wtorek, 14 lutego 2017

Od Rose

  Obudziłam się wcześnie rano, wcale nie zmrużyłam oka. Czułam wewnętrzny niepokój, a także targał mną smutek jak i zarówno ból głowy. Rzeczywiście, za dużo sobie pozwoliłam ubiegłego wieczoru... jednak nie żałowałam ani chwili spędzonej tam. A chyba powinnam żałować. Gdy usłyszałam jak tylko Michael schodzi na dół poszłam jego śladem skradając się bezszelestnie.
-Przecież cię słyszę, Rose. - parsknął Michael stojąc do mnie plecami.
  Przegryzłam wargę niepewnie i miałam ochotę palnąć się w czoło. Czasami zachowywałam się kompletnie dziecinnie i nawet tego nie dostrzegałam. Ta dawna beztroska Zośka gdzieś we mnie siedzi, jednak na ten moment musiałam trzymać emocje na wodzach.
-Mógłbyś mnie podwieźć do centrum. - oznajmiłam.
  Odwrócił się do mnie pełen zaskoczenia.
-A coś pilnego wzywa cię niezwłocznie do miasta? - spytał patrząc mi w oczy.
-Owszem.
-A co takiego, mogę wiedzieć?
-Nie. Po prostu podwieź mnie, o tak wiele proszę?
-Ty nie prosisz. - zaśmiał się. -Ty mi chyba rozkazujesz.
-To jak? - uniknęłam uwagi.
-To niebezpieczne, teraz szczególnie gdy są odstrzały...
-Możesz to przecież dziś przerwać, prawda? Rozkazać im, żeby...
-Chyba nie sądzisz, że zrobię to tylko dlatego, że mnie o to prosisz.
-Hm... - namyśliłam się szybko. - Właśnie tak myślę.
-Masz dwie godziny. Od 12 pewnie się zacznie.
  Zmrużyłam podejrzliwie oczy. Co mu tak zależy na moim bezpieczeństwie?
  Traktowałam to z dystansem, całą tą sytuację. Jednak gdy tylko dotarłam do centrum wysiadłam z samochodu pod gestapo wraz z Michaelem. Zdziwienie szkopów nie uszło mojej uwadze, jednak z uśmiechem podziękowałam kierowcy za dowiezienie mnie na miejsce a Michaela minęłam chłodno i podążyłam w swoją stronę.
  Weszłam do baru, gdzie pierwszy raz zasiadłam przy niemieckim barze wraz ze szkopami. Niezwłocznie musiałam przyuważyć jednego z takich mniej uległych jak Michael, który nawet mi słowem nie piśnie o planach dotyczących getta. A musiałam nadzorować to które było najbliżej.
  Gdy w końcu ujrzałam chłopaka wchodzącego do baru w niemieckim mundurze z paroma odznakami od razu chciałam przystąpić do akcji, jednak ten ku mojemu zdziwieniu mnie uprzedził. Ukrywał twarz pod czapką, skinął głową do stolika w kącie i tam się skierowaliśmy, z dala od całej reszty Niemców.
-Zofia Nowacka, zgadza się? - spytał szeptem po polsku.
  Zaskoczona nie miałam pojęcia co powiedzieć.
-Jestem od Kuby i Kamila, spokojnie.
-Od... co takiego? Skąd mnie poznałeś?
-Śledzę cię od jakiegoś czasu. Kuba i Kamil chcą odzyskać Izę. Wierzą, że ty w tym pomożesz jeśli cię znajdę.
-Jesteś przecież szkopem...
-Ale moja matka jest polką. Ojciec Niemcem. Po śmierci matki mnie przygarnął, od tamtej poru służę po tej mocniejszej stronie. Nie mówmy o tym. Sprawa jest poważna. Miałem cię znaleźć i musisz pomóc. Wiem, że zaprzyjaźniłaś się z bardzo silnym szkopem, Michaelem Brunem Heydrichem. Nie wiem jak to zrobiłaś, ale już przynajmniej wiem, że jesteś mocnym źródłem. I nie wiem, czy jesteś jakimś pionkiem w jeszcze niezaczętej grze Heydricha, ale jestem pewny, że nie zostawisz Izy.
-Co z Izą?
-Zmasakrowaną dostarczyli do getta. Kuba i Kamil kazali mi cię odnaleźć bo ruch oporu nic nie może poradzić na zaistniałą sytuację.
  Zaczęłam panicznie błądzić wzrokiem po barze, wzbudzając tym zainteresowanie barmana, którego poznałam niedawno. Musiałam się uspokoić, jednak ogarniała mnie wściekłość.
-Musisz działać powoli i z rozsądkiem. Nikt nie może wiedzieć, że wam pomagam.
-Czemu my mamy ci ufać? - wycedziłam przez zęby.
-Bo przyjaźniłem się z Kamilem w dzieciństwie. Ty może mnie nie pamiętasz.
  Przyjrzałam się jego pół zasłoniętej twarzy.
-Bartek? - zdziwiona zerknęłam na niego.
-Anton. - poprawił mnie. - Musiałem się zmienić. Tak jak ty. Skoro się ukrywasz pod postacią Niemki to pewnie nie chcesz by ktokolwiek z ruchu wiedział o tobie.
  Bardzo nierozsądnie ze strony Kamila i Kuby że zaufali szkopowi... jednak... ja też się stałam jedną z niemieckich psów...
-Jak uratować Izę? - spytałam zrozpaczona.
-Ma niewiele czasu. Musisz porozmawiać z Michaelem.
-On nic nie zrobi...
-Jest na silnej pozycji... nie wiesz, jaki jest dla całej reszty... jest okrutny, bezwzględny, jak każdy szkop. Jednak gdy obserwowałem ciebie przy nim jest zupełnie inny. Wie, kim jesteś od początku jednak nie podnosi na ciebie ręki. Boją się go. A Ty jedyna nie czujesz strachu.
-Myślisz, że mnie posłucha? Ma też mojego brata...
-On jest traktowany bardzo dobrze, jednak... tęskni za tobą. Jest załamany. Nie chce nic jeść, parę razy byłem wysyłany do niego. Nienawidzi szkopów tak jak ty.
  Ugryzłam się w język. Przez to, ile czasu spędzam z Michaelem zaczęłam zupełnie inaczej patrzeć na to wszystko... wiedziałam, że to źle ale nie umiałam tego zatrzymać.
-Zrobię co w mojej mocy. Jednak nie pokazuj się więcej ze mną. Michael jeśli się dowie zacznie mnie wypytywać.
-Jasne. Muszę iść.
-Powiedz chłopakom, że Iza stamtąd wyjdzie. Żywa.
 
  Wieczorem czekałam na Michaela niecierpliwie, cała w rozsypce. Gdy wszedł do środka i mnie zobaczył, stanął jak wryty. Moja czerwona od łez twarz nawet na chwilę nie przestała być mokra. Cała drżałam. Wściekła piorunowałam go wzrokiem.
-Czemu mi nie powiedziałeś... że Iza jest w...
  Westchnął.
-Dowiedziałem się w gestapo zaraz gdy...
-Wydostań ją. Proszę. Musisz coś zrobić. - poprosiłam błagalnie.
-Mało mogę zrobić. Zaczną coś podejrzewać...
-A ze mną cokolwiek podejrzewali?! Ktokolwiek?! Michael, musisz... I chcę brata. Chcę go odzyskać.
  Załamał ręce.
-Może usiądziemy.
-Nie. Jutro przyjdę do gestapo o dziesiątej. Masz być. Uzgodnimy wszystko co i jak się odbędzie. Zgodzę się na wszystko, przysięgam. Byleby wyszła z tego cało i zdrowo. Przemyśl to. Będę jutro.

  Dopiero na następny dzień obudziłam się spokojniejsza. Byłam niemal pewna, że uda mi się wybłagać Michaela o uratowanie przyjaciółki.
  Stanęłam pod gestapo, właśnie wychodził.
-Chodź do mojego gabinetu. - skinął głową w stronę budynku.
  Zmierzyłam go niepewnie. Gdy wchodziliśmy do środka zaczepił nas wuj Michaela. Aż mnie skręciło, to pewnie on zmasakrował Izę.
-A to kto? - rozłożył ręce z uśmiechem.
-Rose. - odparł pewnie i całkiem opanowany z uśmiechem na ustach.
-Nowa? Obiło mi się o uszy o przed wczorajszym wieczorze. Narzeczona?!
  Przewróciłam oczami nerwowo.
-Pogadamy o tym później, teraz muszę omówić...
-Tak oczywiście. - zaśmiał się, jakby myślał, że będziemy tam robić niestworzone rzeczy.
  Weszliśmy.
-Ja naprawdę nie mogę nic zrobić.
-Możesz. Przekracza to twoje ambicje? O co chodzi?
-To żydówka, Rose.
  Zamarłam. Nawet ja o tym nie wiedziałam.
-Co?
-Żydówka. - powtórzył. - Musi tam być i umrzeć razem z resztą.
-Nie. Błagam... zrób to... dla... dla mnie... ja... ja zrobię co tylko zechcesz, będę nawet do końca życia robić co tylko zechcesz ale proszę uwolnij ją z getta...
-Jaki plan proponujesz?
  Wyprostowałam się pewna siebie patrząc na niego.
-Myślałam, że pierwszą część planu pozostawię tobie. Masz na to dzień, by obmyślić jak przebiegnie akcja. Gdy wszystko się uda, jeden z tych zaufanych szkopów weźmie ją i przywiezie do twojego domu. Ja zadbam o wszystko i o to, by przywykła do nowego życia. Będzie tak jak ze mną. Potem skontaktuje się z jej bliskim przyjacielem, który wywiezie ją z dala od tego koszmaru. Mnie nawet nie pozna... Wszystko będzie tak, jakby Zośka nie istniała. Będzie tylko Rose. I mój brat... w ciągu paru dni ma znaleźć się przy mnie. Oczywiście nie możesz go sam tu przywieźć, pewnie nienawidzi cię bardziej niż pozostałych szkopów, ale to będziemy przerabiać jeszcze później.
  Namyślił się chwilę.
  Machnął ręką i westchnął.
-Dobrze, pomyślę o tym, jasne? - zapalił papierosa a ja spojrzałam na niego z szerokim uśmiechem.
-Wiedziałam, że się zgodzisz... wiedziałam...
-Nie powiedziałem, że się zgadzam. - odparł oschle. - Pomyślę. Nic nie obiecuję. - zaciągnął się i powoli wypuścił dym z ust odwracając ode mnie wzrok.
  Ja szybko uwiesiłam mu się na szyi i podskakując zjawiłam się obok drzwi łapiąc za klamkę.
-Dziękuję. - odparłam promieniejąc i wyszłam.
  Wszyscy patrzyli na mnie dziwnie, gdy w podskokach opuszczałam teren gestapo krocząc na spotkanie z Antonem powiadomić go, żeby przekazał Kubie i Kamilowi, że Iza wyjdzie cało. Natomiast musiałam dowiedzieć się co teraz z Jankiem... musiałby zadbać o bezpieczeństwo Izy. Choć... wiedziałam, że po takiej zmianie będzie trudne zaakceptowanie jej nowego życia... nie było wyjścia. Miałam nadzieję, że Michael zrobi wszystko co w jego mocy... musiało się udać... Iza nie może tam zostać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz