Obudziłam się przed południem. Ubrałam się i wyszłam do kuchni.
-Dzień dobry babciu-odparłam całując ją w policzek.
Babcia miała dziwną minę, w ogóle była jakaś dziwna.
-Coś się stało?
-Musimy poważnie porozmawiać-odparła po chwili z powagą.
-Tak??
-Doszły mnie słuchy że widziano Cię w towarzystwie jakiegoś Niemca, nie wierzyłam ale wczoraj was zobaczyłam. Izabello masz mi coś do powiedzenia?
-Babciu nie mogę..
-Czemu spotykasz się z Niemcem i to w dodatku tym co aresztował Zosię i chciał mnie zastrzelić?
-Babciu..-westchnęłam-Z własnej woli tego nie robię, mamy plan z Jankiem, chcemy odbić Zosię a dzięki znajomości z Johanem, mogę zdobyć potrzebne informacje.-powiedziałam prawdę bo wiedziałam że innego wyjścia nie mam.
-Nie podoba mi się to..
-Jeszcze pare spotkań i zakończę tę znajomość.
-Na pewno tu chodzi tylko o informacje?
-Tak, o nic więcej. Nie mogłabym, zakochać się w kimś kto jest po stronie tych którzy odebrali mi rodziców.-odparłam.-Jakby było inne wyjście..
-Dobrze, przynajmniej o to jestem spokojna jednak wiesz że martwię się o ciebie, nie chciałabym Cię stracić..
-Nie stracisz.. Zawsze będziemy razem..-odparłam i przytuliłam ją.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam co niedługo będzie miało miejsce..
***
Babcia poszła na zakupy. Upierałam się że ja to mogę zrobić lecz ona stwierdziła że dawno nie spacerowała i że przecież nic się jej nie stanie.
Kiedy babcia poszła ja zabrałam się za sprzątanie.
Minęła godzina. Babcia nie wracała. Zaczynałam się martwić. Zeszłam do kwiaciarni. Dziś nie było dużego ruchu więc mogłam spokojnie zamknąć ją na kilka chwil.
Zostawiłam tylko kartkę że zaraz wracam i wyszłam.
Był ciepły lipcowy dzień. Zapowiadał się dobrze. Nic nie wskazywało na to że może się coś stać. Można było nawet pomyśleć że nie ma wojny, jednak to by było tylko złudzenie.
Szłam chodnikiem w strone sklepu gdzie babcia zawsze robi zakupy. Wydawało mi sięjednak lekko podejrzane to że nikogo nie było widać na ulicy. Nikt nie spacerował, nie jechał żaden samochód.
Kiedy chciałam skręcić w drogę obok jakaś kobieta wyjrzała przez okno.
-Stój!-powiedziała.
-Coś się stało?
-Schowaj się, łapanka..-odparła poczym znikła w mieszkaniu.
Łapanka?! Nie!!
Pobiegłam tam gdzie nie powinnam, w miejsce od którego powinnam trzymać się z daleka. Widziałam Niemców, pod ścianą stała grupa ludzi. Nie widziałam babci.
Niemcy pakowali grupę ludzi w samochody. Ukryta za filarem obserwowałam wszystko. Nigdzie jednak nie widziałam babci.
Strach ustąpił przerażeniu. Byłam gotowa wbiec tam, w sam środek łapanki i znaleźć babcię. Już miałam to zrobić jednak czyjaś dłoń mnie powstrzymała.
-Iza stój..
Spojrzałam i zobaczyłam Michała z Kamilem.
-Kamil babcia..
Kamil spojrzał w tłum.
-Nie widziałem jej tam.
-Ale ona nie wróciła do domu..-odparłam mając już łzy w oczach.
-Wycofajny się-odparł Michał.
Chłopaki praktycznie siłą zabrali mnie w bezpieczne miejsce.
-Musze ją znaleźć!-krzyknęłam.
-Cicho!-odparł Kamil-Kiedy i gdzie wyszła?
-Ponad godzinę temu, wyszła tylko do sklepu.. To dziesięć minut drogi w jedną stronę..
-Może już wróciła? Minęłyście się?-powiedział Michał.
-Nie. Sklep jest na tej ulicy gdzie jest łapanka.. Babcia tylko tam chodzi. To nie możliwe aby..
-Wrócę z tobą do domu. Może jednak przyszła.-odparł Kamil i spojrzał na Michała.
-Pójdę z wami jeśli to nie problem.
-Nie -odparł Kamil.
Wątpiłam w to że babcia wróciła jednak nic innego mi nie zostało jak nadzieja.
Kiedy byliśmy pod kamienicą zobaczyłam że drzwi są otwarte a słowo daję że je zamknęłam.
Wbiegłam szybko do środka kwiaciarni i skierowałam się na klatkę schodową prowadzącą do mieszkania. Chłopaki ruszyli za mną.
Kiedy wbiegłam do kuchni zobaczyłam koleżankę babci.
-Gdzie jest babcia?-zapytałam.
-W sypialni.. Z lekarzem.
-Lekarzem?-zamarłam
Chłopaki wreszcie dołączyli do nas.
-Babcia źle się poczuła kiedy szłyśmy przez park.. Na szczęście doktor był w domu..
Chciałam już wejść do sypialni babci kiexy nagle drzwi się otworzyły i wyszedł lekarz.
-Co z babcią?
-Nie mam dobrych wieści.. To serce..
-Serce? To znaczy?-odparłm czując jak Kamil bierze moją dłoń i ściska ją dodając mi otuchy.
-Panny babcia ma już swoje lata, codzienny stres wywołany wojną dodatkowo sprawił że jej serce jest w słabej kondycji..
-Co z nią będzie?
-Na razie jest stabilnie lecz.. Nie wykluczam pogorszenia. Pani Rudnicka ma jed ak swoje lata.. A drugi zawał osłabił ją dodatkowo..
Niczego nie rozumiałam. Babcia jeszcze dwie godziny temu dobrze się czuła. Nic nie wskazywało na to wszystko.
-Mogę ją zobaczyć?-zapytałam.
-Teraz śpi. Musi odpoczywać. A razie czego jestem pod telefonem.
Lekarz i Pani Basia poszli.
-Może chcesz..-zaczął Kamil.
-Chcę być sama-odparłam siedząc przy oknie i wpatrując się w niebo.
Nawet nie spojrzałam na nich jak wychodzili.
Byłam smutna, ostatnia bliska mi osoba, ostatni członek mojej rodziny był na skraju.. Nie chciałam zostać sama. Kochałam babcię.
Postanowiłam dać sobie na razie spokój z wyciąganiem informacji od Johana. Teraz musiałam opiekować się babcią.
***
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Zmęczona i smutna zeszłam aby zobaczyć kogo przyniosło.
Z żalem stwierdziłam że to Johan.
-Gotowa?
-Nigdzie nie idę.-odparłam.
-Dlaczego?
-Daj mi na razie spokój.
-Co się stało?
-Po prostu mam ważniejsze rzeczy na głowie..
Zamknęłam drzwi i wróciłam na górę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz