Byłam zła że chłopaki nie chcą wprowadzić mojego planu w życie. Wiedziałam że ich dowódca się nie zgodzi. To było bardziej niż pewne.
Wieczorem mieliśmy się znowu spotkać.
Byłam akurat w piekarnii kiedy go zobaczyłam. A raczej usłyszałam.
Wszedł elegancki, mundur był na nim nieskazitelnia ułożony, czpka na głowie zasłaniała czarne jak smoła włosy. Oczy zasłaniały okulary przeciwsłoneczne.
Dostałam dreszczy, nie ze względu na jego wygląd tylko na myśl że to on, ten pies który był na pierwszym spotkaniu taki miły.. Potem zabrał moją przyjaciółkę i celował do babci. Zacisnęłam zęby i zabrałam zakupy poczym wyszłam. Szybko mnie jednak dogonił.
-Izabello Rudnicka proszę się zatrzymać. -odparł kiedy zaczęłam przyśpieszać kroku.
Zatrzymałam się lecz nie odwróciłam się do niego.
Podszedł do mnie.
-Mogę Cię odprowadzić???
-Wolałabym pobyć w samotności.-powiedziałam po czym ruszyłam.
-Izabello.. Proszę..
Odwróciłam się do niego.
-Nie zrozum mnie źle.. A w sumie to nie da się tego inaczej zrozumieć. Aresztowałeś moją przyjaciółkę i celowałeś do mojej babci. Jesteś ostatnią osobą z którą mam ochotę rozmawiać.
-Izabello.. Proszę wysłuchaj mnie.. Nie miałem innego wyjścia. Taki dostałem rozkaz.. Gdybym mógł wtedy zrobić inaczej.. Napewno Zosia byłaby nadal z tobą a incydent z twoją babcią nie miałby miejsca.
Spojrzałam się na niego. Wydawało się że mówił prawdę.
-Nic mnie to nie obchodzi.-odparłam po czym znowu zostawiłam go w tyle.
Jednak po chwili wszystko sobie przemyślałam. Mogłabym wprowadzić swój plan w życie bez zgody tych z ruchu. Działałabym sama ale dałabym radę. Oni i tak nie zgodzą się a nie mogę stać i nic nie robić w czasie kiedy Zosia jest przetrzymywana i torturowana.
-Johan.. Dobrze. Możesz mi towarzyszyć.
Uśmiechnął się i teraz szliśmy obok siebie.
-Jak babcia? Dobrze się czuje?
-Tak. Ma się dobrze.
-A ty??? To wasza kwiaciarnia??
-Tak. Mamy ją od pokoleń.
-Co robisz.. Dziś wieczorem?-zapytał kiedy dotarliśmy na miejsce.
-Jestem umówiona.
-Z kim??? Z przyjaciółmi.
-Gdzie???
-Po co pytasz??
-Nie chcesz powiedzieć to nie nalegam.
Spojrzałam się na niego. Co on kombinuje?
-Muszę już iść.
-Zobaczymy się jeszcze?
-Nie wiem.
-Proszę..
-Zastanowię się.-odparłam i weszłam do kwiaciarni.
Widziałam że stał przed budynkiem jeszcze chwile poczym odszedł.
Może na prawde żałuje tego? Ale czy to możliwe?? Raczej wątpie. Jest niemcem. Oni nie mają sumienia.
***
Wieczorem na spotkaniu została poruszona kwestia mojego planu.
-To byłby dobry plan. -odparłam.
-Ja się na to nie zgadzam-odparł dowódca któryś raz z kolei.
-Ale nie możemy jej tak zostawić!!
-Przykro mi ale są takie czasy. Wiedziała jakie jest ryzyko.
Spojrzałam na reszte zgromadzonych. Mój wzrok najpierw zatrzymał się na Kamilu. Wiedziałam że jest rozdarty a przez to nic mi nie pomoże więc spojrzałam błagalnie na Janka. On tylko się smutno uśmiechnął.
Decyzja zapadła. Nie pomogą mi.
Miałam ochote krzyczeć i wymusić na nich działania lecz wiedziałam że to nie pomoże. Muszę radzić sobie sama.
Po zapadnieciu tej decyzji każdy miał zepsuty humor lecz starali się o tym zapomnieć. Takie mamy czasy.
Wszyscy rozmawiali a ja siedziałam przy oknie i patrzyłam na drogi warszawy i niebo. Czy na prawde tak musi teraz wszystko wyglądać? Nic nie da się zrobić aby było lepiej???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz