Intrygowało mnie jedno - czemu on się tak dziwnie zachowywał? Czemu kryje się za maską kogoś, kto nie ma zamiaru mnie skrzywdzić? Nie pozwalałam sobie patrzeć na niego jak na dobrego człowieka, bo taki ktoś jak on nawet nie wie co to znaczy. Gdy prowadzili mnie do jak się domyślam - nowej celi - nic innego nie mogło mi przeszkodzić w rozmyślaniu, czemu udaje? Albo czemu robi niepotrzebną pokazówkę i kiedy pokaże prawdziwą twarz? I czy rzeczywiście spędzę tu resztę swojego, pewnie krótkiego, życia? Teraz nic się nie liczyło. Powinnam szukać brata, mojego młodszego braciszka... jednak... rodzice musieli coś zrobić, ojciec zawsze był do przodu z informacjami odnośnie odstrzałów...
Mama mnie widziała. Ukradkiem ostatnie jej spojrzenie padło na mnie jakby wyczekiwała mojej twarzy w tamtym miejscu.
Mamo, nigdy nie wybaczę sobie, że mnie nie było tyle dni... że tyle tęskniłaś... tyle czekałaś... i wycierpiałaś... i w ostatnich chwilach ujrzałaś mnie... - Pomyślałam i uroniłam kilka łez.
I w tym momencie uświadomiłam sobie, że oni wszyscy są tacy sami. Bezwzględne kłamliwe szuje. Nic nie warte śmiecie zakłócające porządek każdego normalnego, szczęśliwego człowieka. Jakby zablokowani, ze spalonym człowieczeństwem krocząc po trupach, i to dosłownie, po zwycięstwo.
Przed moimi oczami stanęła kobieta. Zupełnie mi nieznajoma. Zdezorientowana rozejrzałam się po jakimś pokoju, nawet nie wiedziałam kiedy tu się zjawiłam... i z jakiego powodu?
-Dobrze, zostaw nas. - poprosiła szkopa, a ten wyszedł.
Patrzyłam na nią jak dzika, nie wiedziałam co chce mi zrobić. Bałam się nawet obcej kobiety wyglądającej naprawdę sympatycznie. Ale szczekała w tym ohydnym języku i nawet mi na myśl nie przyszło mi ufać Niemce.
-Nie boisz się, że mogę ci coś w każdej chwili zrobić? - spytałam zdziwiona, unikając jej dotyku.
Roześmiała się.
-Nie, nawet jeśli to zapłacisz za to życiem.
Kiedy to powiedziała zaczęłam myśleć irracjonalnie. Pragnęłam ją zabić, tak bardzo chciałam to zrobić. Bym tylko była skazana na śmierć...
Co ja robię? Nie jestem taka jak oni i nie sięgnę po broń, nie wyceluję jej w kogoś, kto prawdopodobnie chce dobrze. Gdyby chciała mnie skrzywdzić pewnie nie przebierałaby w środkach...
Wyjęła z szafy jakieś ubrania i podała mi parę rzeczy.
-Prze... przepraszam, ale po co mi to...? - spytałam zaskoczona.
-Będziesz mogła się chociaż przebrać... twoja sukienka już jest porządnie brudna... a słyszałam, że w celi jesteś z jakąś inną dziewczyną więc weźmiesz jej na przebranie.
Długo myślałam, czy jej ufać. Jednak ponagliła mnie, co obudziło mnie lekko z tego dziwnego amoku w jakim siedziałam od chwili śmierci rodziców. Gdy wszedł szkop by mnie zabrać, odwróciłam się do kobiety i podziękowałam jej. Kiwnęła głową, a niemiec szarpnął mnie mocno za ramię.
Poczułam ostry ból ramienia, moja stara rana nie miała się chyba dobrze. Jednak bandaż który zdążyłam nałożyć sobie w domu nie był za bardzo przemoczony krwią.
Szkop otworzył celę i wręcz wrzucił mnie do niej. Znajdowała się na samym końcu korytarza. Odwróciłam się i spojrzałam na brunetkę w jakimś zabrudzonym od czarnego błota mundurze. Bez odznak, widać, że musiała je wcześniej wyrwać. Był to mundur niemiecki... Zaintrygowana podeszłam do niej, a ona przerażona, z twardą miną tylko mi się przyglądała.
Kucnęłam przy niej w małej odległości podając jej ubrania.
-Proszę. Możesz się przebrać...
Odtrąciła moją pomoc. Ściągnęłam brwi. Położyłam ubrania obok i usiadłam pod ścianą na drugim końcu celi. Wpatrywałam się w nią... czemu ma mundur niemiecki? Zabiła szkopa?
-Co się tak patrzysz? - warknęła.
-Zastanawiam się czemu jesteś okryta mundurem niemieckim. - odparłam bez owijania.
-Co cię to obchodzi. - mruknęła.
Widać, że była w rozsypce i kompletnie nie umiała sobie radzić. Była słabym ogniwem, jej oczy przepełnione były łzami i bólem. Uświadomiłam sobie jak wiele nauczyło mnie być w tej celi i stykać się codziennie ze szkopami. Jak bardzo mnie to utwardza, ale jednocześnie pozbawia uczuć.
-Nie obchodzisz mnie, po prostu interesuje mnie historia tego munduru.
Świdrowałam ją wzrokiem do póki mi nie powiedziała. Szybko się złamała, niemalże po kilku krótkich minutach wypaliła.
-Zakochałam się w niemieckim żołnierzu.
Była bardzo młoda. Pod ilością zaschniętej czarnej ziemi i błota widziałam młodą dziewczynę. Młodszą ode mnie, to na pewno. Więc co tu się ma miłość do niemca? Czy to w ogóle jest możliwe?
-A gdzie zgubiłaś właściciela munduru? - spytałam coraz bardziej zaintrygowana.
Odwróciła wzrok i ścisnęła mocniej kurtkę którą się okrywała.
-Jest synem jednego z tutejszych poruczników... Zakochaliśmy się w sobie, ja miałam tylko o wykorzystać do wydobycia informacji gdzie przetrzymuje się żydów w Warszawie...
No tak, podobno gdzieś ich tu mają... ale... taka młoda dziewczyna?
-I co?
-Gdy to wyszło na jaw chciałam mu wszystko wyjaśnić... dopiero po czasie go spotkałam i wyjawiłam prawdę... potem... jego ojciec... kazał mu mnie tu zamknąć.. jednak pozwolili mi zachować jedną rzecz... wybrałam jego mundur... wiem, że to niedorzeczne... normalnie by mu nie pozwolili ale widocznie August ma na ojca bardzo silny jako taki wpływ... nie wiem ale pozwolili mi wziąć mundur... przecież oni mają ich setki... gdy byliśmy sami dał mi go...
Ciągnęła tak rozmarzona, ale jakby każde wspomnienie o nim wbijało jej tysiąc sztyletów w serce. Pamiętam, jak mnie bolało, gdy wieść o Krzyśku do mnie dotarła... teraz nawet nie pamiętam jego twarzy ani wspomnień o nim... nic nie zostało. Może tak naprawdę go nie kochałam, tylko potrzebowałam w chwili kryzysu bliskości? Bezpieczeństwa, to na pewno... bo przy rodzicach tego nie czułam...
-Nie kochasz go. - stwierdziłam.
-Co?
-Czy wydałaś informacje o nim swojej grupie?
-To znaczy... ja...
-Wydałaś?
-Tak, ale... my tylko spotykaliśmy się zdawkowo... moja grupa nalegała, potrzebowali tej informacji... wszystko o gestapo mieli jak na tacy... ale większość wyłapali, to było dawno... teraz została ich dwójka... Maciek i Damian... Maciek i Damian to bracia, mieszkają na warszawskiej obok piekarni...
Nagle do celi wparował jeden ze szkopów, drugi wszedł za nim i szybko zabrali dziewczynę. Na odchodne tylko jeden z nich dodał jedno...
-Tu trzeba cię pochwalić... świetnie zdobywasz zaufanie. - zaśmiał się. - Zapamiętam to.
Wyszli, a ja nie zdążyłam nic powiedzieć. Krzyczałam na nich i uderzałam pięściami z całych sił w drzwi celi.
-Niech was cholera weźmie! - wrzasnęłam i spojrzałam na kostki.
Szybko zdarłam z nich naskórek uderzając w drzwi. Upadłam na kolana i wściekła na siebie nie mogłam uwierzyć w to co zrobiłam. Biedna dziewczyna chciała tylko się wyżalić... a oni tylko czekali... chcieli wydobyć informację... i ja im pomogłam...
Dopiero po kilku godzinach drzwi celi się otworzyły a ja podniosłam wzrok powoli na tamtą dziewczynę. Wrzucili ją, ta padła na podłogę, cała poparzona, zakrwawiona... potłuczona.
Dobiegłam do niej, a ona wrzasnęła, bym ją zostawiła.
-Już dość zrobiłaś, suko. - warknęła.
-Nic nie wiedziałam... naprawdę...
-Współpracujesz z nimi?! Co!?
Spojrzałam na nią z politowaniem.
-Był tam.
-Co? - wycedziła.
-Ten twój szkop. Był tam i patrzył jak cię ranią.
Zaczęła płakać.
-Skąd wiesz...?
-Widać. Znam to spojrzenie i wyraz twarzy. Widać na niej tylko ból z powodu bezradności ukochanej osoby.
-Niech ich szlag...
Wiedziałam już, że ją zabiją w każdej chwili, może nawet jutro. Nie zamierzałam zawierać przyjaźni. Jej serce wybrało złą osobę, w tych czasach pokochać szkopa jest niemożliwe, jak dla mnie, a nawet jeśli są takie przypadki... to nie idzie w dobrą stronę. Zawsze Niemiec jest w stanie zranić ukochaną osobę bezwzględnie. A tę dziewczynę zabiją. Widocznie coś jeszcze chcą żeby powiedziała, a trzymają ja tylko dla własnego zysku, a ona ma cierpieć i albo wykitować sama, albo ją wykończą jutro. Ja nie miałam sił nawet pomagać tej dziewczynie. Sama się skazała, a nawet nie jest możliwe by jej pomóc. Śmierć rodziców i niewiedza odnośnie młodszego brata jest jak udręka, cierpienie którego nie umiałam opisać. Jednak nawet to nie skłoni mnie do zdradzenia ruchu... musiałam być silna, i będę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz