Johan stał naprzeciwko mnie z zawieszoną głową wciąż mamrocząc przeprosiny pod nosem. Zaczął mnie już powoli irytować.
- Gówno mnie obchodzą twoje zasmarkane przeprosiny! - krzyknąłem wyprowadzony z równowagi - Daj mi lepiej jakiś powód, żebym tu i teraz cię nie zatłukł na miejscu.
Milczał przez dłuższą chwilę, a potem odparł niepewnie.
- Jaa... Mogę się przydać.
- Słucham - odparłem sucho.
- Widziałem tą polską dz..iewczynę w towarzystwie innej, niedawno poznanej..
- I co to ma do rzeczy? - warknąłem - Myślisz, że wszystkie przyjaciółki biegają z nią do ruchu oporu?
- Wszystkie - nie - ale ta jedna - tak. Nazywa się Izabela Rudnicka. Informator doniósł mi niedawno, że widziano ją w większej grupie.. tych polskich psów.
Lekko się ożywiłem.
- No proszę. W końcu jakieś konkretne informacje - zilustrowałem go spojrzeniem - Jaki masz kontakt z tą dziewczyną?
- Szczerze mówiąc, nie znamy się jeszcze tak dobrze.. Ale myślę, że szybko uda się to nadrobić - dodał pospiesznie widząc moją minę.
Wstałem od biurka i szybko podszedłem w stronę okna.
- Zdobądź jej zaufanie. Wmów że masz polskie korzenie, a w gestapo służysz z obowiązku. Przekonaj, że stoisz po jej stronie i dzięki swoim wpływom - uśmiechnąłem się kpiąco - zdołasz po pewnym czasie uwolnić jej przyjaciółkę.Te rany nawet się przydały - będziesz mógł powiedzieć, że za pomoc polskim więźniom zostałeś pobity. Niech myśli, że sama cię uwiodła - nie bądź natrętny ani zbyt szybki. Nie wypytuj jej o wszystko, żeby nie zbudzić podejrzeń. Obserwuj. Gdy będzie chciała ci coś powiedzieć, twierdź, że te informacje nie są ci do niczego potrzebne - a ona nabierze do ciebie jeszcze większego zaufania i powie więcej. Musisz to dobrze rozegrać. Jeśli zawiedziesz - wiesz co cię czeka. To twoja ostatnia szansa - zakończyłem odwracając się od okna.
Skinął głową i zaczął się kłaniać.
- Dziękuje poruczniku dziękuje..
- Możesz już wyjść - odparłem sucho - A i jeszcze jedno. Nie pokazuj się Nowackiej na oczy. Niech myśli, że nie żyjesz.A tej twojej znajomej powiedz, że naprawdę nazywasz się inaczej. Zrozumiałeś?
- Tak, tak oczywiście - zapewnił i salutując wyszedł z gabinetu już bez pomocy innych strażników.
Po jego wyjściu nalałem sobie wyjątkowo dobrej whisky Alberta i zasiadłem za papierami. Nie trwało to długo, bo po 20 minutach usłyszałem dzwonek telefonu.
Podniosłem słuchawkę i usłyszałem dobrze znany mi głos.
- Bruno? Halo słyszysz mnie? Bruno?
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Liesel siostrzyczko oczywiście, że cie słyszę.- odparłem.
Mojego pierwszego imienia używały tylko najbliższe mi osoby - matka, siostra, czasem Christian i wuj Albert, oraz moi starzy przyjaciele jeszcze ze szkoły - którzy aktualnie byli rozesłani po różnych częściach Europy.
- Dzwonię, bo mam ci do przekazania świetne informację - odparła szczęśliwa - swój następny występ mam w Warszawie, za 2 tygodnie. W końcu się zobaczymy!
- To świetna wiadomość Liesel - uśmiechnąłem się, ale zaraz zmartwiłem - Tylko.. ehh też się za tobą stęskniłem, tylko widzisz...
- To świetna wiadomość Liesel - uśmiechnąłem się, ale zaraz zmartwiłem - Tylko.. ehh też się za tobą stęskniłem, tylko widzisz...
- Hm?
- W Warszawie nie jest teraz zbyt bezpiecznie.
- Tak jak w każdej innej części Europy - odparła ze śmiechem. Była aktorką - artystką i miała z goła inne podejście do świata niż reszta - Poza tym jestem pewna że przy tobie nic mi nie grozi.
- Hm no dobrze moja droga. Będziemy w kontakcie. Przygotuje ci pokój w swoim mieszkaniu i wszystko zorganizuję.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę - z grzeczności spytałem o matkę z którą szczerze mówiąc nie miałem zbyt dobrych relacji - i rozłączyłem się.
Byłem ciekawy jak czuła się Zosia, bo małej pokazówce wczoraj. Dziś postanowiłem jej nie kazać przyprowadzać - niech sobie trochę posiedzi w brudnej, ciemnej celi może przemyśli swoje położenie. Szczerze mówiąc nie zamierzałem jej bić - miała w sobie coś takiego, co nie pozwalało mi podnieść na nią ręki mimo że była zwykłą polską dziewuchą. Za cel postawiłem sobie złamać ją - ale tym razem używając nietuzinkowych metod.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz