Jechałam tak dłuższy czas, kurczowo trzymając się myśli, że wyjdę z tego cało. Gdy oni dyskutowali o czymś ja starałam się uspokoić. Sama z dwoma skopami to nie wróży dobrze. Szukałam punktu zaczepienia, nie wiedziałam czy mogę wyskoczyć z wozu czy zostać, czy ugadać z nimi cokolwiek, choć wiem, że to wcale nie rozwiąże sprawy tylko ją pogorszy. Dyskretnie spojrzałam na nich, broń mieli przy sobie jednak gdybym po nią sięgnęła prędzej ten drugi by odciął mi rękę bez mrugnięcia okiem niż zareagował z opóźnieniem.
-... będzie źle jak nie zawieziemy jej do dowódcy. Nie myśl nawet o tym żeby ją tknąć.
-Nie słuchaj się tak zasad, można je nagiąć... nic przecież jej nie zrobię, wróci w całości... - zaśmiał się.
Dobra, musiałam coś zrobić.
Wjechaliśmy do lasu, wtedy, siedząc za ich plecami postanowiłam wymyślić plan. Cokolwiek.Miałam szanse wyskoczyć, jednak gdy tylko bym to zrobiła mam gwarantowaną kulkę w głowę. Dla nich to nie problem... jednak zaryzykowałam gdy po prawej był spad obok drogi. Zacisnęłam pięści i gdy oni dyskutowali, czy mogą mnie w ogóle dotknąć ja skorzystałam z okazji i gdy tylko skręcali ja wyskoczyłam i spadłam z wozu, turlając się kilka dobrych chwil w dół. Skończyłam uderzając w drzewo, z początku nie mogłam wstać, jednak słyszałam jak dwa szkopy wołają mnie i strzelają.
Pobiegłam przed siebie mając nadzieję, że mnie nie postrzelą, że wyjdę z tego cało. Jednak przeliczyłam się i poczułam ból w prawym ramieniu. Krzyknęłam, jednak biegłam dalej nie oglądając się. Ukrywałam się za drzewami, by utrudnić im trafienie. Dopiero potem wpadłam na jednego z nich i wtedy moja próba ucieczki okazała się problemem. Zderzenie było tak silne, że upadłam i zaczęłam czołgać się jak najdalej od nich.
-Szkoda, że podjęłaś próbę ucieczki... - westchnął jeden z nich.
-Zostaw mnie w spokoju! Ty i cała reszta jesteście do dupy! - krzyknęłam po niemiecku. Jeden z nich dotknął mojego ramienia a ja strząsnęłam jego paskudne łapska. - Zostaw mnie psie!
-Niemiła... - syknął.
-Trzeba ją chyba uspokoić... - dodał ten, na którego wpadłam.
Zacisnęłam zęby i gdy jeden z nich zbliżał się do mnie starałam się uspokoić. Wstałam i patrzyłam w górę, z uniesioną głową na tego pieprzonego szkopa i czułam tylko, jak wgłębi siebie umieram z bólu przez krwawiące ramię.
-Chyba nie będzie stawiać oporu. - roześmiali się pozostali.
-Dawaj, Johan, chyba nie odmówisz. - uśmiechnęłam się zachęcająco.
Łatwo go podpuściłam, gdy zbliżył się do mnie i chciał mnie brutalnie pocałować, ja skorzystałam z okazji i wyjęłam z jego pasa broń. Wycelowałam w jego pierś, zaskoczony tylko na mnie patrzył, potem zaczął się śmiać. Ja, twardo stojąc, nie obawiając się konsekwencji że zabiję jednego z nich powoli naciskałam spust.
-No, zastrzel mnie. - parsknął Johan.
-Nie jestem tobą. - wycedziłam przez zęby. - Nie zabijam. Chcę tylko wolności, nic nie zrobiłam.
Gdy przyciągnął mnie do siebie, dotykając mój tyłek zła, wręcz wściekła strzeliłam mu w kolano. Johan krzyknął, padając na kolana, pozostali tylko wpatrywali się to we mnie, to w niego.
Odwróciłam się do nich i wycelowałam.
-Nawet nie umiesz się posługiwać bronią. - odparł jeden z nich niewzruszony.
-Odłóż to albo od razu wlepimy ci dwie kulki w łeb.
-Puśćcie mnie. - wycedziłam.
Jeden z nich podszedł do mnie zbyt blisko, jednak nie zamierzałam strzelać. Zacisnęłam zęby i zamknęłam oczy gdy stanął zbyt blisko mnie.
-Nie pozwolę wam mnie nawet palcem dotknąć. - prawie naplułam mu w twarz. Spojrzałam mu prosto w oczy. - Nie ugnę się przed takim diabłem jak ty czy któryś z was.
-Jednak, radziłbym jechać z nami jeśli chcesz pożyć. - uśmiechnął się.
-Po co wam ja...? - spytałam zupełnie w szoku.
-Ktoś doniósł nam o tajnej polskiej, psiej organizacji a wspomniał o Zośce, która często chodzi między cukiernią a kwiaciarnią, to ty, prawda?
-N...Nie... - kręciłam głową w szoku.
Kto mógł nas wydać...?
-Wiesz coś na ten temat? Na temat tej organizacji? To wszystko wyśpiewasz ładnie u dowódcy. Idziesz z nami.
Złapał mnie za postrzelone ramię i wytargał z lasu. Johan za pomocą tego drugiego dotarł do wozu. Już mogłam się pożegnać... ze wszystkim...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz