Późnym wieczorem wróciłam do ''domu''. Mogłam raczej nazwać to więzieniem, mimo tego, że mogłam robić co mi się podobało. Ale tak jak podejrzewałam, szybko skończyło się moje szpiegowanie wśród naiwnych szkopów i zdobywaniu informacji na temat stanu Izy. Jednak nawet niczego nie mogłam się dowiedzieć bo miałam za mało czasu. Gdybym tylko miała go więcej mogłabym jakoś...
-Gdzie byłaś? - spytał Michael zjawiając się nagle przede mną.
Zaskoczona z lekkim uśmiechem odwiesiłam czarny płaszcz i spojrzałam na niego rozbawiona.
-Muszę ci się tłumaczyć? - minęłam go a on złapał mnie za rękę.
-Musimy pogadać.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Więc mów. - stanęłam naprzeciwko niego.
-Nie podoba mi się to, że pozwalasz sobie na tak wiele.
-Chodzi ci o to, że chcę wyciągnąć przyjaciółkę z getta? O to chodzi?
-O wiele więcej rzeczy.
-Nie ufasz mi. - stwierdziłam. - Boisz się, że mogłabym za twoimi plecami planować jakieś intrygi?
Roześmiał się.
-Ja się nie boję. Oświadczam, że na razie nie masz prawa wyjść poza teren domu. Jasne?
Spojrzałam na niego zaskoczona i rozwścieczona.
-Kim jesteś, żeby tak mnie traktować? Nie masz prawa mnie więzić kiedy chcesz...
-Mam. Mogę ci rozkazywać, a ty zrobisz co powiem.
Spojrzałam mu w oczy kpiąco.
-Jesteś świnią. A myślałam, że jesteś inny...
-Jaki? Taki jak te brudne polaczki z ruchu? W czym oni są lepsi, co? Są słabi, żałośni, są śmieciami. Nic nie wartymi.
-Czyli ja też. - parsknęłam.
-Jesteś wyjątkiem.
-Nie możesz mnie uwięzić i mi rozkazywać. Nie zrobię nic dla takiego samoluba jak ty.
-A brat? Iza?
-Już pogodziłam się z faktem, że nic co do niej nie zrobisz. Co do mojego brata, chcę go tu od jutra.
Roześmiał się głośno.
-Znowu się pomyliłaś. Ja tu rozkazuję skarbie.
-Może i tak, ale na pewno nie mnie. Nie należę do ciebie i nie jestem twoją niewolnicą. Po tym jak obraziłeś moich nigdy ci nie zaufam. I możesz pomarzyć, że będę drugą taką Martą. Jeśli będziesz próbował zadawać mi jakikolwiek ból i szantażować to na nic. Jeśli dotkniesz mojego brata nie ręczę za siebie...
-Co ty możesz zrobić? - parsknął.
Zacisnęłam zęby.
Nie mogłam dać mu znać, że mam przy sobie bron. Ścisnęłam torebkę i udałam, że przegrałam tę wojnę. Uśmiechnął się.
Jestem za słaba, by go zastrzelić. Działa na mnie coś, czego nie umiałam wyjaśnić.
-Załatw sprawę z moim bratem. Kiedy będę miała go przy sobie nie będę chociaż trochę wchodzić ci w drogę.
Dopiero po kilku dniach gdy milczałam i nie odpowiadałam Michaelowi nawet na najostrzejsze docinki odzyskałam brata. Gdy usłyszałam jego krzyki, bo nie chciał wejść do środka od razu zerwałam się z fotela i rzuciłam książkę na stolik. Podbiegłam do drzwi patrząc to na Michaela to na Adama. Uśmiechnęłam się szeroko do brata i objęłam go. Od razu mnie poznał.
Wyprostowałam się i spojrzałam tylko poważnie na Michaela i kiwnęłam tylko głową prawie niezauważalnie. Zabrałam go na górę, tam dopiero musiałam wszystko wytłumaczyć.
-Czemu wyglądasz tak bardzo ładnie? Jakbyś szła na bal albo coś...
Zaśmiałam się pod nosem.
-Teraz tu będziesz musiał mieszkać.
-Zostawiasz mnie?
-Nigdy. Zrobili ci coś?
-Oddzielili nas... to było najgorsze. Opiekował się mną Janek... jakiś czas. Potem była łapanka...
-Domyśliłam się.
-Nienawidzę tych szkopów... - mruknął. - Przez nich możesz zginąć. I ja też.
-Nikt cię nie skrzywdzi. Tu jesteś bezpieczny. Tylko musisz zachowywać się... cicho. Być grzeczny.
-Ale... Zosia, czy ty lubisz tego Niemca który mnie tu przyprowadził?
Potargałam mu włosy.
-Nie jest taki zły... jest tylko bardzo gburowaty i myśli, że ma nad wszystkim władzę. Ale nie musisz się go jakoś specjalnie obawiać, nic ci nie zrobi. Dopóki jestem obok ciebie.
-Ja będę cię bronić. Tata mnie o to prosił.
Zacisnęłam pięści i zamknęłam oczy. Zabolało tak nagle, że przez moment straciłam oddech.
-Dobrze, nie będę o nich wspominać.
Złapał mnie za rękę, spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Nikomu nie możesz powiedzieć, że ja to Zośka.
-To kim jesteś jak nie Zośką?
-Teraz jestem Rose. Tylko Rose. Nie ma już Zośki. Musiałam się zmienić żeby dalej funkcjonować.
-Nie ufam mu...
-Michaelowi?
-Nie wiem jak ma na imię, ale chyba tak.
-Ja mu ufam.
-Jak możesz ufać szkopom?
-On jest dla mnie dobry. Dla ciebie też będzie.
-Ale nie przestanie mordować ludzi.
-Wiem... wiem Adam. Ale tego nie zmienimy... ja... zaczęłam...
-Co? - spojrzał na mnie pytająco.
Był bystry i sam domyślił się co chciałam powiedzieć.
Ja zaczęłam ignorować to co robi Michael. Iza zajęła moje myśli i czas jak i Adam. Teraz musiałam wyjątkowo zająć się bratem by nie pożarł się z Brunem... musiałam coś zrobić i jakoś wychować Adama.
Gdy weszłam do kuchni po szklankę wody usłyszałam chrząknięcie Michaela za plecami.Odwróciłam się zgrabnie na pięcie i podeszłam do niego powoli, słysząc stukot cienkich czarnych szpilek.
-Jakiś problem? - spytałam spokojnie. - Dodać ''Proszę Pana''?
-Nie wygłupiaj się. - wstał i stanął bliżej mnie. - Gdzie twój brat? Nie je?
-Powiedział, że nie zasiądzie do stołu ze szkopem. - odparłam z lekkim uśmiechem.
-Jeśli się nie poprawi, będę musiał sam z nim...
-Załatwię to ale musisz dać mi czas. - odparłam spokojnie popijając wodę. - Jestem bardzo wpływowa, chyba sobie poradzę z sześciolatkiem.
-Bardzo dużo wie o wojnie. Skąd?
-Był w gestapo to czegoś się nauczył. Podsłuchiwał, jest mały i ciekawy. Normalne.
-Nie może robić...
-Problemów. Wiem. Wiem to co chcesz powiedzieć. Sama to rozumiem i podzielam twoje zdanie. Wyjątkowo.
-A co to się stało, że jesteś taka spokojna?
-Mam brata przy sobie i to się liczy. Resztę pozostaw mnie i po prostu staraj się z nim nie gryźć. Będę z nim rozmawiać i w końcu przywyknie. Nauczę go biegle języka i się odnajdzie.
Zdziwiony spojrzał na mnie.
-Jak ty to robisz? - westchnął.
-Co takiego?
-Jesteś niesamowita sama w sobie.
Roześmiałam się.
-Jestem brudną polką, prawda? - przysunęłam się do niego bliżej i poprawiłam koszulę.
-Nigdy tak nie mówiłem.
-Ale tak myślisz. Ale mnie szanujesz, co całkowicie mnie intryguje. Czemu zachowałeś mnie przy życiu? Czemu się denerwujesz gdy ktoś mnie obraża i gdy ktoś inny mnie nawet dotknie? To co było w kasynie. O co ci właściwie chodzi?
Parsknął.
-Dowiesz się w swoim czasie.
-To będę czekać na konkretne, szczere wyjaśnienia. - odparłam i mrugnęłam do niego po czym poszłam na górę na górę do brata.
Siedział zamyślony na łóżku plecami do mnie.
-Od jutra zajmiemy się językiem niemieckim...
-Źle robisz, że mu ufasz, Zosia... znaczy, Rose.
-Słuchaj... musimy tak żyć na ten moment. Wiem, że jesteś bardzo nieszczęśliwy i zagubiony, ale przebolejesz naukę niemieckiego. Wszystko opanujesz...
-Janek by nie uwierzył gdyby to usłyszał i zobaczył...
Westchnęłam ciężko.
-Będzie mi łatwiej jeśli jednak mnie posłuchasz. Robię to dla ciebie. Musisz być bezpieczny. My musimy. Musimy być razem a to się wszystko spełni gdy tylko pomożesz mi działać... to jak? Zgoda?
-Dobrze. Ale nie będę z nim rozmawiać.
-Na razie odpuścimy sobie to. Ale nie okazuj mu braku szacunku bo to się na tobie odbije, dobrze? Należy mu się to. Gdyby nie on byłabym martwa.
-O to chodzi? O to, że się wykazał?
-Jaki ty jesteś wymądrzały... - zaśmiałam się. - Idź spać. - pocałowałam go w policzek i zasnął.
Wyszłam z pokoju i poszłam na dół. Michael pił wino, nalałam go sobie do kieliszka i spojrzałam na niego.
-To co? To mi wolno, panie Heydrich, czy potrzebuję pozwolenia by się napić? - uśmiechnęłam się lekko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz