niedziela, 26 lutego 2017

Od Michaela

- Pakuj się - rzuciłem czytając gazetę  - Wyjeżdżamy dziś.
Zofia podniosła na mnie zdezorientowana wzrok i odwróciła się za siebie szukając Marty.
- To było do mnie? - spytała po chwili nie znajdując jej.
- No tak - mruknąłem - A do kogo niby?
- Ale jak to wyjeżdżamy?
- Normalnie. W interesach - odparłem rozbawiony składając gazetę.
Byłem zadowolony z naszej całkiem dobrze działającej propagandy. W gazecie właśnie zamieszczono wzmiankę, że w gettcie utworzono nowy ośrodek rozrywki dające nowe możliwości młodym kobietą.
Rzeczywiście nowe możliwości - pomyślałem rozbawiony i postanowiłem że jeszcze przed przyjazdem wpadnę tam zobaczyć jak to wszystko działa i czy Rudnicka się 'zaaklimatyzowała'.
- Nie przypominam sobie żebyśmy mieli jakieś wspólne interesy poruczniku Heydrich - odparła po chwili drocząc się ze mną.
- Za niedługo majorze - poprawiłem ją z szelmowskim uśmiechem i napiłem się soku.
- Czy major zechce mi zdradzić, dokąd się udajemy - i na ile? - dodała z naciskiem.
- Nie martw się, nie wyjeżdżamy na zawsze - wybuchnąłem śmiechem widząc jej minę - Parę dni góra. Byłaś kiedyś w Norwegii?
- W Norwegii? - powtórzyła zamyślając się.
- Boisz się? - parsknąłem widząc jej minę.
- A powinnam? - odbiła piłeczkę.
- Jeśli będziesz grzeczna - to nie.
- A jeśli nie będę?
- To zostaniesz w Norwegii już na zawsze i będę ci składał wizyty co pół roku żeby zobaczysz jak się masz - zażartowałem, choć udawałem poważny ton.
- Nie zrobiłbyś tego - odparła z przekonaniem, choć na jej twarzy pojawił się blady cień.
- Jeśli będziesz się zachowała przyzwoicie to nie ma tematu.
- Co ja mam tam właściwie robić?
- Hm.. Np dotrzymywać mi towarzystwa na różnych ważnych kolacjach i bankietach.
- Myślisz że jestem głupia? Przecież dobrze wiem, że chcesz mnie mieć po prostu na oku.
- To też - odparłem rozbawiony, a ona przewróciła oczami.
- A co z Adamem?
- Hm właśnie się zastanawiam. Ale chyba zostawimy go pod d o b r ą opieką. To mądry i pojętny chłopak.
- Wolałabym się nie rozstawać z bratem.. - zaczęła ostrożnie, jednak umilkła widząc mój wyraz twarzy.
- Wolałbym żebyś się mnie słuchała i zrozumiała, że wiem najlepiej co dla kogo jest dobre.
- Ehm... No dobrze - poddała się w końcu - Ale zostanie tutaj w domu tak? Pod opieką Marty?
- Całkiem możliwe - odparłem z obojętną miną jednak w myślach już snułem plan posłania go do niemieckiej szkoły.
- A nie dałoby się tego jakoś parę dni przełożyć? - spytała równie z obojętnie wystudiowaną miną.
- Chyba sobie żartujesz - parsknąłem i wstałem od stołu - To nie wyjazd rekreacyjny tylko służbowy. Teraz muszę jeszcze coś załatwić więc wrócę pod wieczór. Masz już wtedy być gotowa. Rozumiemy się? - podszedłem do niej i spojrzałem jej przenikliwie w oczy.
Pokiwała po chwili głową, a ja nie mogąc się powstrzymać pocałowałem ją szybko przygryzając lekko dolną wargę.
Miało to być takim niewerbalnym ostrzeżeniem.
- Pozdrów wujka na gestapo - usłyszałem jeszcze jej mruknięcie pod nosem gdy wychodziłem i chcąc nie chcąc parsknąłem śmiechem do siebie. Może lepiej że nie była świadoma że to słyszałem - podobne żarty nie powinny jej uchodzić na sucho.
Skierowałem się ku samochodowi. Dziś miałem ochotę jechać sam, więc poleciłem swojemu szoferowi żeby został w domu. Odpaliłem wóz i ruszyłem. Istotnie miałem zamiar udać się jeszcze na gestapo ale najpierw musiałem załatwić sprawę Puffu w gettcie. Musiałem wydać odpowiednie rozkazy, aby Rudnicka nie została jeszcze bardziej wykończona z powodu swojego pochodzenia, niż w fabryce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz