Było ciężko. Cieszyłam się że babcia jest przy mnie ale wolałabym aby nie była tu, teraz musiałam dbać i o nią i o Tomeczka. Mimo iż młody nie był moją rodziną zbliżyłam się do niego i traktowałam jak młodszego braciszka. To że znaleźliśmy się tu sami, bez rodziny zbliżyło nas do siebie. Nie mogłam go zostawić samego, zdanego na łaske losu.
-Iza jest źle.. Łapanka na szczury jest robiona.
Tomek dołączył to "Dzieci Szczóry". Była to organozacja powstała przez dzieci. Każde z nich było na tyle szczupłe (a raczej wychudzone) że mogło spokojnie przedostać się przez szczeliny w murach dzięki czemu przekazywali informacje. Dostawali za to jedzenie i wodę. Dzięki temu nie musiałam poświęcać swojej racji żywnościowej a można by powiedzieć że to Tomeczek "utrzymywał" naszą trójkę. Byłam z niego dumna.
-Jak to??-wyszeptałam.
Była noc, wszyscy wykończeni spali. Tylko ja z Tonkiem rozmawialiśmy.
-Dowiedzieli się o nas. Musimy teraz bardzo uważać. Obawiam się że przez to będę teraz miej dostawał zlecen i znowu będzie trudno z jedzeniem.
-Spokojnie, bądź ostrożny i dodatkowo się nie narażaj. Ja zadbam o resztę.
Wtulił się we mnie i szybko zasnął a ja zastanawiałam się co zrobić abyśmy z tego wyszli.
***
Pracowałam wykończona w fabryce. Ledwo stałam na nogach. Zmęczenie i brak wystarczającego jedzenia sprawiały że ledwo trzymałam się świadomości i tego co się dzieje. Przez przypadek upuściłam jedną z części a ona w czasie kontaktu z podłogą zniszczyła się.
Niemiec który akurat szedł zobaczył to.
-To ty dziwko Żydowska robisz!-wrzasnął i zamachnął się z całej siły zadając mi cios. Dostałam w twarz i upadłam na podłogę. Trzymałam się jedną ręką obolałego miejsca na twarzy.
-Odparacujesz to!!! Dziś nie dostaniesz jedzenia
Miałam ochotę krzyczeć, płakać, zrobić cokolwiek jednak wiedziałam że to nic nie wskóra a jedyne co się stanie to oberwałabym mocniej.
-Odpowiedz!!!-wrzasnął i kopnął mnie w brzuch.
-Tak jest..-jęknęłam zwijając się z bólu.
***
Wieczorem, późnym wieczorem szłam przez plac ledwo co stawiając kroki. Kiedy otworzyłam drzwi potknęłam się i upadłam. Tomek od razu podbiegł do mnie.
-Iza!!-powiedział przestraszony.
-Jestem po prostu zmęczona..-odparłam podnosząc się przy jego pomocy.
-Co Ci się stało w twarz??-zapytał.
Po tym uderzeniu od niemca zrobił mi się siniak a moja dolna warga była dwa razy większa.
-Nic.
Usiadłam na łóżku obok babci.
Spojrzałam na mnie ze łzami w oczach.
Przytuliłam się do niej delikatnie aby nie urazić obolałych żeber.
***
Następnego dnia także nie było łatwo.
Kiedy wracałam po pracy przez ten sam plac i skręcałam w strone miejsca gdzie "mieszkałam". Ktoś złapał mnie za rękę i zaciągnął w ciemny zaułek.
Chciałam krzyknąź lecz ten ktoś zasłonił mi usta.
-Spokojnie Iza.-wyszeptał.
Nie wiedziałam czy to sen czy po prostu tak było jużze mną źle ale nie mogłam uwierzyć w to kto jest właścicielem tego głosu.
Puścił mnie a ja odwróciłam się do niego twarzą.
Te same znajome oczy patrzyły na mnie z przerażeniem ale i także ulgą.
-Janek??-wyszeptałam.
On obejrzał mnie całą.
-Boże.. Co oni ci tu zrobili...
Co prawda byłam bardzo wychudzona, poobijana ze spuchniętą wargą i siniakiem na twarzy ale teraz byłam szczęśliwa a wszystko to co mnie spotkało odeszło w zapomnienie.
-To nic.. To nic..-wyszeptałam i zrobiłam to na co miałam ochotę.
Przytuliłam się do niego a on odwzajemnił ten gest. Czułam się tak jakby nie chciał mnie już wypuścić.
-Auć..-jękłam kiedy uraził mnie w obolałe żebra.
-Przepraszam-odparł odsuwając mnie na szerokość ramienia.
Spojrzałam na niego. Wszystkie zmartwienia znikły. Nie czułam już bólu ani głodu. Teraz liczyła się ta chwila która miałam nadzieje była prawdziwa a nie jakąś halucynacją czy snem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz