- Dziecko zjedz coś. Nie pomożesz jej głodując się.
Roztargniony odwróciłem się od okna. Spojrzałem na matkę stojącą w progu i załamującą ręce.
- Nie głoduje się - mruknąłem - Nie mam czasu po prostu.
- Jesteś akurat w domu. Dopiero wróciłeś z akcji. Musisz mieć siły - naciskała.
- Nie jestem głodny do cholery tak trudno to zrozumieć?! - krzyknąłem.
Mama zamilkła. Patrzyła na mnie bez słowa, gdy wszedł ojciec.
- Co tu się dzieje? - spytał patrząc to na mnie to na nią.
Zrobiło mi się głupio po tym bezsensownym wybuchu. Podszedłem do niej i przytuliłem ją mocno.
- Przepraszam mamo - szepnąłem - Ale naprawdę nie mam teraz głowy do takich rzeczy.
- Po prostu martwię się o ciebie - mruknęła patrząc na mnie tymi swoimi dużymi naiwnymi oczami dziecka. Odkąd pamiętam bardziej to ja czułem się w obowiązku opiekować nią niż ona mną.
- Nie masz o co - westchnąłem i odsunąłem się.
- Wytłumaczy mi ktoś o co chodzi? - wtrącił się zniecierpliwiony ojciec - Janek znów byłeś na akcji prawda?
- A co to ma do rzeczy? - burknąłem i usiadłem na sofie.
- Czy ty wiesz co się teraz dzieje na ulicach?!
Oho, zaczęło się.
- Niemcy szaleją po tym jak Anglia odparła ich atak. Jest 3 razy więcej łapanek.
- Przesadzasz tato.. - mruknąłem będąc już myślami daleko stąd.
Gdzie jest Iza? Co to miały być za lekkie prace? Jeśli ją tam przenieśli to dlaczego nie mogła wracać do domu? A może nie - nie mogła? Może po prostu nie chciała? Ale czy odeszłaby tak bez słowa? Nie byłem zawodowym uwodzicielem, ale widziałem, że coś tam jednak do mnie zaczęła czuć. Ona też musiała zauważyć, że mi na niej zależy. Więc czy zrobiłaby coś takiego? Nie tylko mi - ale babci i Tomkowi? Byłem pewny, że nie. A więc wracamy do punktu wyjścia. Co się stało, że tak nagle zniknęła? Gdzie była do cholery? A jeśli ona już...
Nie, nie chciałem o tym myśleć.
Nagle wpadł mi do głowy genialny pomysł. Jeśli dowództwo nic o niej nie wiedziało i nasi informatorzy z getta to..
Czy idealną osobą która na pewno orientowała się w jej położeniu nie była Zosia?
- Janek czy ty w ogóle słyszysz co do ciebie mówię?!
Uśmiechnąłem się do niego w odpowiedzi i czym prędzej ruszyłem do wyjścia całując po drodze mamę na pożegnanie.
- Nie mam już cierpliwości do tego chłopaka! - usłyszałem jeszcze ojca i przewróciłem oczami. Przed drzwiami wyjściowymi zobaczyłem strojącą się gdzieś Różę.
Gdy mnie zobaczyła drgnęła chowając pospiesznie szminkę.
- A gdzie to się wybiera? - spytałem rozbawiony.
Pierwszy raz widziałem swoją siostrę tak mocno umalowaną.
- Idę się spotkać z.. ee.. z Halszką.
- Z Halszką? - powtórzyłem - To dobrze, bo też się wybieram w jej okolice. Pójdziemy razem - otworzyłem jej drzwi a ona z wahaniem wyszła.
Gdy już szliśmy z chodnikiem, nagle przystanęła.
- Nie musisz mnie odprowadzać. Nie jestem dzieckiem.
- Ależ spokojnie czy już nie mogę swojej młodszej siostrze towarzyszyć w drodze w tych niebezpiecznych czasach?
- Przy tobie czuje się w większym niebezpieczeństwie - burknęła. - Jacyś Niemcy mogli cię zapamiętać po tych akcjach i zabiorą mnie razem z tobą - żaliła się.
Parsknąłem śmiechem.
- Dobra puszczę cię samą, ale mów gdzie idziesz.
- No mówiłam ci że do Halszki.
- Do Halszki się tak wystroiłaś?
- Tak. Będziemy miały sesję - zająknęła się lekko.
Moja siostra nie umiała kłamać.
- Sesję? Wow, to nieźle. Przejdę się, chętnie zobaczę tą sesję.
- Janek! - zaprotestowała.
- No co? - roześmiałem się.
- No dobrze już dobrze! Nie idę do Halszki! Idę z Tadeuszem! - wypaliła nagle.
Stanąłem w miejscu.
- Z Tadeuszem?! A to z jakiej racji?
- A co cię to w ogóle interesuje? - burknęła.
- Jesteś moją siostrą. Po za tym - przecież byłaś zakochana w Michale o ile się nie mylę.
- Nie mam zamiaru czekać na niego w nieskończoność - zacisnęła zęby - Tadeusz mnie zaprosił na niezobowiązujący wypad do kina.
- Wypad do kina? Wypad do kina?! - powtórzyłem rozzłoszczony - Ty wiesz co się teraz dzieje w kinach? Jedno właśnie dziś zagazowaliśmy gdy puszczali kolejną durną niemiecką propagandę!
- Nie krzycz tak - odparła oglądając się z przestrachem - Wielki pan podporucznik, przyszły dowódca batalionu a nie potrafi zachować podstawowych zasad konspiracji!
Popatrzyłem na nią zaskoczony. Rzeczywiście parę osób nam się zaczęło przyglądać, więc wziąłem ją pod ramie i ruszyłem przed siebie.
- Skąd u ciebie takie słownictwo hm?
Nie odzywała się.
- Róża, ty mi się lepiej do konspiracji nie pchaj - warknąłem.
- Bo co? Zabronisz mi? - zmrużyła oczy.
- Bo rozmówię się z Tadeuszem - odparłem i uśmiechnąłem się na widok efektu który wywołałem na jej twarzy.
- Tylko spróbuj mi coś takiego zrobić - syknęła i wyrwała się przyspieszając.
- Wrócimy do tego w domu! - krzyknąłem jeszcze za nią. W oddali zauważyłem zmierzającego ku niej Tadeusza. Zagotowało się we mnie ale przynajmniej wiedziałem, że jest bezpieczna.
Skręciłem na skrzyżowaniu. W oddali widziałem patrol niemiecki sprawdzającego jakiegoś Polaka. Ludzie w tej części miasta nie chodzili rozluźnieni i zadowoleni. Wszyscy wbijając wzrok w chodnik i zakryci przez różne części garderoby pospiesznie zmierzali ku swemu celu starając się nie wyróżnić.
Gdy nadjechał tramwaj wskoczyłem do niego. Nasza część była tak przepełniona, że musiałem stać na barierce żeby nawał tłumu nie wypchnął mnie na zewnątrz. Oczywiście część szwabów była prawie pusta. Jechał w niej tylko jeden gruby Niemiec który patrzył na nas z wyższością. Rozdrażniony odwróciłem wzrok. Nie chciałem żeby mnie coś jeszcze podkusiło i żebym wystartował do tego szwaba.
Gdy wysiadłem na przystanku ruszyłem w stronę domu Kamila. Miałem nadzieję, że powie mi gdzie jest ten jego Bartek, a ten z kolei doprowadzi mnie do Zośki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz