***Od Johana***
Zanim tym razem spotkałem się z Izą całą noc i cały dzień szukałem jakiejś jej historii w naszych dokumentach, szperałem po urzędach.
-Jej babcia, Rudnicka miała tylko jedno dziecko, córkę. Były czystymi polkami. Z kim się matka Izy pobrała? Kto jest ojcem?
Nigdzie nie było wzmianki o ojcu Izabelli. Zaczynało mnie to zastanawiać.
Ojciec na pewno nie był nie znany. Nie powinien.
Przejrzałem dokumenty ze szpitali z roku jej urodzenia.
W końcu po kilkunastu godzinach znalazłem.
Ojcem był niejaki Leon Bauer.
-Bauer.. Bauer.. Bauer..
Szybko pojechałem do jednego z budynków gdzie trzymaliśmy dokumenty dotyczące polskich żydów.
-Mam..-odparłem po jakimś czasie.-Leon Bauer wraz z żoną Joanną. A więc żydówka..
Miałem teraz asa w rękawie. Jednak musi on teoche poczekać zanim powiadomie o nim odpowiednich ludzi. Na razie musiałem skupić się na wydobyciu od Izy informacji o ruchu oporu. Jeśli się uda to upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu.
***
Wieczorem podjechałem po Izę. Jak zwykle wyglądała ślicznie. Włosy dziś upięła. Była ubrana w czarną ołówkową spódnicę a w nią wpuszczoną miała jasno granatową koszulę. Na ramionach miała czarny płaszczyk. Mimo że była moją ofiarą, ofiarą podstępu, na prawde mi się podobała. Gdyby nie nowe fakty, mógłbym nawet wziąść ją na poważnie. Jednak jej pochodzenie sprawiało że to nie wchodziło w grę.
-Gdzie mnie zabierasz?-zapytała kiedy jechaliśmy.
-Niespodzianka.
Miałem zamiar zabrać ją na kolację do restauracji tuż niedaleko getta gdzie zgineli jej rodzice.
***
Na miejscu Iza była jakaś osowiała.
-Coś się stało?-zapytałem.
-Nie.-odparła lecz wiedziałem że zerkała na mur odgradzający ludność od żydów.
-Chodź. Zjemy coś.
Przez całą kolacje Iza tylko przerzucała jedzenie na talerzu z jednego miejsca na drugie udając tyn samym że je. Domyślałem się co ją trapi. Taki był plan.
-Przykro mi ze musimy byc obok getta jednak tylko tu mieli wolne stoliki.
-Co?-wyrwała się z zamyślenia.-A.. Nie to nic..
-Jeśli tak uważasz.
-Przekazałeś Zosi to o czym Ci mówiłam?
-Tak.
-A ona na to..?
-Nie wiem. Przerwano nam. Zabrali ją na przesłuchanie.
-Bardzo z nią źle?
-Jeszcze nie.
***
Po kolacji odwiozłem ją pod dom. Zbliżała się bowiem godzina policyjna.
-Do zobaczenia-odparłem.
-Do zobaczenia.
Odjechałem widząc w lusterku ją, jak stoi przy drzwiach i patrzy się na mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz