Nie, tak być nie mogło.
- Powiem Hildzie żeby dała ci możliwość wzięcia kąpieli i dała jakieś ubrania na zmianę - odezwałem się nie spuszczając z niej wzroku.
- Dla każdej więźniarki jest pan taki litościwy? - spytała ironicznie.
Parsknąłem szczerym śmiechem. Obserwowała mnie niepewnie zastanawiając się pewnie, czy nie posunęła się za daleko.
- Może w końcu usiądziesz? Porozmawiamy normalnie. O proszę nawet w geście dobrej woli naleje ci trochę wina - dodałem i z rozbawieniem przyglądałem się jej minie pełnej dezorientacji.
- Może mi pan dolewać czego pan chce, zapewniać luksusy i być podejrzanie miłym. I tak n i c panu nie powiem - powiedziała drżącym głosem.
Wciąż lekko się uśmiechając wstałem od biurka i stanąłem za nią. Stałem tak dłuższą chwilę z rękami w kieszeniach spodni. Po dłuższej chwili zapaliłem papierosa i dmuchałem jej dymem w szyję. Zauważyłem u niej dreszcze i uśmiechnąłem się pod nosem. Gdy wypaliłem już całego, spokojnie go zgasiłem i przemówiłem tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Siadaj.
W końcu nogi same się pod nią ugięły i posłusznie usiadła.
Oparłem się rękami o oparcie krzesła i pochyliłem się nad jej uchem.
- Wytłumaczmy sobie coś skarbie - szepnąłem - Może nawet nie zdajesz sobie sprawy w jak dobrej sytuacji jesteś. Mogłabyś już leżeć nieprzytomna, pozbawiona honoru i szacunku do siebie. Potwornie okaleczona i nie zdolna aby nawet skorzystać z toalety - zaśmiałem się złowrogo - A jednak siedzisz nienaruszona w moim gabinecie, mogąc ze mną normalnie porozmawiać, a nawet dostając propozycję odświeżenia się i napicia się wina. Nie doceniasz swojej szansy - powtórzyłem jeszcze raz i powróciłem na swoje miejsce za biurkiem.
- Wszystko byłoby piękne, gdybyś robił to bezinteresownie - wycedziła - nie wiem już jakie są twoje intencje, ale na ten moment wszystko mi jedno. Możesz mnie zabić tu i teraz, nawet lepiej by było - znów zadrżał jej głos i zauważyłem łzy w oczach.
Nie wiem co się stało, ale poczułem coś dziwnego. Odpuściłem jej nawet to przejście na 'ty' z jej strony. Przypatrywałem jej się przez dłuższą chwilę w milczeniu. Co ona miała w sobie czego nie miała żadna inna? Czym tak przyciągała? Widziałem już o wiele piękniejsze kobiety, ale żadna z nich nie miała tego 'czegoś'. Wiedziałem natomiast czym się różniła. Była wyjątkowo uparta i odporna na moją osobę. Nawet nie wiem, kiedy wyznaczyłem ją sobie na swój kolejny cel. Cel inny niż dotychczas - nie miałbym większego problemu 'odwiedzić' ją w nocy w celi i trochę się zabawić.
Postanowiłem sobie że sama do mnie przyjdzie.
Gdy dotarło do mnie że jej osoba interesuje mnie o wiele bardziej niż skrywane przez nią informację, wściekłem się sam na siebie. Zawsze opanowany, chłodny w emocjach teraz popadłem w coś innego. A przecież byłem przykładnym Niemcem, porucznikiem mającym wpływy który przykładał się do tego że dziennie ginęły setki takich jak ona.
Brudnych Polek.
Rozdrażniony tą całą sytuacją przestałem się uśmiechać i sam nie zdawałem sobie sprawy, jakim teraz spojrzeniem ją mierze.
Bała się, a ja nie chciałem czuć się winny.
Nie chciałem żeby odezwały się we mnie jakieś ludzkie uczucia do mojego wroga.
- Neuman! - krzyknąłem.
Strażnik przestraszony wszedł po chwili.
- Zabierz ją - odparłem sucho.
Neuman wyprowadził ją z lekkim uśmieszkiem, a ona wlepiała we mnie te swoje duże, cudne oczy bez większego zrozumienia.
Boże, dość.
Napiłem się dwóch kieliszków koniaku i ruszyłem korytarzem na dół. To tam najczęściej przeprowadzano przesłuchania. Miałem jeszcze trochę czasu, a musiałem się wyładować. Za godzinę Albert miał omówić ze mną ostatnie szczegóły, przed moim wyjazdem na konferencję po jutrze. Później Joachim miał mi zrelacjonować postępy z tą polską dziewuchą, a wieczorem wychodziłem z Christianem do kasyna.
Przez drugie drzwi usłyszałem głos Hanza, więc pewnie wszedłem do środka.
Jak się okazało Hanz nie był sam. Towarzyszyli mu Keller i Luft, a po środku siedział widziany mi już parę razy gruby człowieczek.
Widząc mnie wszyscy szybko zasalutowali. Bliski rangą był mi tylko Keller z którym utrzymywałem dobre, acz chłodne stosunki. Luft i Hanz byli o wiele niżej i odwalali tą 'najbrudniejszą robotę'
Teraz ten ostatni w popłochu pobiegł od górę od swojego munduru i wciąż blady po dzisiejszym spotkaniu przemówił.
- SS - Oberstumfuhrer Heydrich, pan tutaj ?
Uśmiechnąłem się kpiąco i zacząłem się przechadzać po pokoju.
- Co to za sprawa? - spytałem lekko stając za nieznanym człowiekiem.
Hanz szczerze zdziwiony zerknął na Lufta. Z reguły nie interesowałem się takimi błahymi sprawami, a przesłuchania prowadziłem tylko w tych poważniejszych przypadkach - lub kiedy miałem ochotę i czas, a tego ostatnio było wyjątkowo mało.
- Przesłuchiwany nazywa się Jacek Matuszak poruczniku - pospieszył z wyjaśnieniem Luft - Jest podejrzany o udzielanie wysokich pożyczek przedstawicielom ZWZ. Nasz informator doniósł nam że widział się w tą sobotę z pułkownikiem Orłowskim. Chcemy się dowiedzieć jaki był cel tego spotkania.
- Panowie to jakaś pomyłka.. - zaczął dukać grubas.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Zostawcie nas - rzuciłem krótko.
Wymienili między sobą zdziwione spojrzenia, ale Hanz posłusznie krzyknął 'tak jest' i po chwili wyszli nie kryjąc ciekawości.
Gdy zamknęli za sobą drzwi, oparłem się wygodnie o biurko i zapaliłem papierosa.
- No panie Matuszak - odezwałem się po chwili - Mam dziś wyjątkowo paskudny humor i szczerze powiedziawszy ma pan pecha, że na mnie trafił. Radziłbym więc współpracować, bo inaczej wątpię żeby dożył pan jutrzejszego dnia.
- Ale to jakaś pomyłka... Ja nic nie wiem.. Nic nie powiem - zaczął dukać.
- To w końcu nic nie wiesz czy nic nie powiesz ty polski śmieciu? - warknąłem i jednym celnym kopnięciem podciąłem mu krzesło. Matuszak z jękiem upadł całym ciężarem na podłogę.
Spojrzałem na niego z obrzydzeniem.
- Po co ty chodzisz po tym świecie - parsknąłem śmiechem.
- Nie wiem... - wyszeptał i nagle zaczął płakać.
Podniosłem sobie krzesełko i usiadłem na nim patrząc na niego z góry.
- Powiedz mi Matuszak, jak własna żona cię znosi?
- Nie mam żony - wystękał.
W odpowiedzi kopnąłem go mocno w plecy.
- Nie kłam ofermo - wysyczałem - Widzę blady ślad po obrączce na twoim palcu. W sumie to jakoś nie bardzo mnie to interesuje. Wyjaśnisz mi o czym to rozmawialiście z panem pułkownikiem i będziesz mógł wracać do żonki.
- Ale to nieporozumienie naprawdę, ja mogę obiecać.. - zaczął dukać, ale przerwałem mu z ciężkim westchnięciem.
- Cóż.. trochę daleko mi do popielniczki panie Matuszak - mruknąłem rozbawiony i lekko pochyliwszy się, przystawiłem mu rozżarzonego papierosa do brwi.
Zaczął się niemiłosiernie drzeć, a ja w odpowiedzi tylko się śmiałem. Gdy poczułem swąd palących się włosów, podszedłem do biurka i chwyciłem czajnik pełen wrzątku pozostawiony przez Hanza. Gruby widząc to rozszerzył szeroko oczy i zaczął ciężko dyszeć. Stanąłem nad nim.
- No to jak? Przypomniało nam się coś?
- Ale ja naprawdę nic nie wiem - odparł płaczliwie.
- No cóż.. Chyba trzeba zgasić tą palącą się brew, nie sądzisz? - spytałem rozbawiony i przechyliłem czajnik z wodą.
Matuszak jak oszalały miotał się po podłodze wrzeszcząc, a ja poczułem w końcu ulgę i powrót mojego stałego samopoczucia.
- Orłowski chciał wziąć większą pożyczkę na broń na ZWZ - zaczął krzyczeć. Przerwałem lać wodę - Nie powiedział mi ile tej broni i dokładnie dla kogo więc naprawdę nic nie wiem - zaczął jęczeć.
- Ile chciał pożyczyć?
- 20 tysięcy - stęknął grubas i przewrócił się na twarz.
Znudzony już nim odłożyłem czajnik i ruszyłem w kierunku drzwi. Spodziewałem się większego oporu, dłuższego czasu przesłuchania i wyszukiwania ciekawszych metod tortury. A tymczasem od początku minęło ile? 5 minut? Czułem się wyraźnie niepocieszony.
Gdy otworzyłem drzwi, Hanz, Luft i Keller stali w pewnej odległości, ale byłem pewny że słyszeli wszystko.
- Zajmijcie się już nim - rzuciłem i znużony ruszyłem w kierunku schodów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz