- Wyjechała - rzucił po chwili milczenia.
- Jak to wyjechała? - spytałem zaskoczony.
- Do Norwegi z tym Niemcem u którego mieszka.
- Czyli już całkowicie przeszła na ich stronę? - spytałem gorzko.
Bartek obrzucił mnie dziwnym spojrzeniem.
- Myślałem, że się przyjaźnicie i że kto jak to ale ty wierzysz w jej działanie po naszej stronie.
- Ehm... To nie tak - zapatrzyłem się w okno - Po prostu naprawdę dawno jej nie widziałem. Za niedługo będą trzy miesiące odkąd ją zabrali..
- Powinieneś się cieszyć, że żyję i że zrobiła dużo w sprawie Izy.
- Tak że zapadła się pod ziemię - mruknąłem.
- Ale przynajmniej nie wykończyła się w tej fabryce - odparł.
W głębi ducha przyznałem mu rację i po chwili skarciłem się.
- Mamy zamiar wkrótce wpleść Zofię w nasze plany. Mieszka naprawdę u wpływowego Niemca. Michael Heydrich jest niebezpiecznym i niewygodnym dla nas człowiekiem. Gdyby udało się wyciągnąć jej jak najwięcej informacji dotyczących dalszych planów gestapo, moglibyśmy przekazać je do Anglii. A gdyby wydobyła już wszystko - ostateczny krok. Jego likwidacja.
- Myślisz, że byłaby zdolna by go zabić? - mruknąłem sceptycznie - Zosia była zwykłą sanitariuszką.
- Ta dziewczyna ma silniejsze nerwy od niejednego polskiego żołnierza, uwierz mi widziałem ją w akcji. Jestem pewny że dla ruchu zrobiłaby to. No i przy okazji uwolniłaby się wraz z bratem.
- Widzę, że już dawno dobrze to sobie zaplanowaliście - mruknąłem.
- Dziwne, że twój oddział nic o tym nie wie - odparł z dziwną nutą w głosie.
- Dobrze wiesz że głównie zajmujemy się akcjami zbrojnymi. Kontrwywiad to wasza działka. Zresztą.. dziwię się, że dowództwo przystało na ten plan narażenia Zosi jeszcze bardziej.
- Ostatecznie to będzie i tak jej decyzja, ale myślę, że zgodzi się bez problemu.
- O ile wróci z tej Norwegii - mruknąłem.
- Wróci. Mamy informację, że to kwestia paru dni.
- Hm no cóż. W takim razie daj mi znać, gdy się pojawi. Naprawdę pilnie muszę się z nią zobaczyć - mruknąłem zrezygnowany i ruszyłem do drzwi.
- Janek - zatrzymał mnie jeszcze - Jestem pewien że Zośka nie pozwoliłaby aby Izie się coś stało. Nie martw się stary.
- Jasne. Dzięki - rzuciłem gorzko i wyszedłem z mieszkania myśląc, że tak naprawdę nie miałem za co dziękować.
Parę dni? Teraz tak naprawdę mogła się liczyć każda godzina. Byłem tak bezradny - i wściekły z tego powodu - że zakręciłem w pustą uliczkę i kląłem na przemian krzycząc i kopiąc śmietniki uderzając pięściami w ścianę.
Nie wiem jakim cudem po jakimś czasie usłyszałem obok głos Bronka i poczułem jak jego ręce starają się mnie unieruchomić. Byłem jak w amoku.
- Muszę ją odnaleźć Bronek muszę - szeptałem.
- Janek dobrze, ale teraz musimy..
- To moja wina. Moja wina. Gdybym wtedy od razu ją stamtąd zabrał... A nie czekał nie wiadomo na co!
- Janek proszę cię otrząśnij się - Bronek czujnie rozglądał się po oknach i wylocie uliczki - Na pewno jej nie pomożesz jeśli teraz cię zgarną rozumiesz?
- Już wszystko mi jedno. Wszyscy ostatnio przeze mnie giną. Wszyscy.
- Teraz się będziesz nad sobą użalał? - przyjrzał mi się badawczo - Czarny którego znałem nigdy się nie załamywał tylko d z i a ł a ł.
- Aa pieprzenie.. Ty nic nie rozumiesz. Jak mam działać - kiedy nawet nie wiem gdzie ona jest?!
- Znajdziemy ją. Obiecuje ci to. Nie mogła się po prostu zapaść pod ziemię.
- Ona może nawet już nie żyć Bronek, nie rozumiesz tego?!
- Stary zależy ci na niej?
- Głupio się pytasz. Oczywiście, że tak!
- Więc weź się w garść i chodźmy stąd. Porozmawiamy zaraz dobrze?
W końcu ustąpiłem. Gdy skręcaliśmy już do mojej kamienicy, Bronek po głębokim namyśle zaczął.
- Myślę, ze powinieneś jak najczęściej odwiedzać jej babcie. Nigdy nie wiadomo czy się czegoś nie dowie - no i przede wszystkim kobieta nie może zostać sama.
- Sądzisz, że bym ją tak samą sobie zostawił? - oburzyłem się - Ale dobrze wiesz że to nie takie proste z tymi przepustkami.
- Wiem. Ale mimo wszystko pójdziemy tam jutro i zaczniemy działać.
- Niech ci będzie - mruknąłem zrezygnowany wchodząc do środka.
Mimo to nie żywiłem większych nadziei.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz