niedziela, 12 marca 2017

Od Michaela

 Siedziałem zamyślony przy biurku kończąc palić papierosa. Zbliżała się 18 i trzeba było powoli zbierać się do domu.
 Uśmiechnąłem się na wspomnienie Zofii, która dziś wparowała do gabinetu podczas przesłuchania i nawet nie drgnęła na widok tego Żyda. Zastanawiałem się skąd w niej taka zmiana? Wcześniej wciąż mi się stawiała a teraz była nie do poznania.
A co najważniejsze podobało mi się to.
Gdy kończyłem pisać raport zadzwonił telefon.
- Słucham? - odebrałem po chwili.
- Halo Michael? - usłyszałem dobrze znany mi głos i uśmiechnąłem się pod nosem.
- Liesel już zaczynałem się martwić, że coś ci wypadło i nie przyjedziesz.
- Miałabym ominąć okazję spotkania się z moim braciszkiem? Nigdy!
- Kiedy będziesz?
- Sądzę, że jutro wieczorem powinnam dojechać.
- Doskonale. Jeśli nie dam rady przyjechać osobiście, wyjedzie po ciebie mój szofer.
- Oby miał pojemny bagażnik.
Parsknąłem śmiechem.
- Dasz sobie radę sama w pociągu z tymi wszystkimi walizkami?
- Oj nie martw się nie będę sama. Biorę ze sobą dwóch służących.
- Świetnie. Oczywiście wiem, że nic by ci nie groziło w pierwszej klasie naszej niemieckiej linii, jednak będę spokojniejszy wiedząc, że ktoś ci towarzyszy.
- I ja sama również będę się czuła bezpieczniejsza. Tyle się teraz słyszy o tych polskich bandytach..
- Masz rację siostrzyczko. Zatem do jutra.
- Do jutra kochany - pożegnała się i rozłączyła.
Dawno jej nie widziałem, więc ogromnie cieszyłem się na ten przyjazd. Zastanawiałem się jednak jak zareaguje na Zofię i Adama. Nienawidziła Polaków i była gorącą wielbicielką nazizmu. Postanowiłem że mimo wszystko nie będę jej wtajemniczać w prawdziwe pochodzenie Rose i chłopaka.  Nie chciałem jej w to wplątywać.
Ktoś zapukał do drzwi i w szparze ukazała się głowa wuja Alberta.
- Można?
- Oczywiście wujku - odparłem przywołując na twarz uśmiech.
W Norwegii otrzymałem stopień Majora i po przyjeździe w 'nagrodę' dostałem swój własny gabinet. Albert wszedł do środka z uśmiechem zerkając na plamy krwi na dywanie.
- Widzę, że nie próżnujesz ledwo po przyjeździe.
- Zapomniałem powiedzieć sprzątaczką, żeby to usunęły - mruknąłem.
- Dowiedziałeś się czegoś? Gdybyśmy odkryli gdzie ten Żyd ukrył te dokumenty..
- Jestem blisko - uciąłem - Sądzę, że jutro, góra po jutrze wszystkiego się dowiem.
- Hm świetnie - mruknął przechadzając się po pokoju.
Uważnie go obserwowałem.
- Co u twojej kochanki? Nadal z tobą mieszka? - spytał niby obojętnie.
- Zgadza się - mruknąłem zastanawiając się o co mu chodzi.
- Chyba jest dla ciebie wyjątkowo ważna.
- Zgadza się - odparłem swobodnie.
- Liesel do mnie dzwoniła. Ma jutro przyjechać.
- Wiem, przed chwilą skończyłem z nią rozmawiać.
- Więc pomyślałem sobie - ciągnął dalej nie patrząc na mnie - Że może mogliśmy zjeść po jutrze wspólną kolację w naszej ulubionej restauracji. Chciałbym bliżej poznać tą twoją. Liesel zapewne też.
Zrobiło mi się gorąco, choć perfekcyjnie ukryłem emocje. W tej nagłej chęci Alberta poznania Rose kryło się coś więcej. I zaraz się o tym miałem przekonać.
- Doszły mnie słuchy ostatnio.. - ciągnął - Że widziano ją w towarzystwie.. polskich bandytów.
Momentalnie się spiąłem. Zastanawiałem się czy to prowokacja - czy też istotnie otrzymał takie informacje.
A jeśli tak... To od kogo?
- To całkiem prawdopodobnie - odparłem jak gdyby nigdy nic patrząc mu pewnie w oczy - Chętnie mi pomaga. Ma swoje dojścia, które wykorzystuje.
- Dojścia? To znaczy brata się z polaczkami?
- Wujku sądzę, że nie musisz zaprzątać sobie głowy m o i m i sprawami - odparłem delikatnie.
- Twoimi sprawami? Michael nie poznaję cię - podszedł bliżej i prześwidrował mnie spojrzeniem.
Poczułem nagle znane mi dobrze z przeszłości uczucie. Skruszony spuściłem wzrok. Jak mogłem odzywać się w ten sposób do człowieka, który zastąpił mi ojca i zawsze chciał dla mnie najlepiej?
Albert widząc efekt który wywołał uśmiechnął się z zadowoleniem. Podszedł do mnie, nachylił się i wyszeptał.
- Nigdy nie zapominaj w jakiej sprawie służymy. Żadna kobieta nie może tego zmienić rozumiesz?
Pokiwałem w milczeniu głową.
- Uczucia bywają mylne - ciągnął dalej - Chyba nie muszę ci przypominać historii niemieckiego dowódcy który został zwiedziony przez kobietę wysłaną przez szpiegów i przyczynił się do upadku ważnej sprawy?
- Nie musisz - mruknąłem.
Albert jeszcze przez kilkanaście minut udzielał mi rad aż w końcu wyszedł. Ja godzinę po nim. Gdy wracałem do domu miałem mętlik w głowie.  Zastanawiałem się czy Zofia jest mi naprawdę wierna? I co ostatecznie zrobić z Rudnicką?
Musiałem to przemyśleć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz