Wyrwany z zamyślenia spojrzałem na Zofię vel Rose i uśmiechnąłem się pod nosem.
- Zawsze byłaś taka pewna siebie? - spytałem rozbawiony - Siadaj.
- Zawsze wszystkim wydajesz rozkazy? - odbiła piłeczkę siadając.
- Hm.. - udałem, że się zastanawiam - Tak. Prawie zawsze.
- Ale swoim przełożonym chyba nie?
- W gestapo jedyną osobą nade mną jest chwilio nieobecny SS-Standantenfuher Ludwig Hahn i zastępujący go teraz SS- Oberstrumbannfuher Albert Heydrich, ale..
- A wujaszek - przerwała mi - Wszystko u niego w porządku? - spytała ironicznie.
- Ale za niedługo awansuję na Strumbannfuhrera czyli po waszemu na Majora i będzie mnie dzielił jeden stopień do wuja - dokończyłem zadowolony.
- Czyli musisz być wyjątkowo z d o l n y, że tak cię awansują.
- Sugerujesz coś? - spytałem rozbawiony obserwując jak popija wino.
- Hm.. Nie - odparła lekko - Ale to znaczy, że wtedy będziesz miał większe wpływy...
- Do czego zmierzasz?
- Pomyślałam, że wtedy mógłbyś coś zmienić w sprawie.. no wiesz - utknęła.
- Myślałem, że dałaś już sobie spokój z Rudnicką - parsknąłem.
Spiorunowała mnie wzrokiem.
- A niby dlaczego miałabym 'dać sobie spokój'?
- Nic o niej nie wspominałaś.
- Pogodziłam się już częściowo z tym, że od ciebie na pomoc nie mogę liczyć.
- A kto tak powiedział? - spytałem rozbawiony i mrugnąłem do niej popijając wino.
Zaskoczona wpatrywała się we mnie przez dłuższą chwile.
- To znaczy, że.. Mógłbyś coś zrobić w jej sprawie tak..? - spytała ostrożnie.
Roześmiałem się.
- Oj Zosiu ty wszystko chciałabyś od razu.
- Zosiu? - parsknęła, ale nie drążyła dalej tematu - No ale jednak mógłbyś.. coś nie wiem.. zmienić?
- Może mógłbym - odparłem po chwili - No ale co dostanę w zamian..? - droczyłem się z nią.
- Wszystko - powiedziała pewnie. Niespodziewanie odłożyła kieliszek i przebiegając dzielącą nas odległość usiadła mi szczęśliwa na kolanach.
Zaskoczony wpatrywałem się w nią przez dłuższą chwilę, ale w końcu uśmiechnąłem się lekko.
- Wszystko? A gdybyś miała.. definitywnie zerwać wszystkie kontakty z nimi? Gdyby Zofia Nowacka miała już naprawdę dla nich umrzeć?
Lekko pobladła i przygryzła wargę.
- Zrobię to - szepnęła - Ale chce zostawić przy sobie brata.
Skinąłem głową ze zrozumieniem.
- Tak, oczywiście. Może uda nam się jeszcze z niego zrobić porządnego człowieka. Jest jeszcze dosyć młody, germanizacja na dzieciach udaje się najlepiej.
- Nie.. - Zofia zamarła - Nie możesz mu tego zrobić, proszę Bruno..
Poprawiłem jej kosmyk ciemnych włosów, który opadł na twarz i westchnąłem.
- To konieczne - przemawiałem do niej łagodnie - Jeśli chcesz żeby przeżył m u s i nauczyć się niemieckiego i być wychowywanym jako niemieckie dziecko.
- Ale on tego nie zniesie.. - jęknęła.
Zacisnąłem usta.
- Zastanowię się jeszcze nad jego sprawą - mruknąłem po chwili - I może uda mi się pomóc twojej p r z y j a c i ó ł c e.
- Wyciągniesz ją stamtąd? - spytała z nadzieją.
- Na razie przeniosę ją do lżejszych prac i zakaże bicia. Będzie miała dostarczane w miarę porządne racje żywieniowe. Nie umrze - zapewniłem ją, rozmyślając o tych 'lżejszych pracach'. Wczoraj na zebraniu przedstawiono nowy pomysł. Postanowili zrobić burdel dla tych żydowskich suk dla co ważniejszych żydowskich urzędników i policjantów, którzy pomagali nam pilnować porządku. Skorzystać również mogli polscy policjanci, którzy nam podlegali - i nasi, aczkolwiek Aryjczykom zakazane były kontakty seksualne z Żydówkami, dlatego musieli zaprzestać na 'patrzeniu'. Projekt oficjalnie miał na celu dostarczenie rozrywki zasłużonym i oddanym nam ludziom, ale tak naprawdę miało to jeszcze bardziej upokorzyć Żydów.
Wprowadzaliśmy coraz bardziej rygorystyczne zasady w gettcie, dlatego podejrzewałem, że na razie może być to ratunek dla Rudnickiej. Ale musiałem to jeszcze przemyśleć.
- Bruno jesteś...niezwykły! - rzuciła, a ja parsknąłem śmiechem.
- To już nie samolub? Nie świnia?
Przewróciła oczami.
- Rose doceń to, że jestem dla ciebie dobry. Nie chce wracać do sytuacji sprzed paru dni. Wiesz, że mogłabyś skończyć o wiele gorzej, razem z bratem.
- Wiem - szepnęła - Ale jesteś strasznie nieprzewidywalny. Co chwile zmienia ci się humor, ja po prostu czasem..
- Boisz się? - wszedłem jej miękko w zdanie.
- Kto by się nie bał w tych czasach - mruknęła zrezygnowana.
- Nie bój się - powiedziałem cicho i chwyciłem ją pewnym ruchem za podbródek. Zamarła, a ja zrobiłem to na co miałem ochotę od dawna - pocałowałem ją.
Z początku zaskoczona nie oddawała mi pocałunku, ale po chwili jej wargi poddały się moim. Przycisnąłem ją mocniej do siebie. Gdy przygryzła mi dolną wargę, uśmiechnąłem się rozbawiony i odsunąłem się.
Wstając z fotela wziąłem ją na ręce i postawiłem na podłogę. Kompletnie oszołomiona tym co się przed chwilą stała patrzyła na mnie z rozchylonymi ustami. Parsknąłem śmiechem i ruszyłem w stronę piętra.
- Później wychodzimy do kasyna, więc przygotuj się. Masz dziś wyglądać - i zachowywać się bez zarzutu - rzuciłem i wyszedłem po schodach uśmiechając się pod nosem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz