Gdy zapiąłem ostatnie guziki mankietów i wstając zapiąłem pas z bronią, ta jednak nadal leżała nago bynajmniej nie spiesząc się do wykonania mojego polecenia i uśmiechając się leciutko.
Wiedziała, że miałem do niej jedynej z niewielu wyjątkową słabość, jednak w tym momencie miałem ochotę zetrzeć jej ten złośliwy uśmieszek z twarzy.
Patrzyła mi wyzywająco w oczy i bezczelnie odpaliła przy mnie papierosa. Cholera, lubiłem to w niej. Lubiłem to że w przeciwieństwie do innych nie wlepiała pokornie wzroku w moje buty, ale hardo unosiła podbródek.
Niespodziewanie zwinnie jak kotka znalazła się przede mną i pociągnęła mnie lekko za pasek z bronią.
Roześmiałem się cicho.
- Adele Neumann, ta pewność siebie kiedyś cię zgubi - wyszeptałem jej do ucha. Zbliżyłem usta do jej szyi, jednak zaraz się odsunąłem ku jej wyraźnemu rozczarowaniu.
Cóż, obowiązki wzywają.
Gdy ruszyłem w kierunku drzwi, nie wytrzymała. Zdjąwszy chwilowo swoją maskę femme fatale i krzyknęła.
- Michael, kiedy się znów zobaczymy..?
W odpowiedzi wysłałem jej tylko lekko kpiący uśmiech i zamknąłem drzwi.
Każdą - nawet tą najbardziej hardą i niedostępną - z łatwością potrafiłem ujarzmić.
Ruszyłem w kierunku drzwi. Luksusy Grand Hotel dawało się odczuć na każdym kroku. Po drodze zasalutowało mi parę oficerów, a przy wyjściu zatrzymał mnie SS- Strumbanfuhrer Heckman z kochanką przy boku.
- Heil Hitler! -huknął. Odpowiedziałem mu tym samym czując na sobie cały czas wzrok tej dziewczyny.
Uśmiechając się szarmancko pocałowałem ją w wystawioną dłoń. Heckman nawet tego nie zauważył, wydając właśnie jakieś polecenia swojemu asystentowi.
Gdy ponownie zwrócił swoje oblicze w moją stronę, uśmiechnąłem się lekko.
- Co pana tu sprowadza panie Majorze? - zagadnąłem.
- Oh tym razem przybywam razem z Ritą z powodów natury rozrywkowej, aczkolwiek nie ukrywam, że muszę załatwić pewne interesy.
Rita. Krótkie i mocne. Pasowało do niej.
- Domyślam się, że jest pan dziś zaproszony na kolację do gubernatora Fischera? - wyrwał mnie z krótkiego zamyślenia Heckman. Uważnie badał mnie spojrzeniem.
- Oczywiście panie Majorze - uśmiechnąłem się sztucznie nie spuszczając wzroku z jego oczu - Pozwolę sobie zapytać, czy pan będzie tu nocował?
- Taak - odpowiedział przeciągle zerkając na Ritę, która to z kolei nie odrywała spojrzenia ode mnie - Słyszałem świetne rekomendacje na temat tego hotelu.
Zamilkł. Jako świetny obserwator dobrze zaznajomiony z psychiką ludzką i naturalnymi odruchami zdążyłem zauważyć, jak ważna jest dla niego ta dziewczyna.
Tym lepiej dla mnie. Obrałem sobie ją za dzisiejszy cel. Popatrzyłem na Heckmana z kpiącym uśmieszkiem, wyobrażając sobie jak ładnie po kolacji się nią zabawię.
- Hm no cóż - odparłem lekko - Na mnie już czas, obowiązki wzywają. Zobaczymy się na kolacji panie Majorze - celowo zaakcentowałem ostatnie słowo.
Heckman nie potrafił tak dobrze ukrywać uczuć jak ja, jednak znając moją pozycję nie pozwolił sobie na żaden komentarz. Uśmiechnął się nienaturalnie i zasalutował mi. Ruszając w kierunku drzwi czułem na sobie w dalszym ciągu spojrzenie Rity. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem.
Przez hotelem na ul. Sławkowskiej posłusznie czekał na mnie mój szofer Radke. Skłonił mi się i otworzył drzwi.
- Na Szucha - mruknąłem zastanawiając się czy wuj Albrecht będzie u siebie.
Sprawa szybko się wyjaśniła gdy dotarłem na miejsce. Wchodząc do jego gabinetu, zorientowałem się, że trwało przesłuchanie.
- Ty żydowski psie! - krzyknął wyciągając pistolet.

Rozbawiony odwiesiłem płaszcz.
- Nie przeszkadzam? - zagadnąłem lekko.
Wuj spojrzał na mnie i również uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Siadaj Michaelu. Pan właśnie wychodzi - odparł ironicznie.
Rzecz jasna pobity i zakrwawiony Żyd nie mógł samodzielnie podnieść się z podłogi, toteż strażnik sam musiał go wyprowadzić.
- Coś poważnego? - zagadnąłem nalewając sobie kieliszek koniaku.
Albrecht w odpowiedzi machnął tylko ręką. Zasiadł naprzeciwko mnie i gdy już miał zacząć mówić, ktoś znów zapukał do drzwi.
- Czego znowu? - warknął i odwrócił się.
Wszedł któryś z szeregowych. Bodajże Johan. Widząc mnie jednak stropił się lekko, mamrocząc przeprosiny pod nosem.
- Mów o co chodzi, jak już tu jesteś - odparł zniecierpliwiony wuj.
- Przywieźliśmy dziewczynę z polskiego ruchu oporu. Uznaliśmy, że może dużo wiedzieć.
Albrecht parsknął w odpowiedzi.
- Ostatnio dużo przywozicie tych, którzy "mogą dużo wiedzieć" a w rzeczywistości to zwykli nieświadomi niczego pechowcy - warknął - Ale dobrze, zajmę się nią za parę dni. Na razie nie mam czasu.
Uniosłem z zainteresowaniem brwi.
- Ja mogę się tym zająć - odparłem.
- Michaelu nie chcę cię tym kłopotać, ostatnio masz dużo rzeczy na głowie..
- Na zebranie w sprawie utworzenia getta wybieram się dopiero w sobotę. Zresztą i tak mam kilka spraw do rozwiązania. Jeden brudny polaczek w tą czy w tą nic mi nie zaszkodzi - rozłożyłem się wygodniej w fotelu.
- Hm no dobrze - wuj prawie nigdy nie potrafił mi odmówić - Na razie wrzućcie ją do celi. Może skruszeje przez jakiś czas przebywania w samotności.
Uśmiechnąłem się lekko. Gdy Johan wyszedł zatopiłem się w dyskusję z wujem, planując krok po kroku dzisiejszy wieczór.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz