wtorek, 21 marca 2017

Od Michaela

  Gdy wróciliśmy do domu kazałem Marcie zaparzyć Zofii ziół na uspokojenie. Lekko roztrzęsiona siedziała w kuchni, gdy gosposia uwijała się przy blacie. Mina Marty wyraźnie wskazywała na to że jak najszybciej chciała się dowiedzieć co się stało, jednak dałem jej wzrokiem znać, by na razie o nic nie pytała.
- Kochanie posłuchaj - przykucnąłem przy niej - O nic się nie martw. Włos ci z głowy nie spadnie póki ze mną jesteś. Szybko się dowiemy kim jest ta osoba.
- A co jeśli przeze mnie coś ci się stanie? - spytała cicho.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Od kiedy zaczęłaś się tak o mnie martwić?
Już otwierała usta żeby odpowiedzieć gdy do kuchni weszła Liesel w swoim drogim futrze i szalach. Oddała torebkę swojej służce i z westchnieniem ulgi opadła na krzesło.
- Jestem taka zmęczona. Ta próba była dziś naprawdę wyczerpująco. Marto zaparz mi herbaty proszę - rzuciła.
Liesel miała przedwczoraj dać występ i wczoraj wyjechać, jednak jego termin został przełożony na za 2 dni ze względu na to, że aktor grający głównego bohatera ciężko się rozchorował i nowy zastępujący go, szybko musiał opanować swoją rolę.
- Już panienko, skończę tylko przygotować napar panience Rose.
Liesel uniosła brwi i spojrzała na Zofie. Dobrze znałem ten wzrok. Nie była przyzwyczajona by na coś czekać albo komuś ustępować.
- Stało się coś? - spytała słodkim głosem ze skrywanym uśmieszkiem.
Dobrze znałem swoją siostrę i o ile z początku była pozytywnie nastawiona do Rose, teraz uległo to zmianie.
Byłem prawie pewny, że jej nie lubiła. Zastanawiałem się tylko dlaczego.
Zofia przeniosła umęczony wzrok na mnie.
-Wszystko w porządku - mruknęła w końcu.
- Ah tak... Cóż, zwłaszcza twoja mina o tym dobitnie świadczy - odparła ironicznie.
Rose popatrzyła na nią zaskoczona.
- Liesel - wtrąciłem z lekką przyganą.
- Tak braciszku? - uśmiechnęła się niewinnie do mnie - Ja chciałam tylko pomóc..
- W czym chcesz pomagać? - mruknąłem
- Cóż... Różnie to bywa gdy gra się jednocześnie na dwóch frontach - odparła rozbawiona podnosząc się.
Zaskoczony spojrzałem na nią, a Rose zacisnęła wargi.
Zadowolona efektem jaki wywołała ruszyła do drzwi.
- Marto - zwróciła się na progu do przysłuchującej się uważnie wszystkiemu w milczeniu gosposi - Podziękuje ci jednak za tą herbatę. Zaraz przyjedzie po mnie Christian. Napije się czegoś na mieście.
- Razem ze swoją narzeczoną? - wtrąciła nagle Zofia mierząc Liesel spojrzeniem.
Moja siostra spojrzała na nią z doskonale ukrytym zaskoczeniem. Uśmiechnęła szeroko jak gdyby nigdy nic - mimo to znałem ją wystarczająco dobrze, żeby zobaczyć w jej oczach satysfakcję i jakiś nowy zamiar.
Uwielbiała wyzwania, a każdego kto stawał jej na drodze uwielbiała wprost eliminować.
- Federice dziś coś wypadło. Natomiast jutro na wspólnej kolacji z wujem Albertem ma być. Mich, mówił ci o tym prawda?
- Tak - mruknąłem.
- Nie słyszałam natomiast - ciągnęła dalej - Żebyś t y była zaproszona.
Oburzony spojrzałem na nią.
- Liesel co cię dziś ugryzło? - zareagowałem ostro - Rose również dostała zaproszenie takie samo jak ty.
Siostra patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę, jakby miała coś powiedzieć. Po chwili jednak widocznie się rozmyśliła, bo obdarzywszy Rose spojrzeniem wyższości bez słowa wyszła z pokoju.
- Niech panienka się nie przejmuje - szepnęła Marta podając wystarczająco już przygnębionej Zofii napar - Panienka Liesel miewa czasem takie dni.
Owszem było to prawdą, jednak wyczuwałem, że chodziło tu o coś więcej. Czyżby Liesel czegoś się domyślała ?
Było to absolutnie wykluczone. Zachowaliśmy wszelkie środki ostrożności, a z Christian został parokrotnie poinformowany, że gdyby pisnął słowem na temat jej prawdziwej tożsamości, ciężko by mi się naraził. Jeśli jednak... Nie, starałem się o tym nie myśleć. I tak mieliśmy już wystarczająco problemów.
- Michael, czy ona czegoś przypadkiem nie podejrzewa? - szepnęła Rose jakby czytając mi w myślach.
- Nie, jestem pewny, że nie - odparłem z udawanym przekonaniem - Rose staraj się nie wchodzić jej w drogę. Za parę dni wyjedzie i pewnie długo jej nie zobaczysz.
- Czemu mnie nie lubi? Wydawało mi się, że z początku złapałyśmy dobry kontakt..
- Liesel taka jest - mruknąłem. Nie chciałem wprost powiedzieć, że jej najgorszą cechą charakteru była właśnie dwulicowość.
Widząc jej przygnębioną minę ruszyło mnie trochę serce. Podszedłem do niej, złapałem ją za rękę i spojrzałem głęboko w oczy.
- Zosiu niczym się nie przejmuj. Szybko znajdziemy tego, kto cię śledzi i wysłał ten list. Poniesie surową karę - zacisnąłem szczęki w myślach postanowiwszy, że sam się nim zajmę - Liesel szybko wyjedzie, a co do Rudnickiej zaczniemy działać. Obiecuje ci to - szepnąłem i pocałowałem ją w czoło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz