Kiedy chłopaki poszli poczułam się samotna. Długo stałam w drzwiach zanim zajrzałam do babci. Spała lecz mimo to usiadłam przy jej łóżku.
-Czemu to wszystko musi tak wyglądać..-odparłam i spojrzałam przez okno.
-Po burzy zawsze wschodzi słońce..-usłyszałam słaby głos babci.
-Obudziłam cię? Przepraszam..-odparłam smutno.
-Nie szkodzi dziecko. Swoje już odpoczęłam.
-Jak się czujesz?
-Jak jakaś niedołęga. Nawet już zwykłych zakupów zrobić nie mogę i jaki tu ze mnie porzytek?
-Babciu, nie prawda. Jesteś mi potrzebna.-powiedziałam biorąc w dłoń jej ręke.
-Izabello jesteś młodą lecz silną kobietą. Nie potrzebyjesz mnie. Nie potrzebujesz nikogo. Potrafisz sama stawić czoła problemom. Zawsze taka byłaś.
-Nie prawda babciu, ja już sobie z tym wszystkim nie daje rady..
-Uwierz w siebie a nic nie stanie Ci na drodze do celu.
Uśmiechnęłam się smutno. Babcia zawsze we mnie wierzyła.
-I nie płacz nad starą marudą. Ja sobie dam radę, swoje już przeżyłam.
-Nie mów tak babciu.
-Niedługo mnie nie będzie. Ty zostaniesz i oviecasz mi że przetrwasz ten trudny czas. Dasz radę. Ja to wiem.
-Nie chcę abyś odchodziła.
-Nie zostaniesz sama. Masz Kamila, Kubę, tego chłopaka który ostatnio tu przychodzi..
-Janek.-odparłam
-Właśnie. A o Zosię się nie martw. Zawsze była twardą dziewczyną.
-Wiem babciu ale Niemcy potrafią zniszczyć człowieka..
-Odbijecie ją.
Spojrzałam na babcię. Mimo tak złego stanu zdrowia mówiła to wszystko z taką siłą, była tego wszystkiego tak pewna.. Dawała mi tym nadzieje że może jednak się uda.
-Dziękuje babciu-odparłam i pocałowałam ją
-A teraz pozwól starej kobiecie się przespać
-Dobrze babciu..
Wyszłam i od razu zbiegłam po schodach na dół. Wybiegłam z kamienicy i ruszyłam do budynku w którym pracował Kuba.
Oczywiście był tam
-Kuba!
-Iza? Co tam?
-Mógłbyś dziś wieczorem przyjść do mnie? Babcia jest chora a ja muszę wyjść na godzinkę.
-Nie ma sprawy. To o której mam być?
-Na 20. Dzięki!
***
Johan przed 20 przyjechał co mimo mojego ostatniego zachowania było do przewidzenia. Był on strasznie uparty. To dobrze.
Nie miałam jak powiadomić Janka o tym że wychodzę z Johanem ale miałam nadzieje że nie będzie miał mi tego za złe.
Kuba przyszedł chwile po tym jak odwiedził mnie Johan.
-Kuba to zostań z babcią. Ja za godzinę wracam.
Wyszłam do Johana. Czekał w samochodzie.
-Co to za chłopak?
-Przyjaciel. Poprosiłam go aby został z babcią.
-A to coś jej dolega?
-Jest chora.
-Przykro mi..
Ponechaliśmy tym razem niedaleko do po bliskiego baru. Sama wybrałam miejsce.
-Napinesz się czegoś?-zapytał.
-Piwo.
-Mocna głowa?
-Nie za bardzo.
Nie do końca kłamałam. Umiałam wypić ale nie ogromne ilości alkoholu. Miałam za to plan aby po prostu go upić i wyciągnąć informacje. Nie można dalej się tak ociągać.
***
Po kilku z jego strony piwach wiedziałam że mogę już zaczynać. Udawałam pijaną lecz dopiero co kończyłam drugie piwo.
-Wiesz co z Zosią?-zapytałam udając że plącze mi się język.
-Miała dziś przesłuchanie.. Podobno bardzo oberwała..
-Jak to?
-Troche poniosło tego co ją przesłuchiwał.. Podobno..
-Tak?
-Nie mogę ci takich rzeczy mówic..-odparł pijanym głosem.
-Dlaczego?-zapytałam zalotnie dotykając jego ręki.
Musiałam grać ostro aby się otworzył.
-Mogiła..
-Co?-już nie udawałam pijanej.-Nie rozumiem.
-Po prostu oberwała. Co cię tak ina bardzo interesuje? Myślałem że spotykasz się ze mną z przyjemności a nie ze względu na tą polską dziwke..
Wstałam i uderzyłam go w twarz. Pijany zatoczył się na bok przez co prawie nie spadł z krzesła.
-Nie mów tak o niej!
Wstał i mimo że był nieźle pijany szybko chwycił moją ręke boleśnie ją ściskając.
-Słuchaj ty żydowska suko.. Nie podnoś więcej na mnie ręki.
Żydowska?! Skąd..
-Coo? Zaskoczona.. Nie było tak trudno się dowiedzieć.. Więc teraz albo zmienisz swoje zachowanie albo od razu oberwiesz. Takie jak ty to nawet nie mają zaszczytu brać udziału w przesłuchaniach. Od razu kulja w łeb..
-Puszczaj!-odparłam wyrywając się.
-Puszczę ale pod jednym warunkiem.. -powiedział chwiejąc się na nogach-Powiesz mi wszystko co wiesz o szarych szeregach i podasz mi imiona i nazwiska tych co do nich należą. Jeśli nie twoją babcie spotka przykry los a ty sama zdechniesz..
-Puszczaj!-wyrawałam mu się.
-Masz trzy dni na zastanowienie się co jest dla ciebie i babci lepsze. Za te trzy dni spotkamy się o tej samej godzinie pod kinem. Przyjdziesz albo spotka cię przykry los.. I jedcze jedno. Powiesz coś komuś a będzie źle.
Wybiegłam z baru. Ruszyłam biegiem deogami Warszawy. Zatrzymałam się dopiero w kwiaciarni. Wbiegłam do środka. Oparłam się o drzwi i zsuwając się po nich usiadłam na podłodze pocierając obolałe nadgarstki. Widziałam jak już teraz pojawiają się na nich siniaki.
I co teraz??..
Nie mogę mu wyjawić informacji o Szarych Szeregach. Z jednej strony muszę chronić swoich bliskich a z drugiej nie mogę zdradzić tych co należą do ruchu.
Wszystko zaczynało zbierać się w całość. Byłam już pewna że Johan spotykał się ze mną aby wyciągnąć ode mnie informacje. Poczułam się oszukana mimo iż ja robiłam to samo.
Straciłam nadzieje że to wszystko się poukłada.
Musiałam porozmawiać z Jankiem mimo iż miałam milczeć. Nie ma inego wyjścia. Sama nie podejmę decyzji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz