wtorek, 21 marca 2017

Od Rose

  Po kilku dniach zaczynałam się niepokoić o swoje bezpieczeństwo jak i Adama. Oczywiście, uśmiechałam się na co dzień i zachowywałam normalnie by nie wzbudzać niepokoju i innych... natomiast po kilku dniach miarka zaczęła się przebierać. W szpitalu zupełnie traciłam poczucie czasu, pracując nad papierami, bo w większości wyręczał mnie przyjaciel ojca... może dlatego, że nie chciał bym doświadczała tych wszystkich ''przykrych'' widoków, które nie za bardzo mnie drażniły, jednak niektóre były tak drastyczne, że rzeczywiście czasem wolałam zająć się papierami i dokumentami pacjentów. Tak czy inaczej, większość umierała a ja patrzyłam jak proszą o odnalezienie swojej żony, męża, syna czy córki a ja nie mogę nic zrobić.
  Przypomniałam przysięgę jaką składałam gdy wstąpiłam do ruchu. Nie byłam pewna, czy ją złamałam czy też nie, jednak czułam się z tym okropnie. Dopóki Iza nie wyjdzie z getta nie będę w stanie być szczęśliwą nawet gdybym bardzo się starała.
  Spokoju nie dawał mi ktoś, kto ewidentnie mnie śledził. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, po ostatniej sprawie z wujem Michaela również zaczęłam się niepokoić. Bałam się puszczać Adama do szkoły, więc postanowiłam, że będzie od odwożony i przywożony pod sam dom, nie ma innej opcji. To załatwię, jednak dalej co ze mną? Ktoś musiał wygadać, że widuję się z Jankiem, teraz będzie to niemożliwe... jednak co za tym idzie, niebezpieczeństwo spoczywa również na Michaelu, choć trudno będzie mu cokolwiek udowodnić, bo niby jak? Jest na tak wysokiej pozycji, nikt nawet nie śmie mu udowadniać takiego czynu, chyba, że jego cudowny wujaszek od siedmiu boleści - i tu jest punkt bez wyjścia. Kto mnie tak nienawidzi, albo coś do mnie ma, że postanowił mnie wydać razem z Michaelem?
  W tym momencie kolejne podejrzenia nasunęły mi się do głowy, jednak odrzucałam je za każdym razem gdy atakowały.
  Nikt z ruchu nawet nie śmiałby mnie wydać, przecież pomagałam im z Izą jak mogłam... choć i tak zawiodłam. Jednak... chcieli wyeliminować Michaela, więc... skoro ja się nie zgodziłam to co im pozostało? - Wyeliminować mnie.
-O czym tak myślisz? - spytał Michael pojawiając się w progu kuchni.
  Przegryzłam wargę i popiłam herbatę.
-O tym o co ostatnio cię prosiłam...
-Jesteś przewrażliwiona, nikt przecież cię nie wyda. Wuj jest po prostu... ostrożny.
-Na moje, nie wpadłby na to sam. - spojrzałam na niego mrużąc oczy. - Zrób to dla mnie i dowiedz się o nim tyle ile możesz. Anton Preis. Tak ma na nazwisko.
-Mówiłaś, że nie pamiętasz nazwiska.
-Nie pamiętałam, ale trafił jego ojczym do szpitala, wypytałam, więc wiem.
-Czemu tak się przejmujesz? Nikt cię nie skrzywdzi. - kontynuował pewny swego.
-Obawiam się, że możesz się mylić.
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Myślę, że ktoś mnie śledzi... - zaczęłam niepewnie. - To nie paranoja, ani nic mi się nie wydaje. Od kilku dni mam takie wrażenie... nie wzięło się znikąd. Ten Anton... on wie o mnie dość dużo... Mógłby być do tego zdolny.
-Dobrze, sprawdzę go. - podszedł bliżej i pocałował mnie w szyję.
-I prosiłabym cię, żeby Adama odwoził kierowca. Do domu to samo.
-Przesadzasz...
-Proszę Cię... będę spokojniejsza.
-Czemu tak bardzo się czegoś boisz? - zauważył.
-Pogadamy jak podasz mi te informacje, dobrze? Naprawdę mi na tym zależy.
-Obiecuję. - parsknął śmiechem ale zaraz spoważniał widząc moją minę.
-Muszę się zbierać do pracy... - szepnęłam.
  Spojrzał na mnie lekko zirytowany gdy odeszłam od niego.
-Wiesz, że uważam, że nie powinnaś wcale tam chodzić.
-Wiem. - uśmiechnęłam się i poszłam się ubrać.

  Gdy jechałam do szpitala zupełnie nie traciłam czujności. Może to przesada, jednak bałam się, że ktoś chce mi zaszkodzić. Nie tylko mnie, ale również Michaelowi i Adamowi. Nie chciałam do tego dopuścić. Byłam tak rozkojarzona, że nawet podejrzewałam o to ruch oporu. Odganiałam te myśli, ale na próżno. Nie dopuszczałam do siebie tego, że Michaelowi mogłoby się coś stać, mojemu bratu także.
  Wchodząc do szpitala zajęłam się pacjentem z oderwaną ręką. Krwawił jak cholera, przyjaciel ojca starał się odciągnąć mnie od pomysłu by zająć się zszyciem rany, jednak na próżno. Podjęłam się zadania i potem byłam wolna. Zakrwawiony fartuch nawet mnie nie odtrącał, nie ruszyło mnie już nic. Byłam pochłonięta myślami o tym co mogło przyjść z czasem. A ja nie wiedziałam co robić i co powiedzieć Michaelowi, bo kiedyś musiało to nastąpić.
-List to pani. - wyrwał mnie z zamyślenia głos pielęgniarki.
-Od kogo?
-Od pana, nie wiem kim był, nawet się nie przedstawił.
  Szybko otworzyłam. Nie było tam dużo do czytania, jednak...

    Uważaj na tego swojego szkopa i brata. Niedługo możesz wszystko stracić. 
        I pamiętaj - obserwuje cię, Z.

  Szybko wybiegłam z gabinetu i rozejrzałam się po korytarzu. Niestety, ten ktoś już odszedł.
-Gdzie on jest? Jak wyglądał?
-Niestety, nie miałam okazji się przyjrzeć bo dał list i powiedział tylko dla kogo, odwracał wzrok i twarz... po czym odszedł bardzo szybko...
  Po tym wszystkim pojechałam do Michaela do gestapo. Wiedziałam o której kończy, nie chciałam mu przeszkadzać. Gdy wychodził zdziwił się na mój widok. Opierałam się o mur budynku, gdy zobaczył moje przerażenie lekko się zaniepokoił.
-Co się stało?
-Chodź. - wciągnęłam go do samochodu i tam pokazałam list.
  Gdy szybko go przeczytał, parę razy by przeanalizować charakter pisma czy nawet literkę Z na końcu spojrzał na mnie.
-Mówiłam... że ktoś mnie śledzi... - zaczęłam zdenerwowana mówiąc szybko i bez końca. - Był w szpitalu, dał ten list pielęgniarce... nie znam charakteru pisma, ale Z świadczy o tym, że ten ktoś wie kim jestem... chce mnie zniszczyć... albo nastraszyć... nie wiem czego chce... Ale muszę ci o czymś powiedzieć... Słyszałam, że ktoś chce się ciebie pozbyć.
-Kto? - warknął zirytowany całą sytuacją.
-Rozmawiałam z... pewną osobą i prosili mnie o pomoc w tym... w tej akcji... oczywiście odesłałam tę osobę tam skąd przyszła... podejrzewam... że ktoś przejął pomysł i ma zamiar kropnąć dwie osoby za jednym razem. Ja jestem bombą, która cię zniszczy... ja pociągnę cię za sobą na dno... - ciągnęłam, a on jedyne co zrobił to objął mnie i uspokajał.
  Jednak to nic nie dało. Miałam mętlik w głowie i byłam przerażona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz