piątek, 3 lutego 2017

Od Michaela

 Od samego rana wydzwaniała do mnie matka. Gdy dowiedziała się, że jestem w Berlinie jak najprędzej chciała ze mną spotkać, jednak ja nie miałem zbyt wielkiej ochoty by ją zobaczyć. Gdy Hilda, moja asystentka poprawiała ostatnie detale w moim umundurowaniu, dzwonek rozległ się jeszcze raz. Poirytowany podniosłem go w końcu.
- Przecież kazałem ci przekazać, że jestem zajęty - syknąłem.
- Michael? - spytał zdezorientowany głos męski.
Uświadomiwszy sobie swoją pomyłkę, krótko go przeprosiłem.
- Wybacz, pomyliłem cie z kimś innym.
- Nic nie szkodzi - roześmiał się lekko - Czyżby jakaś wyjątkowo natrętna dama prosiła cię o spotkanie?
W jednym momencie pomyślałem o Zofii.
- Nie, ni - uciąłem krótko - Jak się mają sprawy? Wszystko w porządku?
- Szczerze mówiąc to ja chciałem cię o to zapytać, ale odpowiem ci najpierw. Wszystko jest pod kontrolą, ta twoja zakładniczka jest odpowiednio traktowana zgodnie z twoimi zaleceniami - zaśmiał się krótko - Opowiedz mi lepiej jak ci poszło na konferencji. Słyszałem, że sam Adolf Eichmann był z ciebie zadowolony.
- Tak.. - mruknąłem i opowiedziałem Albertowi pokrótce przebieg konferencji.
Głównym tematem było jak wiadomo rozwiązanie kwestii żydowskiej. Pod czujnym okiem gubernatora Fishera przedstawiliśmy plan utworzenia oficjalnego getta w odgrodzonej części Warszawy. Sam zaprojektowałem podział ulic i obwieszczenia, które wkrótce miały zawisnąć na tablicach informacyjnych.

Za pomocą ustaw norymberskich również oficjalnie podzieliśmy wszystkich żydów. Do getta do października mieli trafić wszyscy bez wyjątku, którzy do 4 pokolenia mieli chociaż jednego krewnego rasy żydowskiej. Dołączyły do tego dodatkowe projekty przejęcia wszystkich majtków, przedsiębiorstw itp żydowskich i zakazu wstępu przez nich do bibliotek, kawiarni, teatrów itd. Zażartowałem, że nawet tramwaje można oddzielić - z początku pomysł przyjęty z rozbawieniem wkrótce wcielił się w życie na poważnie. Nie bałem się wypowiadać. Mówiłem jak najwięcej wprowadzając co nowsze i ciekawsze rozwiązania. Czułem na sobie spojrzenia - jedne podziwu, inne rozbawienia, a jeszcze inne lekkiej zawiści. Nie przejmowałem się tym, bo szybko zjednałem sobie poparcie - nawet Einchmanna.
- Taki młody, a jaki zdolny - kręcił głową - Muszę przekazać Albertowi, że dobrze go reprezentowałeś. Ach szkoda, że nie mógł przyjechać.
- Musiał mieć na wszystko oko - tłumaczyłem wuja.
- Tak tak naturalnie - mruczał - Ludwiku ty też powinieneś być dumny - zwrócił się do Fischera.
Konferencja skończyła się po paru godzinach. Wyczerpany wróciłem do hotelu i zasnąłem.
Dziś byłem zaproszony na pożegnalny obiad i omówienie nieoficjalnych 'szczegółów'.
Widziałem, że Albert pękał z dumny. Byłem zadowolony, aczkolwiek wkradło się we mnie nowe, nieznane uczucie, którego jeszcze dobrze nie rozumiałem.
- Jestem z ciebie taki dumny - rozpływał się dalej przez słuchawkę - Słyszałem nawet, że myślą o tym aby nie dać ci wyższego stopnia..
Mile zaskoczony uśmiechnąłem się pod nosem. Gdy zauważyłem, że Radke czeka już z niepewną miną w drzwiach, pożegnałem się pospiesznie z wujem i ruszyłem na dół.


Do Warszawy dojechałem wieczorem. Nie poświęciłem ani chwili matce - Liesel była na wyjeździe za granicą więc z nią też niestety się nie spotkałem. Całe szczęście po obiedzie miałem jeszcze chwilę czasu i odwiedziłem niektórych starych znajomych - mężowie, ojcowie, żołnierze, pracownicy, szefowie.. Kręciłem głową z niedowierzania jak to wszystko się pozmieniało.
Radke odwiózł mnie do mieszkania. Miałem ochotę wpaść jeszcze na gestapo, ale było już dosyć późno, a ja byłem wyjątkowo zmęczony po tych dwóch dniach.
Moja gosposia czekała już na mnie z kolacją. W głowie huczało mi jeszcze od rozmów i muzyki w restauracji. Chłonąłem każde słowo zgromadzonych jak gąbka i uważnie obserwowałem. Starałem się z każdym ważniejszym zamienić choć parę słów - nie wiadomo kiedy takie kontakty mogą się przydać.

Obudziłem się wcześnie rano. Ubrałem się i zapaliłem nie jedząc śniadania.
- Panie Michaelu, ale jak to tak bez niczego pan wyjdzie? - załamywała ręce Marta.
- Kupie sobie coś na mieście - uśmiechnąłem się lekko. Miałem do niej słabość. Przypominała mi czasem moją babcię, która umarła jak miałem 12 lat.
- Na mieście, na mieście! Nie wiadomo co to teraz się tam sprzedaję. A ja tutaj proszę pokroiłam tak ładnie wszystko, nałożyłam, a pan..
- Dobrze już dobrze - parsknąłem śmiechem i posłusznie zasiadłem za stołem, jak mały chłopiec.
Miałem dziś wyjątkowo dobry humor, dlatego gdy dojechałem do gestapo, a wchodząc do środka zauważyłem przestraszone spojrzenie Neumanna, niczego nie zrozumiałem.
- Guten Morgen - przywitałem się pogodnie z sekretarkami, które zdezorientowane najpierw spojrzały po sobie, ale potem pospiesznie zaczęły się mi kłaniać i pytać o samopoczucie.
- Berto złotko zrób mi kawy - poleciłem i udałem się do gabinetu.
Alberta jeszcze nie było. Zasiadłem za biurkiem i popijając po chwili przyniesioną kawę postanowiłem zabrać się za dokumenty, jednak na niczym nie mogłem się skupić.
W sumie, po co czekać?
- Neumann! - zawołałem.
Gdy wszedł do środka, wyglądał jak chodzący trup.
- Heil Hitler! - zasalutował słabo.
Skinąłem mu głową i wydałem polecenie przeglądając papiery.
- Przyprowadź mi Zofię.
Zapadła cisza. Kątem oka zobaczyłem, że on wciąż nie rusza się z miejsca. Uniosłem głowę.
- Coś nie tak? - zapytałem z rozbawieniem.
- N-nie poruczniku. Już wychodzę - rzucił i odwrócił się lekko drżąc.
Puściłem muzykę i pogwizdywałem wyjątkowo w dobrym humorze wypisując akta.
Po 10 minutach gdy zaczynałem się już lekko niecierpliwić drzwi się otwarły.
Zamarłem.
Zmasakrowana, pobita kukła osunęła się na posadzkę brudząc dywan krwią.
W progu stał przerażony Neumann a za nim Hanz.
Wstałem jakby z automatu i podszedłem bliżej patrząc na nią w milczeniu. Kątem oka widziałem jak Neumann coraz bardziej drżał ze strachu.
Zofia podniosła nieprzytomnie głowę i spojrzała na mnie w roztargnieniu po czym jęknęła.
Powoli przykucnąłem nad nią. Czułem jak powoli ogarnia mnie furia. Po chwili wpatrując się w nią spytałem lodowatym tonem.
- Kto ci to zrobił ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz