Zosia dziwnie się zachowywała. Czułam że coś ukrywa. Miałam tylko nadzieje że nie wplątała się w coś.
Kiedy szłam drogami Warszawy zobaczyłam Kubę. Pomachał mi.
Czułam że nie byłam dla niego już tylko przyjaciółką. Niestety dla niego on nadal był mi jak brat.
-Iza poczekaj..
-Tak?-zatrzymałam się.
-Gdzie idziesz?
-Do kwiaciarni.
-Mogę Cię odprowadzić?
-Czemu by nie.
Ruszyliśmy więc dalej.
-Słyszałaś o tym że Niemcy znowu zabierają ludzi?
-Nie. Kiedy?
-Na starym mieście. Właśnie teraz.
-To straszne. Gdzie ich zabierają?
-Nie wiem..-zamilkł-Oni nie wrócą, tak jak poprzedni.
Oboje szliśmy w milczeniu.
-Trzeba w końcu z tym coś zrobić-obużyłam się.
-Nie damy rady.
-Pesymista.
Dotarliśmy wreszcie do kwiacarni.
-To cześć.-odparłam i weszłam do środka.
Babcia akurat podcinała róże.
-Dzień dobry babciu-pocałowałam ją w policzek.
-Iza jest troche pracy a ja...
-Oczywiście że wszystkim się zajmę. Idź do domu.
Kwiaciarnia mieściła się na parterze kamienicy w której mieszkałyśmy i która należała do mojej rodziny. Dlatego też mogłam w kwiacarni siedzieć nawet po godzinie policyjnej która miała być już za dwie godziny.
-Jesteś kochana.
Babcia wyszła na zaplecze gdzie były schody prowadzące do domu.
***
Było już późno kiedy dzwoneczek w drzwiach zadzwonił.
Wyjrzałam za lady aby zobaczyć kto tak późno raczył mnie odwiedzić. Zmartwiłam się kiedy zobaczyłam żołnierza, niemieckiego żołnierza.
-Dobry wieczór.-odparł po niemiecku, na szczęście znałam ten język, każdy musiał
-W czym mogę pomóc?
Niemiec spojrzał się na mnie i przez chwilę nic nie mówił.
-Zobaczyłem Cię przez szybę i postanowiłem Cię poznać.
-Mnie?
Byłam zaskoczona!!! Bałam się Niemców, nie wiadomo było kiedy coś im odbije..
-Johan a ty?
-Izabella.-wolałam się nie sprzeciwiać.
-Ładne, polskie.
Uśmiechnęłam się.
Jak na Niemca był przystojny i miły.
-Poproszę tę różę. Największą i najpiękniejszą.
-Dla dziewczyny?-zapytałam z uśmiechem wybierając kwiat.
-Może.
Podałam mu z uśmiechem, szczerym.
-Dla Ciebie.
-Dla mnie?
-Ładna róża dla ładnej panny.
Czułam jak po mojej twarzy spływa rumieniec.
-Dziękuje.
-Poruczniku..-odezwał się jakiś inny żołnierz wchodząc do kwiaciarni.-Jedziemy dalej.
-Muszę jechać ale czuje że jeszcze się spotkamy.
-Możliwe.-odparłam trzymając róże i wpatrując się w niego.
-Do zobaczenia.
Wyszedł a ja jeszcze chwile wpatrywałam się w drzwi po czym dotarło do mnie to wszytko. Odłożyłam różę.
-To Niemiec, okupant. Ogarnij się Izka!!-warknęłam do siebie.
Zaczęłam podlewać kwiaty przed kwiaciarnią śpiewając swoją ulubioną piosenkę. Drogi warszawy były już praktycznie puste. Tylko gdzie niegdzie można było dostrzec ludzi, śpieszących się do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz