Gdy Johan wyszedł relacjonując, że 'zbliża się powoli' do tej dziewczyny i że zabiera ją do kina, doradziłem mu kąśliwie że jak się szybciej do niej nie 'zbliży' to sam zbliży się do mogiły. Później gdy dogadywałem szczegóły wyjazdu z wujem, nie mogłem się na niczym skupić, co szybko zauważył.
- Michael, co z tobą? - spytał niespodziewanie - Ty mnie w ogóle słuchasz?
Wyrwany z zamyślenia, przytaknąłem.
- Tak tylko tak po prostu hm.. zamyśliłem się.
- Zamyśliłeś się? - powtórzył ironicznie. Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę - Miałem tą kwestię poruszyć później, ale skoro już zeszliśmy z dosyć w a ż n e g o tematu to.. Jak się ma sprawa z tą polską dziewuchą?
- A jak ma się mieć? - spytałem obojętnie, choć umysł pracował mi teraz na wysokich obrotach.
- Wiesz co już w jej sprawie? Zdradziła ci jakieś przydatne informacje?
- Pracuję nad tym - uciąłem.
Albert popatrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Od tak długiego czasu? Zazwyczaj wystarczył ci dzień - dwa przesłuchiwań i wiedziałeś wszystko nawet od tych najtwardszych 'patriotów' - prychnął - Może by czas zastosować t r a d y c y j n e metody? Odkąd tu jest nie zauważyłem na niej najmniejszego siniaka.
Drgnąłem.
- Ma rany - mruknąłem.
- Ale nie zadane od ciebie - odparł i podniósł się z siedzenia. Zaczął się przechadzać po pokoju - Jest kryminalistką występującą przeciwko III Rzeszy. Nie interesuje cię to? Albo to, że przez nią zginęli nasi ludzie..?
- Sami są sobie winni - burknąłem - Wystarczy tylko że któraś zamacha im biustem przez oczyma i biegną do niej jak psy..
- Widzę, że nie tylko i m zamachała 'biustem' - spojrzał na mnie znacząco.
Wybuchnąłem głośnym, nienaturalnym śmiechem.
- Co ty mi sugerujesz wujku? Że interesuje mnie ta brudna, polska dziewucha? Gdyby bicie jej coś dało, już dawno bym to zrobił.. Ale to wyjątkowo twarda sztuka. Prędzej bym ją zabił niż coś z niej wydusił. Ona sama nie chce już żyć. Straciła rodziców. Został jej tylko brat.
- Brat? - zainteresował się Albert.
Podchwyciłem trop.
- Taak.. Zamierzam go odszukać za pomocą naszych ludzi i sprowadzić go - ten pomysł wpadł mi dosłownie w tym momencie. A jaki był genialny.. - Wtedy wszystko się dowiemy.
- Hm.. A może ktoś inny przejmie za ciebie to śledztwo..? Masz teraz dużo spraw na głowie.
- Nie - uciąłem krótko wstając - To moja sprawa. I nie życzę sobie by ktokolwiek się w to mieszał - popatrzyłem mu prosto w oczy.
Uniósł ręce w obronnym geście i zaśmiał się lekko.
- Dobrze już dobrze. Strasznie drażliwy dziś jesteś - przyjrzał mi się uważnie - Wróćmy do ważniejszych spraw..
Trzy godziny później siedziałem z Christianem w kasynie w towarzystwie dwóch nowo poznanych młodych Niemek. Jedna z nich aktualnie wisiała mi na ramieniu szepcząc mi coś do ucha, ale nie słuchałem jej zbyt uważnie skupiony na grze. Popiłem whisky i zmrużyłem oczy obserwując swoje karty. Miałem dobre rozdanie i dosyć spore szanse na wygraną.
Christian aktualnie zabawiał się z tą drugą na skórzanej sofie. Już godzinę temu stwierdził, że nie ma dziś szczęścia i wolał nie przegrać kolejny raz.
Zerknąłem na niego kątem oka. Był kompletnie pijany i właśnie całował się z tą dziewczyną. Zastanawiałem się czy przerwać to zanim będzie za późno - kręciło się tu sporo naszych znajomych, a jeśli to doszłoby do Fede nie darowałby mi.
Postanowiłem dać im jeszcze chwilę czasu. 10 minut później gdy wygrałem całkiem niezłą sumkę, podszedłem do Chrisa z uczepioną u mojego boku dziewczyną.
- Wracajmy już może - mruknąłem mu do ucha rozbawiony.
- Noc jeszcze młoda! - krzyknął i uniósł kieliszek - Nie bądź taki Bruno..
- Chris jutro rano wyjeżdżam, muszę się wyspać.. - zacząłem, ale nie słuchał mnie.
Dziewczyna od dłuższego czasu ciągnęła mnie na górę do pokoju pod pretekstem dopadającej jej 'migreny'. Spojrzałem na nią po raz pierwszy dłużej od jakiegoś czasu. Przez myśl przewinęła mi niespodziewanie Zofia i drgnąłem.
Nie, to już jakaś paranoja.
- Chodźmy - mruknąłem.
Szybki numerek jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Ledwo wyszliśmy na górę i zamknąłem za nami drzwi, zaczęła mi rozpinać mundur i koszulę. Rozbawiony miałem ochotę rzucić jakiś komentarz w sprawie jej 'migreny', ale pozwalałem jej zrobić swoje.
Po wszystkim od razu podniosłem się z łóżka i ubrałem się. Dziewczyna popatrzyła na mnie z żalem.
- Nie zostaniesz..?
- Muszę wracać - odparłem sucho. Nawet się z nią nie pożegnałem, tylko szybko wyszedłem z pokoju.
Christiana znalazłem śpiącego na sofie z kieliszkiem w ręku i w towarzystwie już trzech dam. Pokręciłem rozbawiony głową. Wyszedłem przed kasyno i zawołałem szofera aby pomógł mi go wynieść. Radke pomógł mi go wsadzić do samochodu i po chwili odjechaliśmy.
Na następny dzień wpadłem rano do gestapo aby wydać ostatnie polecenia. Rozkazałem Neumanowi aby przekazał reszcie strażnikom że nikt ma nawet nie ruszyć Zofii. Do mojego powrotu - tj. pojutrze wieczorem - miała zostać w stanie nienaruszonym, odpowiednio karmiona i pilnowana. Poleciłem też, aby jak najszybciej odnaleźli jej brata. Neumann zapewnił mnie że sam osobiście wszystkiego dopilnuje. Lekko uspokojony zabrałem ostatnie dokumenty, pożegnałem się z paroma osobami i w końcu wyszedłem z budynku.
To miała być wyjątkowo ważna konferencja, otwierająca przede mną wiele nowych drzwi jednak miałem nadzieję to szybko załatwić i wrócić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz