- Naprawdę nam przykro - mruknęła niespodziewanie Rozalia i podnosząc się z miejsca obok Tadeusza podeszła do Izy - Wiem jak się czujesz.. Gdyby zabrali Tadka lub Wandę.. Co ja mówię... Gdyby zabrali każdego z nas tu obecnych.. - urwała szukając odpowiednich słów.
Ale na to słów nie było.
Nawet nie wiadomo kiedy wszyscy otoczyli Izę, która już miała łzy w oczach.
Kamil który do tej pory siedział skulony w koncie złapał ją za rękę i wymienili oboje pełne zrozumienia spojrzenia. Wszyscy starali się ich pocieszyć.
- Jej rodzice już wiedzą - szepnął Kamil - Jej mama przyszła dziś do mojej. Nie było mnie wtedy akurat w domu - ale podobno zrobiła potworną awanturę, że to wszystko moja wina, a potem płakała. Mama zrobiła jej ziółka na uspokojenie i pocieszała, że nie zostawimy jej tak na pastwę losu.. - zadrżał mu głos - Podobno chce się ze mnie skontaktować. Jak ja jej spojrzę w oczy?
Zapadła cisza.
Wtedy Iza uporczywie skierowała spojrzenie na mnie. Jej wzrok mówił "musimy porozmawiać". I wtedy właśnie podjąłem decyzję, że wystąpię przeciwko decyzji własnego dowódcy, nawet jeśli ma być to tak niebezpieczne.
- Słuchajcie - wtrącił niespodziewanie Grzesiek, który do tej pory niespecjalnie dużo się wypowiadał - Nie chciałem nic mówić, ale od paru dni Miłosz nie daje znaku życia.
- A tak konkretnie od kiedy? - spytałem po dłuższej chwili milczenia. Szczerze nie przepadałem nigdy za nim za bardzo, więc ta informacja mną jakoś nie wstrząsnęła, jednak trzeba było się dowiedzieć co z nim.
- Od tego ogniska - mruknęła Halszka wbijając wzrok w podłogę.
- Może Hania będzie coś wiedziała - odparłem. Moja łączniczka była kuzynką Miłosza. Ostatnio rzadko się z nią widywałem, bo ciągle biegała po mieście w załatwianiu różnych spraw. Dodatkowo trochę się pokłóciliśmy - gdy powiedziałem jej o zabraniu Zośki, stwierdziła że bardzo jej przykro, ale niestety to nie jest jej problem. A przecież wszyscy byliśmy drużyną i walczyliśmy ze wspólnym wrogiem. Czy naprawdę nie mogła sobie odpuścić tej niepotrzebnej zazdrości?
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, gdy wszyscy zaczęli się rozchodzić. Iza uparcie nie ruszyła się z miejsca patrząc na mnie. Halszka orientując się szybko w sytuacji, szepnęła mi na ucho, że pójdzie ich odprowadzić na dół, a my żebyśmy pogadali chwile.
Zdezorientowany Kamil wyszedł ostatnio. Spojrzał na nas w milczeniu, po czym ciężko westchnął i ruszył w kierunku drzwi przepuszczając Halszkę po drodzę.
Usiadłem obok Izy starając się nadać sobie pogodny wyraz twarzy. Ta rozkleiła się już po całości. Odwróciła się gwałtownie w moją stronę.

- Posłuchaj ja tego tak nie zostawię. Ona by mnie nie porzuciła na pastwę losu. Znasz mój plan. Ten Niemiec.. Rozmawiałam dziś z nim. Wydaje się w porządku..
- Iza - przerwałem jej - Żaden Niemiec nie jest 'w porządku'. A jeśli jest dla ciebie miły - to o c o ś mu musi chodzić.
- Myślisz że tego nie wiem? Zdaję sobie doskonale z tego sprawę. Ale po co ten cały ruch oporu? Po co walka, skoro w takich sprawach nawalamy?
- Masz rację - mruknąłem po dłuższej chwili - Chcę ci pomóc, bo wiem że zrobisz to tak czy siak, więc lepiej żeby ktoś miał na ciebie oko.. Pogadam z resztą.
- Nie - zaprotestowała - Nie chce ich w to mieszać. Macie też swoje różne sprawy. I tak nie wiem czy dobrze zrobiłam, że ci o tym powiedziałam.
- Bardzo dobrze zrobiłaś - odparłem podnosząc się - Wyciągniemy ją stamtąd, ale trzeba to wszystko dobrze przeprowadzić.
- Liczę na ciebie - powiedziała poważnie - Przyjdź jutro do kwiaciarni po zamknięciu - rzuciła jeszcze przez ramię i szybkim krokiem ruszyła w kierunku drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz