Stałam przed jedną z cel, do której prawdopodobnie mieli mnie wsadzić. Czułam się jak więzień, wiedziałam a raczej byłam pewna że idę na śmierć. Jednak nawet jeśli przyjmę to nie spuszczając głowy w dół. Nie wydam swoich a ja już dowiem się który śmiał powiedzieć o nas szkopom.
Johan podszedł do mnie kulejąc, uśmiechnęłam się pod nosem co jego wyraźnie to rozjuszyło.
-Zaraz ci zetrę ten uśmieszek z twojej pięknej twarzyczki.
Złapał mnie za szmaty i wrzucił do celi. Wpadłam na ścianę, moje zranione ramię zapulsowało z bólu a ja tylko zacisnęłam zęby by nie pokazywać szkopowi że zabolało.
-Poczekaj aż zaczną cię przesłuchiwać, wtedy będziesz błagać o śmierć.
-Nigdy nie będę was o nic błagać. - oplułam jego mundur czym bardzo go zdenerwowałam.
Uderzył mnie z całej siły twarz, upadłam na kolana jednak szybko starałam się podnieść. Opierając się o ścianę wstałam i spojrzałam na niego.
-Będzie trudno ale to nie problem. - parsknal Johan i wyszedł.
Zacisnęłam pięści i spojrzałam na ranę. Nie jest dobrze, ale muszę wytrzymać ile się da.
niedziela, 22 stycznia 2017
Od Zosi
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz