Wpatrywałam się w Janka dłuższą chwilę. Wiedziałam że coś wymyśli jednak jakaś cząstka mnie wiedziała że lepiej będzie się poświęcić. Bo co ma jedno czy dwa życia do setek takich żyć?
Janek analizował wszystkie opcje a ja po prostu siedziałam i milczałam wpatrując się w niego.
-Co o tym myślisz?-wyrwał mnie z myśli.
-Co?-wypaliłam.
-Iza czy ty mnie słuchasz?
-Tak, nie.. Przepraszam.. Nie mogę się skupić..
-Pod kinem za trzy dni?
-Tak.
-A więc ja załatwię Ci liste osób które nie żyją albo zaginęły a ty je mu przekażesz. Nie będziesz sama. Porozmawiam z chłopakami i będziemy stali na czatach gotowi w razie czego do interwencji...
-Janek czy nie uważasz że to nie ma sensu?-zapytałam podchodząc jednocześnie do małego okienka na strychu.
-Co nie ma sensu?
-To wszystko.. Oni się zorientują z tą listą, prędzej czy później ale się zorientują. Wtedy i tak mnie złapią. A podwjrzewam że od razu to zrobią. Bo niby po co mieli by mnie puszczać wolno? Jak mnie nie zabiorą to zabiją a ty i chłopaki tylko będziecie ryzykować nie potrzebnie.-mówiłm stojąc do niego plecami i pocierając obolałe nadgarstki.
-Iza! Nie mów tak! Uda się!-odprał odwracając mnie przodem do niego.
Spuściłam wzrok na nadgarski. Siniaki przybrały dziwny czerwony kolor.
-Boli Cię bardzo?-zapytał biorąc je w swoje dłonie.
-Już nie..
-Jakbym mógł to bym go już teraz zabił..-powiedział pocierając kckami obolałe nadgarstki.
-Muszę chronić babcię. Zapytam Kuby czy by nie mogła iść do niego.. Tam będzie jej lepiej i będzie bezpieczna. Kuby tata jest lekarzem także nic się jej nie stanie.
-Twoja babcia jest.. No wiesz?
-Nie, tata był Żydem. Dowiedziałam się może ze dwa tygodnie temu...
-I nadal ryzykowałaś spotykając się z tamtym?
-A było inne wyjście? Teraz kiedy.. Janek o jednym Ci nie powiedziałam.
-Tak?
-On powiedział że Zosia nie żyje..
Zamarł. Czułam jak przez kilka sekund ściska boleśnie moje nadgarstki. Skrzywiłam się.
-Kłamał.
-Janek.. A jak nie?
-Kłamał i koniec.
-Po co by było to wszystko? Po co by się męczył ze mną gdyby ona żyła?
-Żyje i nawet nie myśl że jest inaczej.
Uśmiechnęłam się smutno.
-Więc robimy tak jak powiedziałem. Porozmawiam jutro z chłopakami.
-Dobrze. -westchnęłam i spojrzałam znowu na dłonie.
***
Trzy dni później czekałam pod kinem. W dłoniach trzymałam teczkę z nazwiskami. Modliłam się aby się udało.
W cieniu drzew naprzeciwko kina widziałam ciemne sylwetki chłopaków. Kamil, Michał, Bronek i Janek. Czuwali nad moim bezpieczeństwem.
Jednak nie czułam się bezpieczna.
Babcia była aktualnie u Kuby. Tam jej nikt szukać nie będzie, nawet nie będą podejrzewać że ona tam jest.
Przynajmniej babcia jest bezpieczna a ja mogłam być o nią spokojna.
Johan spóźniał się. Czekałam już 30 minut. Widziałam jak chłopaki się niecierpliwią.
Nagle wyłonił się z nroku samochód. Zatezymał się na drodze przy mnie. Stałam nie ruszając się nawet na krok. Szyba się odsunęła i zobaczyłam Johana na miejscu pasażera.
-Masz listę??
-Tak. -odparłam.
Ktoś z tyłu wysiadł. Nie poznawałam tego Niemca. W sumie ich było czterech.
Podszedł do mnie i wziął teczkę. Otworzył ją i spojrzał na listę nazwisk.
-Dobra robota.-uśmiechnął się po czym z całej siły przywalił mi czymś w głowe przez co upadłam uderzając w drzwi samochodu. Spakowali mnie do środka. Słyszałam strzały. Chłopaki biegli w naszą stronę i strzelali. Słyszałam jak krzyczą moje imię.
Zobaczyłam jak jeden z niemców, ten który wrzucił mnie do samochodu obrywa kulką i pada na ziemię martwy.
Jednak było za późno. Pozostali oprawcy nie patrząc na to że stracili jednego ze swoich po prostu odjechali.
Ledwo co trzymałam się świadomości. Miałam mroczki przed oczami wywołane silnym uderzeniem jednak spojrzałam przez tylnią szybę. Widziałam chłopaków. Biegli za samochodem i strzelali. Jednak byli za wolni w porównaniu z samochodem.
Kiedy znikli za zakrętem po prostu zemdlałam słysząc śmiech moich porywaczy..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz