czwartek, 2 marca 2017

Od Rose

  Usłyszałam wybuch. Poderwałam się szybko na nogi i zbiegłam z łóżka. Podążyłam w stronę okna, z oddali widziałam jak niemieckie bombowce masakrują Warszawę. Pierwsze co miałam w głowie to rodzice i Iza... i wszyscy z ruchu. 
  Szybko wybiegłam z domu, ignorując wołanie Marty za plecami. 
  Gdy byłam pod pierwszą, ledwo co stojącą kamienicą słyszałam krzyki ludzi. Jednak ja myślałam tylko o rodzinie. Gdy przebiegłam przez zniszczony chodnik i ulicę, raniąc sobie przy tym bose nogi, zakręciłam w moją, gdzie mieszkałam z rodzicami. Spojrzałam na ruinę, a dopiero po chwili poczułam jak dziwna, gęsta substancja zalewa powoli moje stopy. 
  Spojrzałam w dół, krew mojego ojca właśnie mnie podtapiała. Czułam się, jak tonę w krwi jego i mojej matki. Gdy nagle wszystko ustało, i uderzyła kolejna bomba zaraz za mną. Ale ja się nie poruszyłam, stałam w kałuży krwi, spoglądając na łzę spływającą po policzku mojej matki. 
  Odłamki kamienicy, szyb i kurz obijał się o moje ciało, a ja ani drgnęłam. Jedyne co poczułam to narastający ból. Utraciłam ich. Przez to, że wybrałam złą drogę. 









Gdybym wtedy była, gdy zginęli, nigdy nie musiałabym zawodzić ani Janka, ani Izy, ani nikogo z ruchu. Iza miała rację, że hańbię sama swój ród, dając obmacywać się jakiemuś szkopowi. Dawna ja, nigdy nawet przez chwilę nie posunęłaby się do tego, by robić to ale już nie dla kogoś, ale z przyjemności własnej i tego mężczyzny. 
  Michaela. 
-Przepraszam... - szepnęłam, słysząc każdy swój oddech. Każde westchnienie.
  Cisza narastała, a ja wiedziałam, że to sen. Tylko taki, który tonie od poczucia winy. Bo ja byłam winna za Izę, za rodziców. Mogłam z nimi zginąć i nie zawodzić nikogo. A tymczasem ja tonę w luksusach i pozwalam na nie tylko dlatego, że mam słabość do Niemca... 
  A to i tak z powodu moich nagłych decyzji. Mogłam wybrać życie brata czy Izy... choć tłumaczono mi wielokrotnie, że Iza żyje teraz dzięki mnie. A podejrzewam, że wolałaby zginąć niż być traktowaną przez obcych mężczyzn w takim miejscu jak Puff... 
  Zawiodłam... 

  Obudziłam się ze spokojem, ku mojemu zaskoczeniu. Jednak moja twarz tonęła w łzach, które musiałam wylać przez sen. Ból narastał, wstałam i spojrzałam przez okno na piękną Norwegię. Mimo tego, że tu jestem ja czułam się bardzo źle. Sen jak i codzienność powoli uświadamiały mi, że szczęśliwa nie będę dopóki Iza nie zazna spokoju i nie będzie blisko mnie. Bezpieczna.
  Stanęłam przy oknie, przegryzając delikatnie długi paznokieć. Dopiero po chwili zjawił się w drzwiach Michael, patrząc na niego nie odrywałam wzroku od zbudowanego ciała, od którego nie mogłam oderwać oczu mimo tego, że wiedziałam, że nie mogę tak patrzeć na Niemca.
-Co się tak patrzysz? - spytał obserwując moje ciało z równie wielkim pożądaniem.
-Zamyśliłam się... - szepnęłam dalej go obserwując.











-Może lepiej... się ubierz? - odparł z uśmiechem.
-Czyżby nie pasowało panu to jak aktualnie wyglądam? - uniosłam brwi.
  Zbliżył się, i przesunął dłońmi po mojej talii. Jego chłodne dłonie podziałały na moje rozgrzane ciało niczym porażenie prądem.
  Odsunęłam się od niego i usiadłam na łóżku.
-Coś nie tak? Rose, od paru dni mam wrażenie, że nie jesteś zbyt zadowolona...
-Bo nie jestem. Michael, Iza po naszym powrocie musi wyjść z Puffu. Damy jej nowe życie i nową szansę. Tak jak Ty dałeś mnie... takie drugie życie.
-Rose...
-Dopóki ona tam jest nie będę szczęśliwa ani z Tobą ani bez ciebie... musi być blisko mnie. Jak tylko się da. Przemyśl to.


  Wieczorem poszłam z Michaelem na pierwszy w rodzaju ''bankiet''. Luksus opływał wszystkim co złote, świecące i ''luksusowe''. Nie lubiłam klimatów takich jak Niemcy, jednak musiałam się przyzwyczajać. Gdybym chciała odejść od Michaela dawno bym to zrobiła. Jednak od chwili gdy wstałam nawet nie pozwoliłam mu się dotknąć.
  Dopiero po chwili gdy zatraciłam się w rozmowie z nowo poznaną Niemką, którą od razu polubiłam, zauważyłam, że Michael zniknął z sali.
-Coś nie tak? - spytała Anke.
-Nie... widziałaś Michaela?
-Wyszedł kwadrans temu... tam. - wskazała palcem a ja przeprosiłam ją na chwilę i wyszłam.
  Gdy zobaczyłam jak jakaś kobieta stoi przy nim i to dość blisko powoli ruszyłam w ich stronę. Nie mogłam nazwać tego zazdrością... nie wiem co to było. Ale nie mogłam znieść, że ktoś inny mógłby go dotknąć poza mną... tak. To zdecydowanie nie zazdrość.
  Stanęłam obok niego, opierając się o silne ramię Michaela. Kobieta uśmiechnęła się patrząc mu w oczy jakby oczarowana nim samym.











-Kto to? - spytała rozmarzona.
-Rose. - wyprzedziłam Michaela od odpowiedzi i kiwnęłam jej głową.
  Zmierzyła mnie od góry do dołu i uniosła brwi.
-Zadziwiasz mnie. Z wizyty na wizytę przyprowadzasz coraz ładniejsze. Niemka?
-Nie, Niemki są z natury odrażające. - uśmiechnęłam się szczerze do niej.
  Mój tekst widocznie ją obraził, bo poczuła się urażona. Zmarkotniała, poprawiła koszulę Michaelowi i ostatni raz zerknęła na mnie. I odeszła.
-Co to miało...
  Nawet nie słuchałam Michaela, podążyłam do auta gdzie czekał kierowca. Wsiadłam do środka i kazałam jechać, ale Michael zdążył wsiąść i zatrzymać samochód.
-Co ci jest? Co to było? To przyjaciółka...
-Pieprzyłeś ją, prawda? - spytałam rozbawiona.
  On spuścił wzrok i parsknął.
-Co ty...
-Dlatego tak patrzy na ciebie. Ona tego chce, więc wróć tam i ją pieprz. - mruknęłam. - Proszę jechać. - zwróciłam się do kierowcy.
-Nie, na mój rozkaz odjedziesz. - wtrącił. - Rose, czy ty jesteś zazdrosna?
-Nie, skądże znowu. - machnęłam ręką.
  Rozpuściłam włosy i westchnęłam.
-Mogę już jechać?
-Nie, zostajesz ze mną.
-Nie jestem twoją własnością, Michael! - krzyknęłam zirytowana.
  Po chwili doszłam do siebie.
-Przepraszam. Ja po prostu nie radze sobie od spotkania z Izą.
  Nagle zbliżył się do mnie i zapewnił, że zrobi co w jego mocy. Zsunął mi ramiączko sukienki i pocałował w ramię. Nie mogłam się opanować od cichego westchnięcia na jego sam dotyk.









Jednak po chwili wrócił mi rozum.
-Chcę jechać. Jestem zmęczona.
-Dobrze. Ja zostanę. Wrócę szybko.
  Wysiadł a ja odjechałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz