sobota, 28 stycznia 2017

Od Izy

Kiedy chłopaki wyszli po wcześniejszym umówieniu się na wieczorne spotkanie zostałam sama z babcią która od czasu wizyty naszych nowych gości milczała.
-Izabello musimy porozmawiać.
Babcia jeszcze nigdy nie była tak poważna.
-Coś się stało?
-Wiem co robi ta grupa młodych ludzi. Nie chcę abyś się w to wmieszała.
-Babciu nic mi nie będzie.
-Nie o to chodzi. Słuchaj, nie powiedziałam Ci wszystkiego na temat twoich rodziców.
Spojrzałam się na nią zaskoczona.
-Tak? Co masz mi babciu do powiedzenia?
-Nie chcę abyś się wmieszała w ruch oporu ponieważ ty jesteś na starcie skazana na śmierć.
-Co?-już nic nie rozumiałam.
-Twoja mama a moja córka wyszła za Żyda.
-Chcesz mi powiedzieć że mój tata.. Że w połowie jestem..
-Tak. Jednak twoja mama dla twojej ochrony dała Ci swoje nazwisko. Niemcy mogą łatwo do tego dojść jak cię aresztują.
-Czemu mi tego wcześniej babciu nie powiedziałaś?!
-Jeszcze jedno.. Twoi rodzice wcale nie zostali wywiezieni, oni zostali zabrani do getta. Tuż przed wielką czystką..
-Nie..
Nadzieja na to że może moi rodzice żyją.. Rozpłynęła się, znikła.
-Nie babciu.. To nie prawda..
-Przykro mi skarbie. Twoja matka kazała mi obiecać że nie dowiesz się prawdy jednak teraz nie widzę wyjścia. Wtedy kiedy ten niemiec przyszedł.. Bałam się że się dowiedzieli. Nie chcę Cię stracić, już straciłam męża i córkę.
-Nie.. To nie prawda.. Muszę wyjść..
Wstałam i skierowałam się do drzwi.
-Iza jeszcze coś. Twoja mama wiedziała że niedługo ją aresztują. Dzień wcześniej napisała do ciebie list.
-List?-odwróciłam się.
Rzeczywiście, wcześniej nie zauważyłam że babcia trzyma list w dłoniach.
-Proszę.
Wzięłam go i patrzyłam na niego jakby tam były odpowiedzi na wszystkie tajemnice wszechświata.
Wyszłam z domu i usiadłam na klatce schodowej kamienicy w której mieszkałam sama z babcią.
Nie wiedziałam czy chcę, czy jestem gotowa.
Długo się zastanawiałam zanim go otworzyłam.
Na kartce która była w środku widniało śliczne i staranne kobiece pismo. Słowo daję że wydawało mi się że list pachnie konwaliami.

"Kochana Izabello.
Żałuję że musisz się wychowywać beze mnie, bez taty. Jednak nastały takie czasy że każdy dzień jest niepewny. Czuję w kościach że niedługo będziemy musiały się rozstać na zawsze. Oni przyjdą po mnie i tatę. Kiedy to piszę siedzę w twoim pokoiku przy twoim łóżku. Patrzę na Ciebie jak śpisz. Masz płydki oddech i spokojny sen.
Bardzo mocno Cię z tatą kochamy. Chcę abyś wiedziała że to nie był nasz wybór. Wolelibyśmy zostać z tobą. Na zawsze. Tak też będzie. Zawsze będziemy przy tobie nasze dziecko, w twoim sercu.
Wychowa Cię babcia. Mam nadzieje że nie będziesz miała nam tego nigdy za złe.
Chciałabym widzieć jak stawiasz pierwsze kroki, usłyszeć twoje pierwsze słowo, jak idziesz do szkoły, chciałabym widzieć twoją rozpromienioną twarz kiedy pierwszy raz się zakochasz.
Mam nadzieje, ja to wiem że babcia wychowa Cię na dobrą kobietę.
Modlę się o to aby Ciebie nigdy nie spotkała żadna krzywda. Aby nasi wrogowie, mordercy naszego narodu nie skrzywdzili Cię. Trzymaj się z daleka od walki, jesteś tak podobna do taty. Wiem więc że nie będziesz mogła tak po prostu stać kiedy komuś będzie działa się krzywda.
Jednak przetrwaj, dla nas, dla siebie.
Mam Ci jeszcze tyle do powiedzenia. Chciałabym wykonać swój matczyny obowiązek i przekazać Ci całą swoją wiedzę, wszystko co wiem.
Jednak babcia będzie musiała zrobić to za mnie.
Kochamy Cię nasza mała Bello.
Nigdy nas nie zapomnij.
Żyj.
Na zawsze będziesz naszą małą kruszynką.
Twoi rodzice."

Starłam z policzków łzy. Ona na prawde wiedziała co ją spotka. Ją i tate.
Spojrzałam odruchowo do koperty i zobaczyłam tam zdjęcie. Wyjełam je.
Moim oczom ukazało się zdjęcie na którym byli moi rodzice, babcia i ja.
-Kocham was. Tak bardzo tęsknie.-wyszeptałam a po moich policzkach płynęły łzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz