- Wejść.
Radke wszedł do środka i lekko się ukłonił.
- Poruczniku Heydrich, melduje, że wóz już czeka i powinniśmy zaraz wyruszać.
- Dobrze, poczekaj na mnie na dole - odparłem zamyślony.
Po parunastu minutach zebrawszy ostatnie rzeczy zszedłem na dół. Radke prowadził wyjątkowo powoli, co mnie lekko zirytowało, jednak gdy zobaczyłem w jednej z uliczek właśnie przeprowadzaną egzekucję, uśmiechnąłem się pod nosem. Każde padające żydowskie ścierwo wyjątkowo poprawiało mi humor. To samo dotyczyło się tych wszystkich brudnych słoweńców.
Przed hotelem czekał na mnie Albrecht, paląc papierosa w towarzystwie swojej młodziutkiej kochanki i paru oficerów SS, wśród których znajdował się mój dobry przyjaciel SS- oberstrumpfuher Christian Fons - również z kobietą, jednak nie kochanką a oficjalną narzeczoną.
Każdy z panów zresztą przyprowadził kogoś ze sobą. Ja natomiast byłem dziś bez żadnej, co natychmiast zdziwiło Christiana, który po oficjalnych powitaniach zwrócił mi uwagę na stronie.
- No no Michael, ty dziś s a m?
Mrugnąłem do niego i zapaliłem papierosa.
Natychmiast rozszyfrował moje spojrzenie i parsknął śmiechem.
Federica, jego narzeczona biegała wzrokiem od jego twarzy do mojej.
- Panowie, może wejdziemy do środka? - uśmiechnęła się lekko, dobrze wiedząc, że uśmiech to jeden z jej głównych atutów.
Niespodziewanie Albrecht ubiegł w odpowiedzi mnie i Christiana.
- Oczywiście, oczywiście panienko. Wietrznie dziś w tej brudnej Warszawie. Panienka jeszcze się rozchoruje a Christian gotów mi dać solidną reprymendę, że zbyt długo przetrzymałem was na zewnątrz.
Kochanka wujka nie zdołała ukryć zazdrosnego spojrzenia. Uśmiechnąłem się kpiąco pod nosem.
W środku asystentka Fischera, poinformowała wszystkich, że gubernator zaraz zejdzie i żebyśmy zajęli miejsca. Gdy usiadłem na swoim (obok zastawy zostało postawione karteczki z nazwiskami) z zadowoleniem stwierdziłem, że Heckman i Rita mają swoje obok.
- Panie Oberstrumfuhrer Heydrich, słyszałem o pańskich ostatnich dokonaniach. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Mimo młodego wieku, jest pan naprawdę zadziwiający- wyrwał mnie czyiś głos z zamyślenia. Odwróciłem się w bok. Niski człowieczek o poczciwym spojrzeniu wpatrywał się we mnie niemal z nabożnym zachwytem. Przez parę lat przyzwyczaiłem się już, że potrafiłem zrobić znaczące wrażenie, jednak zachowanie tego oficera sprawiło, że prawie nie parsknąłem śmiechem.
Zamiast tego uśmiechnąłem się chłodno. Nie kojarzyłem go, ale specjalnie nie wprawiało mnie to w zakłopotanie, ponieważ był niższy rangą.
- Dziękuje bardzo, sierżancie...
- Szulc - odparł natychmiast - Jestem do pańskich usług.
- Hm.. No dobrze sierżancie Szulc. A więc - co dokładnie sprawiło, że jest pan pod wrażeniem?
- Pańskie pomysły w sprawie rozwiązania kwestii żydowskiej i utworzenia getta.
- To jeszcze nic pewnego - uśmiechnąłem się chłodno i zamilkłem. Nie widziałem większej potrzeby, aby dzielić się moimi opiniami z tym człowiekiem.
Szulc chciał jeszcze o coś spytać, ale niespodziewanie wtrącił się Albrecht, który jak się okazało od dłuższej chwili przysłuchiwał się rozmowie.
- O tak tak. Porucznik Michael jest wyjątkowo zdolny. Czeka go wielka kariera. W końcu - moja krew - zaśmiał się dobrodusznie. Był naprawdę w dobrym humorze i zresztą już odrobinę podpity.
Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, bo właśnie wszedł Fischer, a prawie równo z nim - Heckman razem z Ritą. Przepraszając gubernatora za spóźnienie - machnął mu łaskawie ręką - zajęli szybko swoje miejsca. Gdy Heckman zauważył, kto koło niego siedzi wzdrygnął się lekko i skierował pospiesznie wzrok na Ritę, która zresztą od początku nie odrywała go ode mnie. Uśmiechnąłem się szeroko i kiwnąłem mu lekko głową.
- Miło pana widzieć - szepnąłem, bo Fischer właśnie zaczął przemawiać.
- Mnie pana również panie poruczniku - odparł sztywno poprawiając guziki przy mundurze.
Dwie godziny później siedział już wyjątkowo zalany śpiewając niemieckie pieśni z wujem Albrechtem. Christian mrugał do mnie zza stołu - przytomny umysłem tak jak ja. Był inteligentny i wiedział, że może dziś wiele zyskać jeśli tylko zachowa przytomność umysłu. Ja już odbyłem większość ważniejszych rozmów z każdym obecnym tu, liczącym się oficerem. Teraz mogłem zająć się przyjemniejszymi sprawami.
Po 30 minutach rozmowy z Ritą zaproponowałem jej spacer.
- Spacer na górę ma się rozumieć? - uśmiechnęła się z przebiegłym błyskiem w oku. Parsknąłem szczerym śmiechem.
- Jak sobie życzysz moja droga - przeszliśmy na 'ty' już na początku rozmowy.
- Tylko.. - zaczęła i wymownie spojrzała na Heckmana.
- On już długo przytomny nie będzie - mrugnąłem.
- Ile mu dajesz czasu?
- Hm... 10 minut maks - odparłem i rozparłem się wygodnie na krześle.
- Ma mocną głowę. Daję 20.
Heckman - jak to się tutaj mówi - krakowskim targiem spał po 15 minutach. Zakład został nierozstrzygnięty, natomiast my mieliśmy wolną rękę.
- Wyjdź pierwsza. Dołączę do ciebie za 10 minut. Klucz do pokoju - podałem jej.
Rita wstała po chwili i ze szelmowskim uśmiechem poprawiła sukienkę. Pożegnała się z Fischerem, mówiąc, że dopadła ją migrena i jak najszybciej musi udać się do snu.
Christian z Federicą patrzyli na mnie rozbawieni. Przez parę minut zabawiałem marszałka rozmową, gdy w końcu postanowiłem udać się na górę.
- Poruczniku Heydrich, tak wcześnie nas pan opuszcza? - spytał gubernator - z udawanym bądź nie udawanym - żalem.
- Niestety, jestem dziś wyjątkowo zmęczony.
- Migrena? - odparł lekko z uśmieszkiem.
Zaskoczony uniosłem brwi. Nieczęsto ktoś potrafił mnie tak zajść. Na szczęście Fischer widząc moją minę, dodał rozbawiony.
- Poruczniku, proszę nie zwlekać, panienka na pewno już na pana czeka. I oczywiście - zostanie to między nami - mrugnął do mnie.
Z pogłosek słyszałem, że nie za bardzo przepada za Heckmanem, ale liczy się z jego pozycją, toteż nie zdziwiłem się zbytnio tą reakcją. Zadowolony pożegnałem się ze wszystkimi i ruszyłem po schodach na górę.
Rita czekała na mnie stojąc tyłem przy oknie. Gdy zamknąłem za sobą drzwi, jak mała dziewczynka podbiegła do łóżka, rozpuściła włosy i z ujmującą beztroską rzuciła się na nie.

Tak, to zdecydowanie miała być jedna z moich ciekawszych nocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz