piątek, 3 lutego 2017

Od Janka

Adaś z początku nieufny szybko się zaaklimatyzował. Moja siostra i matka natychmiast wzięły go w opiekę nawet o nic nie pytając, chociaż mama przeglądając jego dokumenty  zorientowała się po nazwisku czyim jest bratem.
Ojciec był bardziej sceptyczny. Ostatnio rzadko się z nim widywałem, bo ciągle przeprowadzał te swoje zajęcia w tajemnicy. Dezaprobował moją działalność, natomiast sam narażał się tak samo. Gdy tylko wysuwałem ten argument, odpowiadał:
- Synu, ale ty chyba nie rozróżniasz przekazywania drogocennej wiedzy młodym, spragnionym umysłom, a bieganiem z pistoletem po mieście pod nosem Niemców.
I tak kończył każdą dyskusję.
Tęskniłem za boksem. Sala treningowa dalej działała - oczywiście w ukryciu - ale ostatnio prawie na nic nie starczało mi czasu, a co dopiero na przyjemności. Westchnąłem. Może kiedyś jeszcze uda mi się tam wybrać.
- Patrzcie co znalazłam - powiedziała rozczulona mama wchodząc do kuchni z koszem małych ubranek, dobrze mi zresztą znajomych - Tak czułam żeby ich nie wyrzucać! I miałam rację.
Zachwycały się z Różą nad tymi małymi kamizelkami, spodenkami, bucikami i koszulkami. Ja zamyślony wpatrywałem się w okno. Nie lubiłem siedzieć bezczynnie, ale dziś musiałem. 'Alarm' wywołany przez naszego zdrajce miał trwać jeszcze parę dni. Zastanawiałem się co robi Iza. Wczoraj szedłem za nią do samych prawie że drzwi, ale nie zatrzymała się nawet na chwilę, więc po dłuższej chwili zawróciłem do domu, uznając, że pójdę do niej dziś. Denerwowała mnie nasza bezczynność w sprawie Zosi. Musiała strasznie cierpieć, a ja nie wiedziałem kiedy w końcu uda nam się ją wyciągnąć.
Jakby czytając z moich myśli, mały niespodziewanie się odezwał.
- Janek wiesz już coś na temat mojej siostry?
Westchnąłem.
- Na razie niestety nie, ale obiecuję ci że wkrótce się dowiem - potargałem mu włosy.
Wbił smętny wzrok w podłogę. Postanowiłem go jakoś zagadać.
- Lubisz grać w piłkę?
- Lubiłem - mruknął - Ale dawno nie grałem.
- Ja też - odparłem - Możemy pograć jutro, powinienem znaleźć chwilę czasu.
Adam przyjrzał mi się z niedowierzaniem.
- Przed wojną mieliśmy nawet drużynę - uśmiechnąłem się i podszedłem do szafki. Szperałem chwile w zdjęciach, a gdy znalazłem już to jedno wróciłem do Adasia i pokazałem mu je.

- Kto to? - pytał Adaś pokazując na kolejne twarze.
- To Michał, a tu obok Bronek - moi najlepsi przyjaciele.
- A tam w tle jest Kamil! - pokazał na postać przy bramce.
- Tak - uśmiechnąłem się lekko - Tu jest Tadeusz, a tu.. - urwałem gdy spojrzałem na twarz Miłosza. Zacisnąłem zęby.
- Kto to? - zainteresował się Adam.
- A taki jeden.. nieważny - mruknąłem.
- Ten jest najprzystojniejszy - westchnęła Róża przechylając mi się przez ramię i pokazując na Michała.
Przewróciłem oczami.
- Kiedy nas odwiedzi? - dopytywała siadając naprzeciwko.
- Nas czy mnie? - spytałem rozbawiony. Spiorunowała mnie wzrokiem, a ja parsknąłem śmiechem - Jutro, bo dziś musi pomagać ojcu w warsztacie.
- Może bym go sama odwiedziła? - westchnęła rozmarzona.
- Ani mi się waż - zaprotestowałem gwałtownie - To niebezpieczna ulica.
Tym razem Róża przewróciła oczami, ale nie wracała już do tematu.

                                                                       ***
Zastanawiałem się nad tym przez dłuższą chwilę. 'Spacer' o tej porze był wyjątkowo niebezpieczny, ale w sumie znałem w tym mieście każdą uliczkę, przejście czy skrót, a za paskiem spodni miałem zatknięty pistolet.
Mimo jednak ryzyko było.
- No nie daj się prosić - mruknęła.
- No dobrze. Ale w razie czego słuchasz wszystkich moich poleceń i nie robisz nic na własną rękę zgoda?
- Zgoda - zasalutowała mi w żartach i poszliśmy.
Gdy skręciliśmy w którąś z uliczek zauważyłem, że trzęsie się z zimna. Noc jak na lipiec była wyjątkowo chłodna. Pokręciłem głową z dezaprobatą.
- To nic. Zapomniałam po prostu zabrać jakiegoś okrycia- odparła widząc moje spojrzenie i potarła rękami nagie ramiona.
Ściągnąłem sweter z ramion i pewnym ruchem ubrałem jej go przez głowę.
Iza z rozbawieniem uniosła ręce w za dużych rękawach.
- Jakbyśmy mieli uciekać to jeszcze bym się o nie potknęła - zażartowała.
- Przerzuciłbym cię przez plecy i sam biegł - parsknąłem śmiechem.
- Tak i pewnie jeszcze jednocześnie strzelał do goniącego nas pościgu.
Przytaknąłem jej z rozbawieniem choć wiedziałem jakby było naprawdę - jeśli naprawdę chciałbym uciekać z nią na rękach zastrzeliliby nas od razu.
Zapadła cisza. Iza wciągnęła letnie, nocne powietrze do płuc i z rozmarzeniem wpatrywała się w stare kamienice.
- Czemu nie może być normalnie? Bez wojny, bez tego wszystkiego? Kiedy to się wreszcie skończy Janek..?
- Nie mam pojęcia, ale robimy co się da. Popatrz - wskazałem na mur niedaleko oświetlony przez uliczną lampę, do którego zresztą po chwili podeszliśmy - Rozrysowujemy to gdzie się tylko da.
Znalezione obrazy dla zapytania znaki polski walczącej na murze
- Nie obraź się.. Ale nie rozumiem tego.. Jak się mają te rysuneczki do walki..?
- Za te 'rysuneczki' można w mgnieniu oka skończyć na Szucha - mruknąłem odwracając wzrok.
Zapadła cisza. Lekko zirytowany ruszyłem dalej, kopiąc kamień. Iza szybko mnie dogoniła.
- Janek nie obrażaj się. Wiesz, że ja się po prostu na tym nie znam.. Tak tylko głośno pomyślałam.. przepraszam.
- Nic nie szkodzi - odparłem sucho - Może masz rację z tym. Chciałbym żebyśmy robili coś więcej..  Nie tylko drażnili Niemców - dodałem już spokojniej.
- I tak robicie już dużo - pocieszyła mnie - Narażacie się bezustannie.  Trzeba pokazać szkopom, że Warszawa się nie poddaje.
- Może masz rację. Ale zamiast być lepiej, jest coraz gorzej. Słyszałaś, że podobno ma oficjalnie powstać getto?
Przez jej twarz przemknął dziwny cień.
- Myślałam, że już dawno istnieje.
- Owszem, istnieje. Aczkolwiek nieoficjalnie i dla niedużej ilości Żydów polskich. I tylko takich ortodoksyjnych, 1 pokolenia. A ostatnio doszły nas słuchy, że szykują coś dużego. Naprawdę dużego.. Odgrodzenie części Warszawy, przesiedlenia. Oczywiście to tylko pogłoski..
- Żeby nie okazały się prawdą - szepnęła.
Stanęliśmy na moście. Latarnia oświetliła jej twarz. Spojrzałem jej prosto w oczy i zatknąłem jej nieposłuszny kosmyk za ucho.
- Jesteś taka ładna. Nie mogę patrzyć na to, że ten szwab może tak na ciebie przez parę godzin patrzeć. Najchętniej roztrzelałbym go od razu - dodałem spokojnie.
Zarumieniła się lekko.
- Czy to właśnie miał być podryw panie Wojciechowski?
Parsknąłem śmiechem.
- Pani Rudnicka, może to pani nazywać jak tylko chce, ale stwierdziłem tylko zwykły fakt.
- Ach tak.. - mruknęła.
- Musimy się pospieszyć - odparłem po dłuższej chwili - Choć mnie skręca od środka, musisz się jeszcze bardziej zbliżyć do tego szwaba.. Zosia nie może dłużej czekać.
- Wiem - szepnęła i w tej samej chwili zauważyłem niemiecki patrol w któreś z ulic. Pijani szli, śmiejąc się głośno.
Szybko złapałem Izę za rękę.
- Chodźmy - rzuciłem i pociągnąłem ją w przeciwną stronę.
Postanowiłem odstawić ją jak najszybciej do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz