niedziela, 22 stycznia 2017

Od Zosi

  Stałam przed jedną  z cel,  do której prawdopodobnie mieli mnie wsadzić.  Czułam się jak więzień,  wiedziałam a raczej byłam pewna że idę na śmierć. Jednak nawet jeśli przyjmę to nie spuszczając głowy w dół. Nie wydam swoich a ja już dowiem się który śmiał powiedzieć o nas szkopom.
  Johan podszedł do mnie kulejąc, uśmiechnęłam się pod nosem co jego wyraźnie to rozjuszyło.
-Zaraz ci zetrę ten uśmieszek z twojej pięknej twarzyczki.
  Złapał mnie za szmaty i wrzucił do celi. Wpadłam na ścianę, moje zranione ramię zapulsowało z bólu a ja tylko zacisnęłam zęby by nie pokazywać szkopowi że zabolało.
-Poczekaj aż zaczną cię przesłuchiwać,  wtedy będziesz błagać o śmierć.
-Nigdy nie będę was o nic błagać.  - oplułam jego mundur czym bardzo go zdenerwowałam.
  Uderzył mnie z całej siły  twarz, upadłam na kolana jednak szybko starałam się podnieść. Opierając się o ścianę wstałam i spojrzałam na niego.
-Będzie trudno ale to nie problem. -  parsknal  Johan i wyszedł.
  Zacisnęłam pięści i spojrzałam na ranę. Nie jest dobrze,  ale muszę wytrzymać ile się da.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz