izę. - wypalił w końcu.
-Nie rozmawiamy o czymś co da się tak łatwo załatwić. Bez pomocy Michaela uda mi się ją uwolnić.
-Jak chcesz to niby zrobić? Zwołać ruch?
-Kwapisz nie pozwoli im nawet palca wychylić. Działam na własną rękę, robię co trzeba.
-Jest też druga sprawa którą musisz rozważyć...
-Mianowicie?
-Chcemy pozbyć się Michaela.
Spojrzałam na niego i ujrzałam wroga. Nie wiem dlaczego, nie chciałam by dłużej tu był. Wyrzuciłam go zapewniając że to przemyśle... Jednak nie widziałam siły która przekona mnie bym cokolwiek zrobiła Michaelowi.
Gdy wyszłam z pracy wcześniej skierowałam się do Felici i Louisy, które pracowały przeciwko szkopom odkąd wojna się zaczęła. Miały mężów Polaków którzy byli już od dawna z dala od nich, same postanowiły działać na własną rękę.
Gdy usłyszały o Izie zgodziły się. Od razu Felicia poszła do Puffu, pod pretekstem pilnowania porządku wśród żydówek. Ja natomiast gdy weszłam i miałam styczność z jedną z kobiet które tutaj zażądzały, pewna siebie nawet nie omieszkałam prosić o minimalny wstęp do Izy. Zgodziła się, wiedziała, a raczej była pewna że to rozkaz prosto od Michaela. Zadowolona powiedziałam również że złożę wizytę tej polskiej brudnej kobiecie i tym ja przekonałam. Wpuściła mnie do Izy a ja usiadłam obok niej, leżącej na lozku pod szmatami, wychudzonej i zimnej.
-Zostaw mnie. - szepnęła.
-To ja. - odezwałam się sucho.
Poprzednie spotkanie z nią nawet mnie nastawiło na jej atak, rozmowa z Michaelem również dała mi wiele sił ale i odwagi by tu przyjść.
-Bądź silna. Niebawem stąd wyjdziesz zadbałam o wszystko.
-Zosia...?
-Teraz mów do mnie Rose. Nie istnieje żadna Zosia, rozumiesz? Powiesz im gdyby pytali że dałam Ci nauczkę że nie jesteś posluszna tym którzy Cie odwiedzają i jeżeli sytuacja się powtórzy przyjdę ponownie z nakazem aresztowania i wyrokiem śmierci. Załatwię to co trzeba. Gdy przyjdzie ktoś nowy, jakiś mężczyzna musisz się opierać bardziej niż zwykle. Musisz zrobić tak by on pozostał ranny. Zaatakujesz go, zadbasz by zostało udowodniony atak z twojej strony. Wtedy zostanę wezwana jako pośrednik Michaela. Z nim wszystko załatwię. Do zobaczenia i musisz wytrzymać.
Załatwiłam sprawę z kobietą zarządzającą Puffem i poszłam na spotkanie z Jankiem.
Zapukałam do jego drzwi przed godziną policyjną , zaskoczony ojciec otworzył mi drzwi a ja z uśmiechem kiwnęłam głową.
-Janek... Ktoś do ciebie.
Gdy zobaczyłam zmarnowanego Janka weszłam do środka nieproszona.
-Możemy porozmawiać sami? - spytałam pewna siebie.
Zaskoczony nie wiedząc co zrobić otworzył drzwi do pokoju i tam usiadł patrząc na mnie.
Spokojnie zaczęłam.
-Potrzebuje sfałszowanych dokumentów dla Izy. Na jutro rano. Podasz mi je przez Bartka. Musi mieć niemieckie imię i nazwisko... Wszystko idealnie podrobione, bez jakis niedociągłości.
-Robi się ale... Wyciągniesz ją?
-Robię to na własną rękę i tak, gdy tylko dostanę wiadomość...
-Co masz zamiar zrobić?
-Musisz robić co każę bez pytań. Gdy będzie wolna i będzie możliwość zobaczycie się.
-Ten twój Niemiec ci pomaga?
-Nie.
-Wie coś?
-Dziś mu o wszystkim powiem.
-Oszalałaś?!
-Janek, jemu ufam najbardziej. Mam w nim wsparcie. Jeżeli mi zaufa tak samo jak ja ufam jemu... Jeżeli pozwoli mi zaryzykować to Iza niedługo będzie wolna. Ale z pewnymi konsekwencjami. Musisz wiedzieć że nie będzie ona mogła ot tak spotykać się z tobą i babcią. Tobie pozostawiam wyciągnięcie jej babci, to sprawa łatwiejsza niz Izy. Na jutro dokumenty maja być gotowe, Bartek przyniesie mi je do szpitala. Tymczasem dobranoc.
Wyszłam nie słuchając więcej pytań od niego.
Gdy wróciłam do domu usiadłam na kanapie obok Michaela. Poważna i spokojna nie odrywałam od niego wzroku.
-No, pochwal się co wymyśliłaś. Jeśli to będzie wyglądało obiecująco to przemyśle ten twój planik. - uśmiechnął się i spojrzał na mnie odkładając kieliszek wina.
Gdy wszystko mu odpowiedziałam kipiąca entuzjazmem, on milczał przez chwilę.
-Sama to wszystko obmyśliłaś? Kto sfałszuje Ci dokumenty? Wiesz jak ryzykujesz?
-Ty też ryzykowałeś gdy załatwiałeś mi moje. - odparłam sprytnie.
-Nie powiem, że plan jest głupi... Tylko jak wytłumaczę że jesteś moim posrednikiem w sprawach Puffu?
Uśmiechnęłam się.
-OJ nie mów, że niczego nie wymyślisz... Przemyśl to. Jeżeli Iza stamtąd nie wyjdzie nic się nie ułoży w moim życiu, a ja dopilnuję by stała się taka jak ja...
-Kontaktowałaś się z tymi polaczkami?
-Z jednym by załatwił dokumenty.
-Pozorowanie śmierci? Żartujesz sobie, nie przejdzie.
-U mnie przeszło aż pod nosem twojego wujaszka.
Błysnęłam zębami i usiadłam mu na kolanach zabierając kieliszek wina.
-Bardzo poważnie nad tym pomyśl. Przysięgam, że pójdzie zgodnie z moim planem. Iza nie zawiedzie i ja też nie.
-Przydasz mi się nie tylko jako osoba towarzyszącą na bankietach.
-Czyżbym zrobiła w końcu jakieś wrażenie?
-Ten plan można by jeszcze jakoś lepiej wymyślić... Ale jako nieliczna z kobiet umiesz myśleć strategicznie.
-Na pewno nie na twoją korzyść. - pocalowalam go. - Przyjdę do sypialni za godzinę, bądź tam lepiej i czekaj na mnie.
Wstałam i ruszyłam na górę.
-A ty gdzie? - spytał rozbawiony.
-Do Adama załatwić parę spraw...
czwartek, 9 marca 2017
Od Rose
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz