środa, 22 lutego 2017

Od Michaela

Stałem przed tłumem kilkudziesięciu wychudzonych, na w pół przytomnych Żydów, którzy lękliwie wbijali wzrok w buty. Czułem pewną satysfakcję przyglądając się im.  Oszuści, złodzieje bogacący się na porządnych obywatelach, skaza w narodzie niemieckim - i nie tylko - którą trzeba całkowicie zniszczyć i wyplenić. Ci tutaj mężczyźni byli w różnym wieku, ale wystarczająco silni by wychodzić poza mury getta i pracować. Przyglądając się im zastanawiałem się czy któryś zna się bliżej z tą Rudnicką. Jeszcze nie zdecydowałem co do niej na 100 % ale byłem prawie pewny w którym miejscu zasili szeregi pracowników.
- Powtarzam wam jeszcze raz żydowskie psy - przemówiłem - Jeszcze jeden taki wyskok jak wczoraj - jeszcze jedna próba ucieczki jednego z was - a kulkę w łeb nie dostanie tylko pięciu z was ale wszyscy - łącznie z ważnymi żonkami i bachorami.
Wymienili między sobą lękliwie spojrzenia, a ja uśmiechnąłem się z zadowoleniem pod nosem.
- Jeśli wszystko jasne, to odmaszerować - rzuciłem a strażnicy bijąc, popychając i szydząc z nich poprowadzili ich do miasta.
- Wiesz co Bruno wkrótce oni sami tam wyzdychają, nie trzeba ich nawet wywozić - parsknął Chris dołączając do mnie w drodze do budynku administracji. On miał swój przydział na Pawiaku, ale też angażował się trochę w pozbycie się tych żydowskich ścierw.
-  Zdziwiłbyś się - odparłem - Dranie mają swoje sposoby. W końcu tyle lat wyciągali z innych podstępem pieniądze. Wyobraź sobie, że teraz wykorzystują swoje bachory do zdobywania jedzenia. Nie zgadniesz jak się nazywają. "Szczury kanałowe" - wybuchnąłem śmiechem.
- Nazwa wyjątkowo trafiona - zawtórował mi Christian i wygłupialiśmy się aż do samej administracji.
- Idź, poczekam na ciebie i wyskoczymy coś zjeść - powiedział zatrzymując się przy drzwiach.
W biurze rzuciłem okiem na rozliczenia i wpisy. Miałem tu zaufanego człowieka, także wiedziałem, że wszystko jest w porządku. Dodatkowo jednak upewniwszy się wyszedłem zadowolony, że liczba Żydów powoli się kurczy.
Z Christianem pojechaliśmy do naszej ulubionej restauracji na Sławkowskiej. Oczywiście nur fur Deutche. Po obsłużeniu przez wyjątkowo nadgorliwą kelnerkę, odprężyłem się jednak czujnie obserwowałem wszystkich wokół.
- Muszę skończyć ten raport dla Fischera - mruknąłem - No i Hahn za niedługo wraca.
- Czyli skończą się luzy.
- Hm w sumie jeśli potrafi się go odpowiednio podejść..
- Ty akurat o to odpowiednie 'podejście' do ludzi nie musisz się martwić - parsknął - Czasem zastanawiam się czy ty masz jakiś szósty zmysł.
- Szósty zmysł mówisz? - uśmiechnąłem się rozbawiony popijając kieliszek całkiem niezłej whisky.
- Nigdy się do nikogo nie myliłeś. Chociaż ostatnio.. no cóż..
Uniosłem brwi wiedząc już do czego dąży.
- No słucham. Zapewne znowu chodzi ci o Rose.
- Rose - parsknął, ale widząc moje imię szybko spoważniał - Rozmawiałem z nią w kasynie i..
- Właśnie widziałem. Cieszę się, że łapiesz z nią dobry kontakt - mrugnąłem do niego.
Popatrzył na mnie jak na wariata.
- Mich powiem wprost. Ta dziewczyna mi się zdecydowanie nie podoba.
- I dobrze - odparłem obojętnie przyglądając się pewnemu oficerowi siedzącego z tyłu - Nie musi ci się podobać. Spójrz, czy to czasem nie Heckman?
Chris odwrócił się dyskretnie i rzucił na niego okiem.
- Taak.. Istotnie on.. Ale Mich posłuchaj..
- Jeśli zamierzasz dalej drążyć temat Zofii to radzę ci zaniechać tego pomysłu - przerwałem mu spokojnie bawiąc się kieliszkiem - Ona jest i będzie przy mnie. Zrobię z niej prawdziwą niemiecką kobietę. Dzieciaka też utemperuję z czasem. A później kto wie, kto wie..
Mina mojego przyjaciela wyrażała w tym momencie tylko jedno - "ty chyba oszalałeś".
- Bruno ty nie mówisz poważnie - wykrztusił w końcu - Wiążesz z nią jakieś poważniejsze plany ?
Wzruszyłem ramionami.
- Nie wiem co przyszłość przyniesie. Ale nie nudzi mi się pod żadnym względem a pod każdym - fascynuje. Nie zamierzam łatwo z niej zrezygnować.
- Czy tobie po prostu nie chodzi o ten 'zakazany owoc'? Że jest Polką, w dodatku z ruchu oporu,  nie możesz z nią być i te sprawy? Słuchaj ja ci dziesiątki takich mogę załatwić, ale błagam nie ona..
- Ale coś ty się jej tak uczepił - uniosłem się lekko poirytowany. Już przestałem się bawić kieliszkiem - Nawet jej dobrze nie znasz.
- Po prostu wiem, że nie ma do ciebie czystych zamiarów. Ona coś knuje. Przy najbliżej okazji wbije ci nóż w plecy i pobiegnie ratować tych brudnych Polaczków..
Przewróciłem oczami.
- Mylisz się bracie. Z łatwością ich się wyparła. Zrozumiała gdzie jest jej właściwie miejsce.
Christian złapał się za głowę.
- Boże Bruno co ta kobieta ci zrobiła..
Zmierzyłem go chłodnym spojrzeniem.
- Możesz mówić co chcesz - i tak zdania nie zmienię. Za 3 dni wyruszam na konferencję do Norwegii. Mam zamiar zabrać ją ze sobą.
- Oo to pięknie się zapowiada. Może od razu podróż przedślubna? Ale wiesz co radziłbym ci wszędzie nosić za sobą dokumenty i zamykać wszystko w sejfie. A w nocy postawić sobie strażnika przy łóżku - no wiesz na wypadek gdyby miała cię zamiar udusić własnymi pończochami - zakończył ironicznie Chris.
Przewróciłem oczami, ale parsknąłem śmiechem.
- Ty to masz wyobraźnie Christian. To tylko parę dni. Będę musiał szybko się uwinąć bo przyjeżdża Liesel.
- Liesel? - wykrztusił i nabrał dziwnego, purpurowego koloru na twarzy.
Przyglądałem mu się z zainteresowaniem gdy usiłował zgrywać pozory obojętności. Ja i tak znałem prawdę - Chris dawno temu podkochiwał się długo w mojej siostrzyczce. Niestety młodej i kapryśnej artystce biedak szybko się znudził i gdy wyjechała na studia do Wiednia 'wielka' miłość musiała się zakończyć. Chris miał powodzenie u kobiet, ale przez dłuższy czas wszystkie odrzucał wiernie na nią czekając. Gdy cierpliwie przeczekał rok, aż do jej przyjazdu na wakacje dowiedział się, że nie wróciła sama - a z kochankiem, zresztą nie pierwszym i nie ostatnim. Biedak załamał się, lecz żeby odegrać się na niej szybko związał się z pierwszą lepszą - Federicą, która wkrótce potem została jego narzeczoną.
Sam nie wiedziałem czy naprawdę coś do niej czuł, ale byłem jednego pewny - Chris nigdy nie przestał czegoś czuć do Liesel i byłem pewny, że gdy ta tylko pojawi się w Warszawie, mogą się podziać różne rzeczy.
- Ma przyjechać w następnym tygodniu - odparłem swobodnie. Widząc męki przyjaciela zmieniłem temat - A jak z Federicą?
Wdzięczny mi zaczął nawijać jak najęty, jak to dobrze im się układa. Słuchałem go, jednak myślami byłem już w domu - przy Zofii. Musiałem jeszcze skoczyć na gestapo i wieczorem powinienem być już w domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz