piątek, 20 stycznia 2017

Od Zosi

  Po przysiędze miałam zamiar się zebrać do domu. Za niecałe pół godziny nadejdzie moment kiedy zapewne wszyscy zebrani tutaj będą musieli się zbierać a wolałabym uniknąć wściekłości ojca czy mamy.  Nie chcę ich martwić...  Oczywiście w razie czego Iza będzie mnie kryć  jednak...  Nie mogłam pozwolić na to by ich niepotrzebnie denerwować. 
-Idziesz już? - spytał Kamil.
-Tak, powinnam się powoli zbierać...
-Odprowadzić Cię?  -  spytał Kamil szybko. 
  Zawsze jako przyjaciel dotrzymał mi kroku jednak tego wieczoru wolałabym zostać sama mimo niebezpieczeństwa na jakie mogłam się narazić.
-Kamyk zostajesz -  odezwał się dowódca. - Bronek, Czarny,  odprowadzicie ją.
-Tak jest.  -  wstali i jeden stanął po lewej a drugi po prawej. 
  Ruszyłam z lekkim uśmiechem na ustach,  a oni wpatrywali się w niego jakby szukali powodu mojego rozbawienia.
-A co Cie tak rozbawiło? -  parsknął Bronek.
-Nasza obecność...  Albo zadowolona bo śpieszno  jej do kogoś...
  Spochmurniałam. Pytanie nieco bolesne, ściągnelam brwi i spuściłam głowę w dół.
-Przepraszam...  Ja...  -  najwyraźniej Czarny domyślił  się czemu zmieniłam postawę.
-To nic.  -  spojrzałam na niego znów lekko się uśmiechając.  -  Nie zdążyłam cię poznać, ty moje imię znasz a ja twojego nie.
-Jan Wojciechowski.  -  kiwnął mi z uśmiechem.
-Zawsze tak wszyscy skaczecie  z radości?
-Tylko w takich chwilach.. Oczywiście jeszcze są momenty kiedy sobie pożartujemy... - mruknął Bronek.
-A Ty zawsze taka tajemnicza,  stojąca z boku? Widzę,  że Agata już zdążyła cię otoczyć.  -  zaśmiał się.
-Jest bardzo miła. - uśmiechnęłam się szeroko. - Filip również.
-Ale kawał z niego złośliwca. - parsknęli.
-Dalej wrócę sama.  -  zatrzymałam się na krańcu lasu. 
  Obaj spojrzeli po sobie,  jednak jak na razie żaden nie skomentował.  Wgapiali się we mnie jak sroka w gnat a ja tylko głowiłam się o co im chodzi.
-No co?
-Przykro mi,  Zośka,  ale jesteśmy zmuszeni odprowadzić cię pod sam próg. -  odparł z uśmiechem Janek.
  Przewróciłam oczami z uśmiechem i poszłam przed siebie. Nie słyszałam za sobą kroków więc odwróciłam się i spojrzałam na nich jak stali za mną. Zaśmiałam się i machnelam ręką.
-Ruchy panienki. - mrugnęłam do nich i ruszyłam dalej.  Dwa razy nie musiałam ich prosić.

  Dopiero wczesnym rankiem poszłam do cukierni gdy mama jeszcze spała. Zrobiłam tam porządek i szybko wyskoczyłam do Izki, wbiegłam  do kwiaciarni gdy świeżo jej babcia właśnie ją  otwierała.
-Dzień dobry! - uśmiechnęłam się szeroko i objęłam  jej babcię.
  Była jak moja własna...
-Iza będzie za godzinę...
-Pomogę Pani.
-Dużo kręci się tutaj szkopów... - mrugnęła pod nosem.
Wiedziała,  że nie trawie ich szczególnie.  Każdy z tych psów niemieckich mógł zabić Krzyśka i ma zamiar zabić mnie,  cala Polskę i wszystkich na których  mi zależy.
Zacisnelam zęby i dalej jak gdyby nigdy nic wzruszyłam ramionami.
-A jednak służę pomocą. - uśmiechnęłam się i czekałam na przyjaciółkę.
  Tak bardzo chciałam by wiedziała kim jestem i co zaczynam robić. Nie mogłam jej tak okłamywać, kiedyś się dowie... Oby nie od osoby trzeciej... Tylko ode mnie samej.
  Wielu Niemców się tu kręciło,  jeden z nich wszedł tu i spytał o Izę,  zagotowalo  się we mnie jak nigdy w życiu. Zacisnelam dłonie w pięści,  szkop od razu to zauważył. Zmróżył oczy i uśmiechnął się złośliwie.
-Pozwoli pani że mną. - odparł i kazał mi iść z nim.
  A ja stałam jak wryta. Nie pozwoliłam sobie rozkazywać. Nie on od tego jest. Nie jest moim dowódcą i nie będę słuchać się psa.
  Tylko się w niego wpatrywałam a on powoli łapał  za broń. Ja nieugieta  stałam i nawet nie drgnęłam.
  Babcia Izy stała i nie wiedziała co ma robić. Niemiec zauważył że nawet nie drgnę więc wycelował w babcie Izy. Wtedy to mnie zmrozilo  od góry do dołu. Zaczęłam się trząść,  mężczyzna uśmiechnął się złośliwie.
-Nie próbuj nawet... - wycedziłam.
  Gdy miał nacisnąć spust do środka wszedł kolejny,  który zdaje się był z tym który całował w nas.
-Johan, co do... - zamilkł.
  Westchnęłam z ulgą że nie strzelił. Zacisnęłam zęby i dalej nieugięta stałam wpatrzona w obu szkopów.
-Pani jedzie z nami. - odezwał się ten co wszedł. Nigdy wcześniej go tu nie spotkałam.
  Poza tym skąd ten cały Johan zna Izę...?
  Odwróciłam się do babci Izy i szepnęłam tylko na odchodne.
-Nic pani nie wie i nic pani nie powie Izie. Wrócę tu nic mi nie będzie przysięgam.
  Gdy podeszłam do szkopów pchnęli mnie w stronę wyjścia z kwiaciarni. Minęłam Ize która tylko zaszokowana odwróciła za mną głowę.
-Zośka?!?!
-Zostaw mnie. Nie znasz mnie. - warknęłam. - Wrócę. - powiedziałam sama do siebie i zajęłam miejsce obok Niemców i odjechaliśmy.
  Toś się teraz odwagą popisała to masz co chciałaś głupia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz