Byłam wściekła. On chyba sobie robi żarty... Nie chciałam być tak traktowana, nie jak służąca. Postanowiłam, że nie pojadę a na oczy mnie nawet nie zobaczy.
Chociaż zawsze pragnęłam na chwilę zapomnieć o tym horrorze który tu jest i wyjechać, zobaczyć upragnioną Norwegię...
Ale nie z kimś, kto traktuje mnie jak własność.
Czekałam aż Michael wróci. Niecierpliwie przebierałam nogami, wystrojona w jedną z lepszych krótszych sukienek i wysokie czarne szpilki. Gdy usłyszałam Michaela nawet nie ruszyłam się z miejsca tylko czekałam aż zdziwiony ruszy głową i przypomni sobie o mnie.
-Marto a gdzie Rose?
-Na górze.
-Musze z nią porozmawiać... Zawolasz ją? Tylko tak by ten mały tu nie zszedł.
Gdy pojawiłam się zza ściany spiorunowałam wzrokiem Niemca. Zaskoczony spojrzał na mnie od góry do dolu i zadowolony nagle kazał mi usiąść obok.
-Właśnie miałem po Ciebie wołać...
-Nigdzie nie jadę. - oświadczyłam.
-Nie interesuje mnie to...
-Przestań mnie tak traktować. Nie zasłużyłam na to by być Panią na posylki. Nie jestem byle jaką Niemką. Jestem rodowitą polką i jeśli nie przestaniesz mnie traktować z szacunkiem to...
-Gdybym Cie nie traktował z szacunkiem, dawno bys leżała obok rodziców.
Zaszokowana jedynie spojrzałam mu w oczy podeszłam do niego i bez skrupułów uderzyłam go w twarz. Oczywiście nic nie poczuł, jednak musiałam to zrobić. Był jednak świnią. Po prostu umiał udawać perfekcyjnie. A ja dawałam się na to nabierać.
-Jesteś taki jak wszyscy. Nie masz uczuć, nie potrafisz nawet zrozumieć jak mi trudno przystosować się do obecnej sytuacji. Nie potrafisz okazać żadnych uczuć, współczucia czy czegokolwiek. Nie masz serca. Dla nikogo.
-Mordując tyle ludzi ile ja zrozhmialabys.
-Malo wam? Ile oni wycierpieli? Co oni wam..
-Rose nie musisz rozumieć...
-Wybijacie ich takimi metodami które... Są po prostu nie do przyjęcia! Słyszałam co zrobiłeś. Burdel. Dla tych biednych kobiet. Żeby tylko je upokorzyc.
-Bystra jesteś. - odparł oschle.
Widziałam że próbuje się opanować od oddania mi za to że poprzednio sprzedałam mu w gębę. Należało mu się.
-Co jeszcze wymyślicie? Spalenie wszystkie jeszcze zamiedzkale kamienice przez resztki Żydów? Na żywca? Co jeszcze jesteście w stanie wymyślić?!
-Rose jesteś genialna.
Nagle zrozumiałam że podrzuciłam nieświadomie mu ten pomysł.
-Nie rób tego... Michael!
Zatrzymałam go gdy chciał odejść.
-Muszę częściej z Tobą rozmawiać na te tematy. Naprawdę mam szczęście że Cię mam.
-Nie rób tego, proszę...
-Możesz uznać to za karę za to, że śmiałaś mnie uderzyć. I jeśli to powtórzy się jeszcze raz...
-Bedzie się powtarzać jeśli będziesz mnie tak traktować. Nie możesz mnie wziąć na siłę do Norwegii!
-Nie chciałaś nigdy zobaczyć tego kraju?
-Skąd wiesz, że...
-Zdążyłem Cie poznać. Poza tym kiedyś o tym wspomniałaś.
Zbliżyłam się do niego bardziej i złapałam za koszule.
-Nie wyjdziesz stąd dopóki mi nie powiesz co z Izą. I nie rób tego... Nie wykorzystuj mojego pomysłu... Ja nie chcę ich skrzywdzić...
-Wybieraj. Albo Iza albo twój pomysł wejdzie w życie. Polaków też mam tak załatwić?
-Boże... Jesteś potworem... - wycedziłam.
Uśmiechnął się szeroko i popatrzył mi w oczy.
-Chcesz żebym to zrobil. Podrzucilas sama pomysł na który długo bym nie wpadł. Zmieniasz się dzięki mnie na lepsze.
-Chory jesteś? Nigdy nie chce by coś im się stało. Są niewinni. Wy macie chore urojenia...
-Zrobię to i nic na to nie poradzisz.
-Chociaż z tym poczekaj... - szepnęłam zrezygnowana.
-Ile mam niby czekać? Podzielę się tym pomysłem z wujem.
-Nie rób tego od razu... Błagam... Nie chcę czuć się winna że przeze mnie...
-Kara to kara.
-A gdyby tak to poczekało do potem? - spytałam przegryzajac nerwowo wargi.
-Co sugerujesz? - spojrzał na mnie jakby wiedział o co mi chodzi.
-Zamiast zajmować się... No wiesz... Tą sprawą... Możesz zająć się mną na górze.
Tego się nie spodziewał. Tak jak ja.
Pocałował mnie brutalnie ale spodobało mi się to jak to zrobił. Nawet nie spodziewałam się tego, ale w głowie miałam tylko Izę. Chciałam wiedzieć czy cokolwiek zdziałał.
Z trudem odezwałam się od niego i zdyszana spytałam.
-Nie powiedziałeś co z Izą.
-Żyje i jest w dobrych rękach.
-Gdzie jest.
-W burdelu.
Oderwalam się od niego nagle jak oparzona.
-Co?!
-Rose... - westchnął jakby niecierpliwy tego co miało się wydarzyć na górze. - nie ma innej drogi by była bezpieczna...
-Michael! Zrobiłeś z niej prostytutkę?! Ponizyles ją!
-Słuchaj, nikt jej tam nawet nie tknie... Byłem tam przy okazji zobaczylem co u niej... Nic jej nie grozi.
-Byłeś w burdelu?! - wrzasnęłam.
-A co..? - spojrzał na mnie jakby widział w moich oczach niepokój mieszany z zazdrością...?
Spoważniałam.
-To nie tak... Dobra, nie ważne... - zaplątałam się.
Podszedł do mnie bliżej i złapał mnie nagle za tyłek. Nie zaprotestowałam, sama siebie nie poznawałam. On rzeczywiście mnie zmieniał...
-Weźmiesz mnie jutro do niej. Chcę z nią porozmawiać.
-Oszalałaś. - roześmiał się.
-Zrobisz to. Wtedy bez problemów pojadę do Norwegii i nie będę robić żadnych kłopotów. Będę robić co będziesz chciał i co będziesz mi kazać. Ale chce ją zobaczyć. I pod naszą nieobecność Adam ma zostać tak jak bym chciała.
-Nic mu nie grozi... Teraz możemy już przejść do sypialni?
-Nie. - zaparłam się. - Szczerze z pełną odpowiedzialnością obiecaj to co powiedziałam.
-Dobrze zabiorę Cie jutro do Izy. Ale ja będę przy tej rozmowie.
-Dobra... Niech będzie... Ale...
Nawet nie zdążyłam dokończyć bo zniecierpliwiony zaniósł mnie do swojej sypialni.
Nie patrzył gdzie idzie, całowaliśmy się bez opamiętania, gdy mnie postawił już w sypialni jego ręce bladziły zdecydowanie po moim ciele.
Mimo że go nienawidziłam, że denerwował mnie i traktował jak niewolnice to i tak chciałam to zrobić... Szczególnie z nim. I szczególnie teraz.
Jednsk gdy zdjął że mnie w końcu sukienkę, zobaczył moje całe oparzone plecy. Tego obawiałam się najbardziej.
-Co to jest? Zrobili Ci go w gestapo?
-Nie... Nie chcę o tym mówić...
-Mów.
-Kiedyś mój partner przed śmiercią stał się agresywny. Gdy jeden z oddziału zginął złapał za czajnik z wodą... Zdążyłam się obrócić w porę ale... Moje plecy... - westchnęłam i chwyciłam po sukienkę.
Nie chciałam by ktokolwiek na to patrzył. Czułam się okropnie... Wiedziałam, że mogę zostać zraniona przez wszystkich. Nawet tych których kocham.
poniedziałek, 27 lutego 2017
Od Rose
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz