Po 1 jednak w tych czasach nikt nie myślał o tak prozaicznej czynności jak kąpiel, zwłaszcza gdy w każdej chwili mógł zostać wyciągnięty na ląd i w samym stroju kąpielowym wpakowany na ciężarówkę.
Po 2 nawet jeśli nie groziłoby ryzyko ujęcia przez tych szwabskich psów, Bóg jeden wiedział co teraz prąd Wisły ze sobą niósł.
Parę dni temu niedaleko stąd na brzegu między krzakami wyłowiono ciało mężczyzny w stanie silnego rozkładu.
Ów mężczyzna okazał się wujkiem naszego biednego Antka.
Chłopak jak wielu innych obiecał go pomścić i od tego czasu zaczął się czynniej we wszystko angażować.
Osób, które ja chciałem pomścić było coraz więcej, a każda następna tylko bardziej rozpalała moją nienawiść do szkopów.
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos zbliżających się kroków. Damskie obcasy miarowo grzęzły w piachu. Miałem świetny słuch od dziecka, toteż gdy Hania w celu zaskoczenia mnie zasłoniła mi od tyłu oczy, nawet nie drgnąłem.
- Hm... Ciekawe kto to - mruknąłem rozbawiony - Punktualna jak zawsze.
Hania stanęła przede mną uśmiechnięta od ucha do ucha. Jej wyraz twarzy zawsze mnie rozbrajał. W samym środku terroru i mordów ta dziewczyna była dla nas wszystkich istnym chodzącym słońcem. Miałem szczęście, że była moją łączniczką, choć od jakiegoś czasu podejrzewałem, że jej stosunek do mnie wychodzi znacznie poza relację zawodową - a nawet przyjaźń.
- Powinieneś być ostrożniejszy - uśmiechnęła się filuternie.
- I kto to mówi - parsknąłem - Gdzie stare sprawdzone metody? Obojętne siadanie obok siebie na ławce? Wymiana danych podczas mijania się na ulicy? No no Haniu robisz się coraz bardziej śmielsza.
- Nikt za mną nie szedł, zrobiłam celowo dwa dodatkowe kółka. Dlatego spóźniłam się parę minut, ale chyba nie masz mi tego za złe? - uśmiechnęła się lekko.
- Wiesz w ciągu paru minut wiele rzeczy może się wydarzyć - mrugnąłem do niej.
Dziewczyna lekko się zarumieniła. Udałem, że niczego nie widzę, ale w środku się śmiałem. Michał pewnie od razu znalazłby jakąś ciętą ripostę na ten moment.
Nie chcąc wprawiać jej dłużej w zakłopotanie, wybrnąłem zręcznie z sytuacji.
- No dawaj co tam dzisiaj dla mnie masz.
Hania jakoś dziwnie unikając patrzenia mi w oczy, ostrożnie wyciągnęła z torebki plik dokumentów. Schowałem je pospiesznie, jednak pierwszy rzut oka utwierdził mnie w przekonaniu, że dziś to nic ważnego. Pewnie będzie trzeba znowu coś komuś dostarczyć.
- Wiesz, dziś po zbiórce jest ognisko... Przyjdziesz? - wyrwała mnie nagle z zamyślenia.
- Ognisko? -spytałem zaskoczony.
- Komendant wyraził zgodę - wzruszyła ramionami - Ma podobno coś ważnego do przekazania.
- Hm w takim razie czemu nie - mruknąłem a w myślach zobaczyłem co dziś pewnie będziemy tam odstawiać i uśmiechnąłem się sam do siebie.
Hania odebrała ten uśmiech na swoją korzyść i wręcz rozkwitła, a ja westchnąłem w duszy. Wkrótce chyba będę musiał z nią porozmawiać.
Wkrótce łączniczka powoli się oddaliła. Poczekałem jeszcze chwilę, a następnie ruszyłem w przeciwną stronę, by pozałatwiać wszystkie naglące sprawy.
Wieczorem gdy słońce już powoli zachodziło zapuściłem się powoli w las. Chłopaki już na mnie czekali, zobaczyłem cień zielonej kurtki Bronka. Zapatrzyłem się w zachodzące słońce i pierwszy raz od dawna wstąpiła we mnie jakaś nowa nadzieja.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz