poniedziałek, 13 marca 2017

Od Janka

Spałem, gdy usłyszałem szelest i momentalnie się ocknąłem. Zdezorientowany faktem, że śpię nie w swoim łóżku zacząłem się rozglądać. Dopiero gdy pewna osoba przekręciła się nieznacznie u mojego boku, dotarło do mnie gdzie jestem.
Wciąż jednak nie mogłem w to uwierzyć. Że Iza spała obok w miarę bezpieczna i cała. Była poważnie poraniona i doznała ogromnej krzywdy za którą już w głowie układałem plan zemsty - jednak była przy mnie.
Wpatrywałem się w nią przez dłuższą chwilę, gdy przerwało mi ciche chrząknięcie.
- Spokojnie - usłyszałem szept, gdy lekko się poderwałem.
Iza śpiąca na mojej klatce piersiowej odetchnęła głośniej przez sen, ale całe szczęście nie obudziła się.
Opadłem znów na poduszki. Gdy pani Rudnicka podeszła bliżej, spojrzałem na nią zmieszany rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu zegara.
- Która godzina? - spytałem szepcząc w końcu.
- Dochodzi trzecia, ale...
- Już dawno powinienem wyjść - zacząłem próbując się wysunąć spod Izy, tak by jej nie obudzić.
- Janek nie wygłupiaj się - przerwała mi tonem nieznoszącym sprzeciwu - Chcesz wracać o tej porze do domu?
- Poradzę sobie, znam wiele przejść i..
- Wyjście z getta też? - spytała unosząc brwi - Dobrze wiesz, że nawet nie zbliżysz się do szlabanu i cię zastrzelą. Lub w innym wypadku wezmą na gestapo.
Zamilkłem pokonany takimi argumentami.
- Posłuchaj Janek - wyszeptała cicho babcia po dłuższej chwili - Muszę z tobą porozmawiać, a nie wiem kiedy następnym razem nadarzy się taka okazja..
- Będę przychodził tak często jak będzie to możliwe do momentu gdy was wszystkich stąd wyciągniemy z pomocą Zosi.
- Janek posłuchaj...
- Zapasu jedzenia wystarczy wam na długo. Izie przyniosę leki, a może nawet uda mi się sprowadzić lekarza.  A ci którzy wyrządzili jej krzywdę zapłacą za to - zgrzytnąłem zębami.
- Dziecko jestem ci ogromnie wdzięczna za wszystko co dla nas robisz.. Ale nie możemy się dłużej oszukiwać. Zaczynają się wywózki. Całe kamienice w środku nocy pustoszeją. Ludzi pędzi się jak bydło do wagonów. Wiadomo jakie jest docelowe miejsce tej podróży..
- Wywózki owszem może i się zaczynają - przytaknąłem jej - ale od drugiej strony getta. Biorą najpierw mężczyzn. Zanim dojdzie tutaj minie sporo czasu, a wtedy będziecie wszyscy bezpieczni po aryjskiej stronie.
- Janek właśnie w tej sprawie mam do ciebie prośbę.  Obiecaj mi że mimo wszystko wyciągniesz stąd Izę.
- Oczywiście, że ma pani moją obietnicę. Wyciągnę ją - razem z nami.
Przez dłuższą chwilę się nie odzywała. Pogłaskała wnuczkę delikatnie po włosach i uśmiechnęła się lekko.
- Zawsze była taka dzielna.. Taka mądra.. Miała tyle serca do ludzi i zwierząt.. I jest taka młoda.. Musi wyjść z tego piekła i przeżyć wojnę.
- I przeżyję. A pani i Tomeczek również..
- Januś ja już mam swoje lata. Czy tu czy tam - co to za różnica? Na razie i tak czeka nas to samo piekło. Jestem zmęczona tą wieczną tułaczką. Wolę zostać tu..
- Niech pani tak nawet nie mówi! - powiedziałem głośniej, ale szybko ściszyłem głos zerkając na Izę -  Ma pani jeszcze wiele lat do przeżycia. Kto zatańczy na weselu Izabeli? Kto będzie opiekował się jej wnukami?
- Twoi rodzice - uśmiechnęła się łobuziersko, tak że przez chwilę wyglądała jak młoda dziewczyna. Zapaliły mi się lekko policzki, a ona nie wiem jakim cudem to spostrzegła i roześmiała się cicho.
- Janek taki z ciebie odważny dowódca i żołnierz, zastrzelisz bez wahania, w akcjach zachowasz zimną głowę - ale przy kobietach tracisz głowę.
- Nie przy kobietach proszę pani. Przy Izie. Wcześniej raczej mi się to nie zdarzało.
Uśmiechnęła się pod nosem.
-  Więc jak? Umowa stoi? Zabierzesz ją stąd jak najszybciej się da?
- Zabiorę obiecuję to pani na słowo harcerza i żołnierza. I was również.
- Janek Tomek stąd nie ma szans wyjść - uśmiechnęła się smutno - Ma zbyt charakterystyczny wygląd Żyda. Wszędzie go poznają.
- Niech pani tak nie mówi, sprytnie to wszystko zorganizujemy..
- Janek proszę cię nie ma czasu na to. Nie jestem głupia i wiem ile czasu zajmie ci zdobycie odpowiednich dokumentów. Najpierw wyciągnijcie stąd Izę. Błagam cię. Ona zbyt wiele przeszła. Później ewentualnie wrócicie po nas...
Po dłuższym namyśle zgodziłem się z nią.
- Nie wiem tylko czy ona się na to zgodzi - szepnąłem głaszcząc ją po ramieniu.
- Nie martw się, coś wymyślę. Twoja głowa w tym, żeby po prostu stąd wyszła. I proszę cię zachowaj tą rozmowę w dyskrecji - dodała podnosząc się.
- Może pani na mnie liczyć - szepnąłem gdy wychodziła, a ona w odpowiedzi posłała mi jeden ze swoich najcieplejszych uśmiechów, który jeszcze długo miał mi pozostać w pamięci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz