Nie mam pojęcia ile tu siedziałam, ale miałam tego serdecznie dość. Próbowałam się jakoś wydostać ale ilekroć stawiałam się szkopom oni uciszali mnie... skutecznie... jednak nie na długo. Nie wiem dlaczego nie mogli zrobić mi zbyt dużej krzywdy... może dlatego, że chcą mnie przesłuchać, a muszę być w stanie dobrym bym coś im powiedziała...?
W życiu, nic ode mnie nie wyciągniecie, psy... - pomyślałam.
Ale okrutna prawda była taka, że jak psa to oni mnie tutaj zatłuką, gdy z każdą minutą będę udawać i opornie bronić swoich. Wyczekiwałam na swojego ulubionego niemca, na Johana. Ten podszedł do krat i tylko wlepiał we mnie wzrok, jak bezradnie próbowałam wywiercić mu dziurę w tym pustym łbie.
-No przecież wiem, że chcesz... - mruknęłam pod nosem obojętnie.
-Ostatnim razem mówiłaś to samo, a...
-A dostałeś postrzał w nóżkę?
-Nie jestesmy na ty, szmato.
No, tym razem będzie trochę trudniej.
-Mam cię nie dotykać aż do przyjazdu...
-Ale cóż to za różnica? Przecież nikt się nie dowie.
Walnął pięścią w kraty i wycelował we mnie pistolet. Nie drgnęłam. Nie mógł mnie zabić, bał się. Jednak jakaś cząstka mnie lekko się przeraziła. I to nie na żarty. To w końcu szkop jak każdy inny, wlepi mi kulkę w głowę i po mnie.
Podeszłam do krat, obawiając się, że może nacisnąć spust. Jednak próbowałam się stąd wydostać chociażbym miała wyjść bez ręki czy nogi. Zacisnęłam dłonie na kratach i spojrzałam na niego.
-Nie chciałbyś... wejść i mnie ukarać? - uśmiechnęłam się uwodzicielsko.
Nie ma co, na takiego bęcwała wszystko pójdzie prędzej czy później.
Gdy miał otwierać kraty usłyszałam jak ktoś schodzi na dół. On szybko spojrzał w stronę schodów a ja złapałam go za dłoń na jak tylko mogłam wyciągnąć swoją przez ciasne kraty i ścisnęłam go za rękę tak, że nacisnął spust który dotykał mojego ramienia. Dźwięk strzału rozległ się po korytarzach stawiając wszystkich na nogi. Inne szkopy, widocznie jeden z nich rangą wyżej za szmaty odciągnął Johana od krat i kazał tamtym go stłuc. Po czym podszedł do mnie i spojrzał na krwawiące ramię.
-Jednego polskiego psa mniej. - mruknął i wzruszył ramionami.
Odszedł a Johana zabrali dokądś. Widocznie był tak nisko ze swoim stanowiskiem, że nie miał prawa nawet wycelować do jednego z więźniów skazanych na śmierć, tych z przesłuchań...
Zacisnęłam dłonie i kurczowo trzymałam się ostatek sił. Miałam dwie rany, z czego ta pierwsza jakoś się trzymała.
Ustałam pod ścianą, gdy słyszałam ponowne kroki wolałam być z dala od krat. Mój plan się nie powiódł, myslałam że wyprowadzą mnie chwilę po strzale... Ból był tak silny, że powoli się do niego przyzwyczajałam...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz