wtorek, 21 marca 2017

Od Rose

  Nie wiem czy to co powiedział Michael w jakikolwiek sposób mnie pocieszyło. Na pewno jakoś podniosło na duchu, jednak jedyne co mogłam zrobić to czekać w obawie, że ktoś może w każdej chwili zniszczyć moje życie. Wtuliłam się nagle w Michaela, a on po chwili objął mnie delikatnie. Nie potrafiłam myśleć co by było, gdyby ruch podjął się jednak pozbycia się Michaela. Nie pozwoliłabym na to... byłabym wtedy w trudnej sytuacji... - między młotem, a kowadłem...
-... i nie przejmuj się Liesel... - dodał szeptem.
  Westchnęłam tylko i machnęłam ręką odsuwając go od siebie.
-Mam inne zmartwienia niż twoja rozemocjonowana, niewyżyta siostrzyczka.
  Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł. A raczej pewna osoba, która już kiedyś wydała mnie gestapo... ktoś z ruchu, a tą osobą był nie kto inny jak Miłosz.
  Uśmiechnęłam się nagle i szybko podeszłam do swojej teczki w której miałam parę dokumentów pacjentów. Przejrzałam je i szukałam Miłosza we wszystkich nazwiskach. Szukałam tam, gdzie dokumenty wydawały mi się podrobione, a było ich jeden na milion, to jak szukanie igły w stogu siana.
-Czego szukasz? - spytał zainteresowany Mich.
-Ehm... patrzę, czy nie ma tu takiego jednego... obiło mi się o uszy, że jakiś tutaj jest...
-Ale kogo masz na myśli?
-Gość z ruchu, miałeś go kiedyś w gestapo... wydał mnie. Może nie pamiętasz... ale uciekłam z nim kiedyś. On zwiał, nikt śladu po nim nie widział...
-Odłóż to na potem, dość chyba się dziś nadenerwowałaś, co?
-Nie, tylko sprawdzę i dam sobie spokój.
-Myślisz, że polak byłby w papierach niemieckich?
-Mógł podrobić. - spojrzałam na niego z nadzieją.
-Poznasz go? Mógł się zmienić.
-Mężczyzną trudniej przejść taką przemianę, uwierz mi. - zaśmiałam się.
  Pierwszy raz od kilku dni naprawdę zaśmiałam się szczerze. Jednak zaraz spochmurniałam widząc kogoś bardzo podobnego do Miłosza. Wzięłam do ręki dokument i przyglądałam mu się.
  Michael również rzucił okiem, czy może przypadkiem kogoś takiego nie kojarzy.
-Podejrzewasz go o to śledzenie?
-Nie mam pojęcia jaki miałby w tym cel...
-Może wkupić się na nowo w łaski ruchu. - mruknął.
-Tylko dlaczego chciałby w to mieszać mnie?
-Podobno cię nie lubił... w czasach gdy jeszcze byłaś z nim w jednej celi.
-Racja... ale nie mogę ich podejrzewać... Niektórzy z ruchu nie zgodzili by się na to by działać na nie moją korzyść...
-Może się co do nich mylisz.
  Spiorunowałam go wzrokiem a on podniósł w obronie ręce.
-Dobra,dobra nic już nie mówię. - parsknął.
  Pokręciłam głową z lekkim uśmiechem i zamyśliłam się powracając do dokumentów.

  Poranek jakby oklapł i postanowił trwać kilka lat. Nie pamiętałam, kiedy ostatnim razem minuty i godziny dłużyły mi się tak nieznośnie. Starałam się znaleźć sobie tyle zajęć, ile tylko mogłam by nie myśleć o prześladowcy. Jednak nic nie dawało mi spokoju. Michael był w gestapo, księżniczka Liesel smacznie spała ze względu na wczesną godzinę, a Adam zaraz miał szykować się do szkoły.
  Poleciłam Marcie by zajęła się nim wyjątkowo. Zawsze ja rano budziłam go, robiłam mu śniadanie... jednak teraz coś musiałam zrobić by zabić czas.
  W szpitalu wchodząc do siebie starałam się jakoś odreagować. Wiem, że to dziwne by zrelaksować się porządnie idąc do miejsca w którym dzieje się najwięcej nieszczęścia, jednak tylko tam mogłabym odreagować.
   Siadając za biurkiem nie zauważyłam kolejnego listu. Zacisnęłam zęby zła. Był tak samo podobny do poprzedniego i napisane było na nim ''Do Rose''.
  Wściekła nawet go nie otworzyłam, skierowałam się do przyjaciela ojca. Z impetem weszłam do jego gabinetu, w którym popijał herbatę zszywając jakąś kobietę. Zacisnęłam w dłoni kopertę z listem i pokazałam mu to.
-Jakim prawem ktoś wszedł do mojego gabinetu? - wysyczałam.
-Jestem zajęty, przyjdź za...
-Teraz mi powiedz kto to był! - zażądałam zdenerwowana.
-Rose, nie mam pojęcia o czym mówisz.
-Ktoś mnie prześladuje, ktoś za mną łazi... ktoś musiał mieć klucz i wejść i zostawić list, nikt nie widział...
-Musiało być wcześnie rano, w takich godzinach nikogo nie ma na korytarzach...
-Pieprzysz! - zaśmiałam się nerwowo. - W naszych czasach korytarze są puste?! Kto to był?
-Gdybym wiedział od razu zostałby poprowadzony do odpowiedzialności. To jest niedopuszczalne, jednak nie mam pojęcia o tej sprawie.
  Wściekła wyszłam i wróciłam do gabinetu spoglądając na kopertę. Szybko ją otworzyłam i przeczytałam.

        Nie szukaj winnego, bo źle to się skończy. Widzę każdy twój ruch. Lepiej, żebyś uważała na to co mówisz i robisz, Z. 

  Zgniotłam list i włożyłam go do torebki. Podparłam czoło i spojrzałam w blat biurka. Cała się trzęsłam doprowadzało mnie to do szału. To co mogą ze mną zrobić jak tylko dowiedzą się kim jestem... nie przeżyłabym pierwszych sekund gdyby odebrali mi wszystko co mam. Znowu.
  Gdy jednak siedziałam w gabinecie szpitalnym, po dłuższym czasie usłyszałam telefon. Zmęczona nawet nie miałam ochoty odbierać, jednak podeszłam i podniosłam słuchawkę.
-Witaj skarbie. - usłyszałam głos Michaela. - Chyba mam kogoś dla ciebie.
-Kogo? - spytałam lekko rozkojarzona.
-Przyjedź do mnie to się dowiesz. Nasz kierowca już czeka pod szpitalem.
-Co? - spytałam zaskoczona i wyjrzałam przez okno na ulicę.
-Po prostu przyjedź.
  Wydawał się spokojny, rozbawiony i trochę zirytowany. Zebrałam się, zamknęłam gabinet i wyszłam na zewnątrz. Gdy tylko byłam w gestapo podążyłam w stronę gabinetu Michaela. Nie umknęło mojej uwadze, że jak zwykle będąc tu niektórzy wlepiają we mnie wzrok. Tym razem nie byłam obojętna, drażniło mnie wszystko, nawet to co nie miało znaczenia.
  Weszłam do środka i zobaczyłam stojącego Miłosza. Z brodą, całkowicie inny. Jednak było w nim coś takiego, co mówiło od razu że to on.
  Spojrzałam na Michaela zaskoczona.
-Skąd on się tu... - zaczęłam.
-Nie było trudno go znaleźć.
  Był wystraszony. Nie miał pojęcia co się dzieje i dlaczego ''współpracuję'' ze szkopem.
-Zośka...?
-Powiedz co wiesz o Bartku. Gdzie on jest. - zażądałam.
-Nie wiem. - odparł obojętnie. - Cholera go wie, nie mamy z nim kontaktu...
-Wstąpiłeś do ruchu?
-I ty tak otwarcie przy tym brudnym Niemcu tak mówisz?! - oburzył się. - Jesteś taka sama jak oni. Janek kłamał, jesteś zwykłą zdradziecką dziwką. - parsknął.
  Nie wytrzymałam, wzięłam pistolet który leżał na biurku Michaela i wycelowałam w Miłosza.
-Ty nawet nie umiesz strzelać. - parsknął.
-To patrz.
  Strzeliłam w kolano, upadł krzycząc przeraźliwie.
-Nie umiem strzelać,mówisz? Mogę poprawić...
-Nie!
-To wyśpiewaj wszystko tak jak wyśpiewałeś o mnie gdy ostatnim razem tu byłeś.
-Rose... - zaczął Michael.
-Nie! - przerwałam mu zdenerwowana. - Mów Miłosz, co wiesz!
-Nie dopuszczają mnie do informacji... ale... Bartka ostatnio widziałem jak kręcił się obok szpitala... nie wiem w jakim celu... ale on ma tam wujka, więc tam przychodzi...
-Co jeszcze wiesz? Gdzie on teraz może być?
-Skąd mam wiedzieć?!
  Michael odebrał mi pistolet i spojrzał na mnie pobłażliwie. Ja, zła, zdeterminowana i przerażona wyciągnęłam kolejny list który dziś dostałam. Kucnęłam przy Miłoszu i pokazałam mu go.
-Kojarzysz charakter pisma? - spytałam ostrzej.
  Milczał, zastanawiając się.
-Mów, albo on - wskazałam na Michaela - zajmie się tobą odpowiednio.
-Dobra... dobra... podobny do Bartka, ale jest nieco inny... trochę jak Filipa... nie wiem...
-To się lepiej dowiedz, bo stracisz jedną z części ciała, jasne?
-Ciągle mówię prawdę... nie powiem konkretnie... bo nie wiem, ale to pomieszane pismo...jakby któryś z nich pisał na zmianę...
-Co oni kombinują... - szepnęłam sama do siebie i wstałam.
  Podałam Michaelowi list.
-Kolejny dostałam dziś rano.
  Spojrzał na niego i zaklął pod nosem.
-Co z nim zrobimy. - wskazał na Miłosza.
-Rób z nim co chcesz, nie obchodzi mnie to. Może jeszcze Ci coś powie...
  Westchnęłam, pocałowałam go czule i wyszłam.
  Co się dzieje...? Czemu ktoś się mnie tak uczepił i co wyprawia Filip i Bartek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz