Zapukałem.
Usłyszałem ciche kroczki w korytarzu i po chwili drzwi się otwarły.
Stanęła w nich Iza w burym swetrze na ramionach, rozczochrana, wyraźnie blada i zmartwiona. W jej oczach zauważyłem ślady łez i coś jeszcze... Jakiś niemy wyrzut?
Mimo tego uśmiechnęła się. Trochę na siłę - ale jednak.
- Dobrze cię widzieć. Wejdź - rzuciła krótko i przesunęła mi się w progu.
Z automatu ruszyłem do salonu i zdziwiony zobaczyłem rozłożonego Kamila na kanapie.
Na mój widok zerwał się z miejsca i zakłopotany po chwili usiadł z powrotem.
- Ty nie powinieneś być już na zbiórce? - zauważyłem chłodno.
- Zaraz miałem wychodzić - odparł - A ty? Przewodzisz akcji, więc teoretycznie powinieneś już tam dawno być.. - dodał ostrożnie.
- Spokojnie będę na czas. Jak się czuje babcia? - zwróciłem się do Izy, która wszystko obserwowała z progu - Michał wszystko mi powiedział - dodałem tonem wyjaśnienia.
- Nie najlepiej, aczkolwiek na razie stabilnie. Kamil czemu nie powiedziałeś mi o akcji? - zwróciła się nagle do niego.
- Izka, nie chciałem cię dodatkowo denerwować wybacz..
Uśmiechnąłem się kpiąco, ale nie odezwałem się.
- Co to za akcja? Co będziecie robić? - dopytywała.
Zanim Kamil zdążył otworzyć usta, zacząłem już tłumaczyć.
- Będziemy zrywać obwieszczenia z wszystkich tablic informacyjnych i słupów dotyczących przesiedleń, które mają się zacząć za parę dni, a w miejsce tego rysować symbole PW. "Rysuneczki" - dodałem kpiąco.
- Za te rysuneczki możemy jutro siedzieć na gestapo - mruknął Kamil nieświadom tego, że nawiązałem do tego co powiedziała Iza parę dni temu i że sam powtórzył moją kwestię.
- Wszystko pójdzie szybko i gładko. Nic wielkiego - podsumowałem - Zastanawiam się kiedy w końcu powierzą nam prawdziwe akcje.
- Nigdy - prychnął Kamil - Chcą 'walczyć' z Niemcami, ale z drugiej strony boją się ich rozdrażnić. Jeśli chcemy coś zyskać musimy sprawy wziąć w swoje ręce.
- Jeśli tak cię ciągnie do dowództwa, możemy się zamienić - parsknąłem.
10 minut gdy obydwoje ruszyliśmy do wyjścia, zatrzymałem Izę za ramię.
- Jak się ma sprawa z tym szkopem?
- Był tu niedawno, ale nie poszłam z nim. Chce się na razie zaopiekować babcią.
- Rozumiem - mruknąłem i zapadła cisza.
- Wiesz coś o niej? - odezwała się w końcu.
- Wiem tylko, że żyje, nic więcej - odezwałem się cicho.
- Zabiorę się za to z powrotem szybko, obiecuję. Chcę ją odzyskać, a to przeszło będą już 2 tygodnie..
- Możemy wymyślić coś innego, przecież wiesz.
- Dobrze wiesz że n i e możemy. Spokojnie, uda się. A w ogóle gdzie się ostatnio podziewałeś?
- Ja? - spytałem zaskoczony i zamilkłem. W tym samym momencie przez myśli przeszła mi twarz Adasia i poczułem znowu ogromne poczucie winy. Nie, nie mogłem teraz o tym myśleć.
- Wiesz co miałem parę ważnych spraw do załatwienia - powiedziałem w końcu.
- Rozumiem - mruknęła.
- Pójdę już - powiedziałem w końcu i przyciągnąłem ją do siebie.
Z początku stała nieruchomo, ale po chwili odwzajemniła przytulenie. Pocałowałem ją szybko w czoło i ruszyłem schodami na dół.
- Tylko uważajcie! - usłyszałem jeszcze za sobą i wyszedłem na ulicę.
Godzinę później bo odprawię i zdjęciu pierwszych obwieszczeń z obrzeży miasta ruszyliśmy ku samemu centrum oglądając się często za siebie.
Teraz akcja miała się dopiero zacząć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz