wtorek, 31 stycznia 2017

Od Zosi

  Zaczęłam się poważnie zastanawiać nad próbą ucieczki... co było niemożliwe... Żaden szkop nawet nie podchodził do krat, jednak... powinnam wykorzystać atrakcyjność na swoją korzyść... Rana na ramieniu coraz bardziej się paprała, oderwałam kawałek materiału z dołu sukienki i zawiązałam mocno wokół rany... chociaż zatamuje krwawienie...
  Gdy usłyszałam kroki przed celą od razu podeszłam czujnie do krat.
-Odsunąć się. - nakazał szkop, cofnęłam się kilka kroków do tyłu.
  Do mojej celu został wrzucony Miłosz. Nie wiedziałam co mam zrobić, jego ciało wyglądało jak jedno wielkie nieszczęście, ta rozcięta rana którą zrobił mu tamten...
-Wiedziałem od początku, że będziesz tylko przeszkadzać... - mruknął pod nosem podnosząc się z brudnej podłogi.
-Co proszę? - oburzyłam się natychmiast. - To ty nas wydałeś. - wyszeptałam, a raczej wysyczałam.
-Myślałem, że jesteś słaba, że cię złamią... Na pewno im się to uda, mają sposoby...
-Choćby nie wiem jak się starali nic im nie powiem.
-A jakby skrzywdzili Izę? Przyprowadzili tu ją? Zagrozili, że...
-Powiedziałeś coś o niej?! - pchnęłam go na ścianę wściekła.
-Nie, ale pewnie się dowiedzą. Wykorzystają to.
  Zmrużyłam oczy. Nie wyprowadzi mnie z równowagi, o nie.
-Słuchaj... - pogroziłam mu palcem. - Powiem, że jej nie znam, i tyle...
  Parsknął.
-Zrobią jej krzywdę. Mogą ją zabić na twoich oczach.
-Przysięgałam, że nie złamię obietnicy...
-Ale nie doprowadzisz do śmierci Izy. Będziesz z tym żyć.
-Zamorduję cię...
-Niestety, musimy żyć w jednej celi, jak na razie. Więc przywyknij.
  Rozsiadł się wygodnie na ziemi wpatrując we mnie.
-Możemy się polubić, umilić sobie czas w tej celi, co, Zośka?
-Spieprzaj. - naplułam mu w twarz. - Jesteś dla mnie tyle wart co te szkopy.
-A jednak się ich boisz, hm?
-Boję się ale nie mogę dać się ponieść. Nie jestem tchórzem jak ty.
-Co ważniejsze? Życie Izy? Czy wydanie grupy?
-Nie złapią jej. - pogroziłam mu palcem. - A jeśli tak, to coś wymyślę... - powiedziałam sama do siebie pełna swego.
  Nie dopuszczę do tego, by ją tknęli... jeśli to się kiedyś stanie... będziemy wiedziały co robić. Porozumiewamy się bez słów, więc muszę dać radę... tak jak do tej pory. Nie dać się im.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz