poniedziałek, 30 stycznia 2017

Od Janka

- To zbyt niebezpieczne - odparłem stanowczo.
Pozostali wpatrywali się we mnie w milczeniu.
Spostrzegłem minę Kamila.  Było mu wyjątkowo ciężko. Z jednej strony chciał uratować Zosię - a z drugiej nie narażać Izy. Przez moment zobaczyłem cień wdzięczności na jego twarzy, po moich słowach, ale zaraz odnowa się zmartwił.
- Nie ma innego wyjścia - szepnęła Iza.
- Zawsze jest jakieś wyjście - odparł jej na to zamyślony Bronek.
Znaliśmy fakty. Informator przekazał nam, że Zosia jest na gestapo, więc odbicie jej było prawie niemożliwe. Jeśli już chcielibyśmy przeprowadzić taką akcję - usłyszelibyśmy od Kwapisza, że nie przeprowadzano takich akcji nawet na najważniejszych osobach w państwie (ministrowie, premierzy itp) i dyskusja byłaby zakończona.
Trzeba było znaleźć inne rozwiązanie.
- Myślę też.. Że powinniśmy teraz być wyjątkowo ostrożni - zaczął cicho Tadeusz.
Spojrzeliśmy na niego bez zrozumienia.
- Co masz na myśli? - uniosłem brwi.
Tadek milczał. Szybko zorientowałem się o co mu chodzi - i jak widać nie tylko ja.
Kamil parsknął nerwowo śmiechem.
- Myślisz, że Zosia byłaby nas w stanie wydać? Nie wierzę w to - dodał pewnie.
- Kamil nikt jej tego nie zarzuca - zacząłem ugodowo - Ale tortury potrafią rozwiązać język nawet tym najsilniejszym..
- Dlatego tym bardziej powinniśmy ją odbić - wtrąciła Iza - A mój plan jest całkiem dobry.
- I ryzykowny - dodałem.
- W tych czasach nawet zwykły spacer ulicą jest ryzykowny - mruknęła Halszka stojąc do nas tyłem przy zasłoniętym częściowo oknie.
- Ale musicie przyznać, że innego wyjścia nie ma - Izabela nadal upierała się przy swoim.
- Na razie nie - odparłem wstając - Musimy przedyskutować sprawę z dowódcą.
- Ta, już widzę jego entuzjazm na wieść o przeprowadzeniu tego planu - mruknął dotąd milczący Michał.
- Trzeba spróbować - uciąłem - Na nas już czas. Myślę, że możemy spotkać się ponownie wieczorem, żeby omówić sprawę.
- To może u mnie? - zaproponowała Halszka - Rodziców nie będzie, a nie możemy wzbudzać podejrzenia tak liczną grupą spotykać się w jednym miejscu.
- Dobra myśl - pochwaliłem ją ruszając do drzwi - Zatem o 18 u Halszki.
 Wszyscy równocześnie zaczęli się zbierać. Przepuściłem dziewczyny przodem. Gdy chłopaki popatrzyli na mnie pytającym wzrokiem, dałem im znać, żeby zeszli już na dół i poczekali na mnie chwilę.
Jedynie Kamil uparcie stał przy mnie. Nie wygoniłem go, w końcu - znał Izę i Zosie o wiele lepiej niż ja.
Położyłem Izie ręce na ramionach.
- Posłuchaj. Nie wiem jak to się potoczy, ale musisz dobrze przemyśleć swoją decyzję. To bardzo niebezpieczne, ale myślę, że na twoim miejscu postąpiłbym podobnie. Porozmawiamy z dowódcą, ale jeśli mam być szczery - wątpię, czy uda się coś zdziałać. Może się okazać, że podejmując ten plan, wykroczymy przeciwko niemu, a więc ryzyko jest podwójne. Przemyśl to - zakończyłem.
Skinęła głową i odparła szybko.
- Nie mam czego. Jestem pewna, że podejmę się tego planu.
Uśmiechnąłem się lekko i popatrzyłem jej w oczy.
- Mimo to n a l e g a m.
Pocałowałem ją w dłoń na pożegnanie i wyszedłem razem z Kamilem. Gdy dołączyliśmy do reszty, Misiek zagadnął mnie cicho.
- Stary, a w zasadzie.. Czemu chcesz ją odbić? Tylu naszych już zaaresztowano.. Znasz ją zaledwie parę dni. Więc pytam: czemu ?
- Szczerze.. sam nie wiem - odparłem zamyślony zgodnie z prawdą i ruszyłem dalej.
Byłem ciekawy, jak to wszystko się dalej potoczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz