- Wiesz.. Całkiem nieźle - mruknął Filip po chwili namysłu.
Zadowolony przypatrywałem się swojemu dziełu przez jego ramię.
- Jedyne co do czego bym się doczepił to ta pieczęć. Trochę taka wiesz...
- Hm?
- Wyrazista. Tak to to. Szkopy nie przybijają ich z taką starannością.
Skinąłem głową w zrozumieniu.
- Czyli mniej staranności? - parsknąłem śmiechem bo co jak co ale fach fałszerza dokumentów jej ewidentnie wymagał.
Filip przewrócił oczami.
- Dobra chłopie co ja ci będę mówił. Talent masz i tyle jak się okazuje - nie tylko w dowodzeniu.
- Widzisz mam wiele ukrytych talentów - parsknąłem.
- Boksujesz dalej? - zainteresował się.
Przyjrzałem mu się zaskoczony. Nie znaliśmy się zbyt dobrze przed wojną - ot tak z widzenia. Dlatego zdziwiłem się, że wiedział.
- Stary nie wygłupiaj się - powiedział - Dużo się o tobie słyszało. Byłeś najlepszy w wadze średniej. Raz nawet z kumplem byliśmy na rozgrywkach w których brałeś udział - i wygrałeś.
- Data dokładnie - zainteresowałem się.
- To chyba było 38 w maju.. albo czerwcu... nie pamiętam dokładnie, ale chyba jakoś na przełomie.
Uśmiechnąłem się do wspomnień. Tak, to był dobra walka.
- Nie chciałbyś do tego wrócić? - drążył.
Westchnąłem.
- Ostatnio nie mam czasu.. A poza tym to zakazane.
- Wiesz, zawsze dałoby się zrobić jakiś przekręt - uśmiechnął się znacząco.
- Zobaczymy - uciąłem - Biorę się lepiej do roboty, jeśli mam to skończyć przed wieczorem.
- W sumie nie muszę już nad tobą czuwać, więc będę leciał.
- Do panny cię niesie? - uśmiechnąłem się lekko.
- Pff jakiej tam panny. Mam jeszcze parę spraw na mieście i muszę się zgłosić do dowództwa z raportem. Nieźle sobie radzisz Czarny. Pamiętaj - jak zrobisz te 5 przepustek, 10 nowych dokumentów i te 2 paszporty to ta szósta jest twoja.
Szczęśliwy po jego wyjściu zabrałem się do pracy od razu. Z tą przepustką mogłem wejść do getta i odnaleźć Izę z babcią. Nie chciałem czekać i zobaczyć ją dopiero gdy Zośce uda się ją wyciągnąć dzięki kontaktom. Swoją drogą zastanawiałem się co z nią i Adasiem. Musiało to być dla nich potworne piekło, ale Bartek kumpel Kamila który całkiem nieźle udawał szwaba stwierdził, że nie wiedzie im się najgorzej. Zośka umiała sobie nieźle poradzić - uśmiechnąłem się pod nosem.
Gdy kończyłem drugi paszport do drzwi ktoś cicho zapukał i po chwili zasłaniająca moją skrytkę szafa z zegarami przesunęła się, a do środka wszedł pan Sobieszyński - właściciel lokalu współpracujący z ruchem.
- No i jak tam Januś kończysz powoli?
- Tak jest proszę pana. Jeszcze 10 minutek i będę się zbierał.
- Dobrze Januś nie popędzam cię, ale wiesz zaraz godzina policyjna i no ten..
- Oczywiście panie Stasiu ja wszystko rozumiem.
Zegarmistrz stał przez chwilę w progu i westchnął.
- Takie dobre z was chłopaki.. Na co ta wojna komu potrzebna na co... - odszedł mrucząc pod nosem.
Gdy w końcu uporałem się z tym paszportem z radości pocałowałem swoje dzieło i ostrożnie wszystko pochowałem do teczki, którą jutro miałem przekazać Hance. Moją przepustkę - moją nadzieję schowałem za koszulę. Gdy wychodziłem zrobiło mi się cieplej na sercu. Dzięki niej już za parę dni mogłem zobaczyć Izę, a to było na ten moment najważniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz