Po przysiędze miałam zamiar się zebrać do domu. Za niecałe pół godziny nadejdzie moment kiedy zapewne wszyscy zebrani tutaj będą musieli się zbierać a wolałabym uniknąć wściekłości ojca czy mamy. Nie chcę ich martwić... Oczywiście w razie czego Iza będzie mnie kryć jednak... Nie mogłam pozwolić na to by ich niepotrzebnie denerwować.
-Idziesz już? - spytał Kamil.
-Tak, powinnam się powoli zbierać...
-Odprowadzić Cię? - spytał Kamil szybko.
Zawsze jako przyjaciel dotrzymał mi kroku jednak tego wieczoru wolałabym zostać sama mimo niebezpieczeństwa na jakie mogłam się narazić.
-Kamyk zostajesz - odezwał się dowódca. - Bronek, Czarny, odprowadzicie ją.
-Tak jest. - wstali i jeden stanął po lewej a drugi po prawej.
Ruszyłam z lekkim uśmiechem na ustach, a oni wpatrywali się w niego jakby szukali powodu mojego rozbawienia.
-A co Cie tak rozbawiło? - parsknął Bronek.
-Nasza obecność... Albo zadowolona bo śpieszno jej do kogoś...
Spochmurniałam. Pytanie nieco bolesne, ściągnelam brwi i spuściłam głowę w dół.
-Przepraszam... Ja... - najwyraźniej Czarny domyślił się czemu zmieniłam postawę.
-To nic. - spojrzałam na niego znów lekko się uśmiechając. - Nie zdążyłam cię poznać, ty moje imię znasz a ja twojego nie.
-Jan Wojciechowski. - kiwnął mi z uśmiechem.
-Zawsze tak wszyscy skaczecie z radości?
-Tylko w takich chwilach.. Oczywiście jeszcze są momenty kiedy sobie pożartujemy... - mruknął Bronek.
-A Ty zawsze taka tajemnicza, stojąca z boku? Widzę, że Agata już zdążyła cię otoczyć. - zaśmiał się.
-Jest bardzo miła. - uśmiechnęłam się szeroko. - Filip również.
-Ale kawał z niego złośliwca. - parsknęli.
-Dalej wrócę sama. - zatrzymałam się na krańcu lasu.
Obaj spojrzeli po sobie, jednak jak na razie żaden nie skomentował. Wgapiali się we mnie jak sroka w gnat a ja tylko głowiłam się o co im chodzi.
-No co?
-Przykro mi, Zośka, ale jesteśmy zmuszeni odprowadzić cię pod sam próg. - odparł z uśmiechem Janek.
Przewróciłam oczami z uśmiechem i poszłam przed siebie. Nie słyszałam za sobą kroków więc odwróciłam się i spojrzałam na nich jak stali za mną. Zaśmiałam się i machnelam ręką.
-Ruchy panienki. - mrugnęłam do nich i ruszyłam dalej. Dwa razy nie musiałam ich prosić.
Dopiero wczesnym rankiem poszłam do cukierni gdy mama jeszcze spała. Zrobiłam tam porządek i szybko wyskoczyłam do Izki, wbiegłam do kwiaciarni gdy świeżo jej babcia właśnie ją otwierała.
-Dzień dobry! - uśmiechnęłam się szeroko i objęłam jej babcię.
Była jak moja własna...
-Iza będzie za godzinę...
-Pomogę Pani.
-Dużo kręci się tutaj szkopów... - mrugnęła pod nosem.
Wiedziała, że nie trawie ich szczególnie. Każdy z tych psów niemieckich mógł zabić Krzyśka i ma zamiar zabić mnie, cala Polskę i wszystkich na których mi zależy.
Zacisnelam zęby i dalej jak gdyby nigdy nic wzruszyłam ramionami.
-A jednak służę pomocą. - uśmiechnęłam się i czekałam na przyjaciółkę.
Tak bardzo chciałam by wiedziała kim jestem i co zaczynam robić. Nie mogłam jej tak okłamywać, kiedyś się dowie... Oby nie od osoby trzeciej... Tylko ode mnie samej.
Wielu Niemców się tu kręciło, jeden z nich wszedł tu i spytał o Izę, zagotowalo się we mnie jak nigdy w życiu. Zacisnelam dłonie w pięści, szkop od razu to zauważył. Zmróżył oczy i uśmiechnął się złośliwie.
-Pozwoli pani że mną. - odparł i kazał mi iść z nim.
A ja stałam jak wryta. Nie pozwoliłam sobie rozkazywać. Nie on od tego jest. Nie jest moim dowódcą i nie będę słuchać się psa.
Tylko się w niego wpatrywałam a on powoli łapał za broń. Ja nieugieta stałam i nawet nie drgnęłam.
Babcia Izy stała i nie wiedziała co ma robić. Niemiec zauważył że nawet nie drgnę więc wycelował w babcie Izy. Wtedy to mnie zmrozilo od góry do dołu. Zaczęłam się trząść, mężczyzna uśmiechnął się złośliwie.
-Nie próbuj nawet... - wycedziłam.
Gdy miał nacisnąć spust do środka wszedł kolejny, który zdaje się był z tym który całował w nas.
-Johan, co do... - zamilkł.
Westchnęłam z ulgą że nie strzelił. Zacisnęłam zęby i dalej nieugięta stałam wpatrzona w obu szkopów.
-Pani jedzie z nami. - odezwał się ten co wszedł. Nigdy wcześniej go tu nie spotkałam.
Poza tym skąd ten cały Johan zna Izę...?
Odwróciłam się do babci Izy i szepnęłam tylko na odchodne.
-Nic pani nie wie i nic pani nie powie Izie. Wrócę tu nic mi nie będzie przysięgam.
Gdy podeszłam do szkopów pchnęli mnie w stronę wyjścia z kwiaciarni. Minęłam Ize która tylko zaszokowana odwróciła za mną głowę.
-Zośka?!?!
-Zostaw mnie. Nie znasz mnie. - warknęłam. - Wrócę. - powiedziałam sama do siebie i zajęłam miejsce obok Niemców i odjechaliśmy.
Toś się teraz odwagą popisała to masz co chciałaś głupia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz