Zaskoczona szybko poszłam na górę do pokoju. Dotknęłam palcami ust, wpatrując się ślepo w jeden punkt nie zauważywszy brata który obserwował mnie uważnie.
-Coś się stało? - spytał nagle.
Zamrugałam oczami nerwowo i spojrzałam na niego szybko. Wyprostowałam się i podeszłam do niego.
-Nie, a co...? - roztargniona odwróciłam wzrok od brata.
-Bo wyglądasz... dziwnie.
-To nic. Słuchaj, zostaniesz dziś z Martą.
-Kto to?
-To gosposia dla której masz być wyjątkowo miły, dobra?
Kiwnął głową powoli, niepewnie wlepiając we mnie swoje wielkie, niebieskie oczy.
Cała mama.
Sprawiało mi to ból. Gdy patrzyłam na niego i widziałam w oczach ją. Nie był podobny wcale do ojca. Jedyne co po nim miał to jaśniutkie, blond włosy które tata miał w jego wieku.
-Od jutra zacznę uczyć cię niemieckiego. I nie ma sprzeciwu, dobrze?
-Nie chcę się uczyć tego języka. Czemu tak ma być? Przecież to język morderców...
Spuściłam wzrok.
-Musisz. Wiem, że to ciężkie dla ciebie...
-Widziałem, jak ich odstrzeliwują. Myślisz, że chcę mówić tak jak oni? Ten tutaj jest taki sam. Nie zapominaj, że to szkop.
-Aleś ty przemądrzały. - westchnęłam.
-Wiesz to. Że to są mordercy. A mimo to jesteśmy w ich domu.
Dojrzał przez wojnę. Przez czas gdy nie bywałam w domu on rozumiał coraz więcej z dnia na dzień. Stał się naprawdę inteligentnym chłopcem, nie będę miała łatwo w tym, żeby wychować go odpowiednio. Musiałam sobie dać z nim radę, inaczej Michael będzie musiał to zrobić. A nie miałam zamiaru pozwalać mu na to. Jedyną osobą która może go wychować jestem ja.
-A gdzie wychodzisz dzisiaj? - zmienił temat widząc, jak stałam przebrana w jedną z sukienek.
-Z Michaelem.
-Po co ubrałaś się tak ładnie? Dla niego?
-Nie. - odparłam szybko. - Idziemy na ważne spotkanie i muszę wyglądać dobrze. - mrugnęłam do niego.
Nie zaakceptuje tego, że w jakikolwiek sposób dałam się ponieść... pozwoliłam by on mnie pocałował, a żebym ja odwzajemniła pocałunek. Było to kompletnie nie na miejscu i nawet nie powinnam była zgadzać się na wyjście tego wieczoru.
-A kiedy wrócisz?
Odwróciłam się do niego rozpuszczając włosy.
-Pewnie późno. Będziesz już dawno spać.
-Czyli teraz można nam wychodzić? Nie ma dla nas godziny policyjnej?
Zaśmiałam się.
-Dla ciebie jest, i Marta położy cię spać. - odparłam. - A jeśli zachowałeś się nieodpowiednio co do niej inaczej będziemy rozmawiać.
Oburzony spojrzał na mnie.
-Czemu miałbym się tak zachować...
-Bo cię znam. Jesteś diabełkiem w ciele anioła. - poczochrałam mu włosy. - Masz być grzeczny, jasne?
-Yhm. - mruknął.
Sięgnęłam na półkę z książkami i znalazłam coś co mógłby przeczytać do godziny, gdy będzie się kładł spać.
-Co to? - spytał zaciekawiony.
Lubił czytać, jednak tylko po polsku.
-Przeczytasz tyle ile zdołasz, potem sprawdzę.
-Ale ja nie umiem... tego języka.
-Spokojnie. Powiesz dokąd przeczytałeś a jutro rano gdy tylko wstaniesz będziemy to przerabiać. Wytłumaczymy razem słówka i dojdziemy do wszystkiego.
-Nie rozumiem tylko, czemu się tak zmieniłaś... Nigdy wcześniej byś nawet nie spojrzała na szkopa tak jak patrzysz na tamtego. I czemu każesz mi się uczyć tego języka. I czemu musimy tu być.
-Jesteś za mały by to zrozumieć. - odparłam lekko podirytowana.
-Gdzie Iza? Wszystkich usunęłaś z życia?
-Adam, dość tego. - warknęłam. - Masz przeczytać to co Ci podałam. Marta będzie tu zaglądać co jakiś czas a potem masz iść spać. Nie czekaj na mnie.
Wyszłam trzaskając drzwiami.
Spotkałam na korytarzu Martę.
-Mogłabyś przypilnować go by położył się spać o 20? No i ma czytać jedną ze książek, zajrzałabyś raz czy dwa sprawdzić czy czyta? Potem powiedziałabyś mi, czy zrobił to co zaleciłam i jeśli odezwie się do ciebie źle masz mi o tym powiedzieć.
-Oczywiście, Rose.
Uśmiechnęła się do mnie promiennie.
-Wychodzę z Michaelem i proszę, byś mu nie ulegała w żaden sposób. Jest bardzo kłopotliwy, czasem chce koniecznie dostać to co zabronione. Jeśli nagnie zasady też prosiłabym, byś mnie o tym poinformowała zaraz gdy wrócę.
Kiwnęła głową.
-Michael czeka na dole?
-Jeszcze nie wyszedł z pokoju...
-Dobrze, to poczekam przy samochodzie. - wzruszyłam ramionami.
Stałam przed domem czekając na niego zaledwie parę minut.
-Szybko się przygotowałaś. - odparł zaskoczony.
Zaśmiałam się.
-Ale jednak wydaje mi się, że jesteś zła... - przyjrzał mi się podchodząc bliżej.
Wydawało mi się, że chciał mnie pocałować.
Z lekkim uśmiechem spojrzałam mu w oczy i powoli odsunęłam się w stronę drzwi auta.
-Jedźmy już.
Uśmiechnął się lekko i wsiadł zaraz za mną.
-Co się dzieje? - spytał nagle.
Spojrzałam na niego gdy ruszyliśmy.
-Adam.
-Nie radzisz sobie z nim? Mogę...
-Nie. - wyprzedziłam go. - Zajmę się nim, dam radę. Chodzi o to... że nie akceptuje i nie rozumie mojego zachowania.
-Jakiego zachowania?
-Mojej zmiany.
-To tylko wizualna zmiana...
-Nie. Chodzi tu o dość wyraźną zmianę nie tylko wizualną. Mój język... mój tok myślenia... wszystko uległo zmianie.
-To źle?
-Nie widuję przyjaciół. Spójrz... ja spoczywam na laurach bez powodu, a oni... z dnia na dzień giną.
-Z Izą zrobię co będę mógł. - odparł łagodnie. - Aczkolwiek wiesz, że nie możesz widywać się z tymi z ruchu...
-Wiem... ale to boli. Nie chcę by ginęli. A Iza? Jeśli w porę nie zareagujesz...
-Jej babcia tez tam trafiła.
Zamarłam i spojrzałam na niego.
Był spokojny, dla niego to nic nowego. Jednak dla mnie to prawie że koniec świata.
-Co takiego?
-Będzie traktowana lżej. Bez bicia. Bez jakichkolwiek krzywd.
Westchnęłam i zakryłam sobie twarz dłońmi.
-Obiecaj mi to. - szepnęłam.
-Obiecuję. - odparł spokojnie, pewny siebie.
Gdy dotarliśmy do kasyna zjawił się wuj Michaela. Gdy kroczył w naszą stronę,z uśmiechem wymalowanym na twarzy Mich nachylił się do mnie z lekkim uśmiechem i szepnął.
-Nie bądź wredna.
Poważna, nawet na niego nie spojrzałam.
-Pomyślę nad tym.
-Ładne perfumy. - skomentował.
-Znów widzę cię w jej towarzystwie. - odezwał się jego wujek patrząc na mnie.
Wymusiłam uśmiech tak nieszczery, że od razu było widać, że coś jest nie tak. Jednak szybko musiałam dać to na poprawkę.
-Zaskakujesz mnie. - dodał.
Znów zjawił się obok nas ktoś nowy. Nawet na niego nie spojrzałam, wlepiałam nienawistnie wzrok w jedną konkretną osobę. Nigdy nie będę wstanie go polubić. Za to co mi zrobił.
-Christian! Trochę się spóźniłeś. - zaśmiał się Michael.
Spojrzałam na owego Christiana. Przyjrzał mi się dokładniej, tak jak ja jemu. Nie ukrywałam niczego, miałam wrażenie, że wie kim jestem. Jednak przyznaję, że chyba lekko zaskoczył go mój widok. I tu muszę być z siebie zadowolona - z każdą kolejną wizytą w kasynie z Michaelem wyglądam coraz lepiej i olśniewająco.
Od chwili gdy przybrałam zupełnie inną siebie jestem pewniejsza. Jestem zadowolona z tego jak się zmieniłam. Otoczenie tak na mnie zadziałało jak i obecna sytuacja. Utrata Izy i przyjaciół jest dla mnie tak ważna, że musiałam stać się nieco twardsza i nie do zgięcia.
Dlatego nie uciekałam wzrokiem gdy ktoś patrzył na mnie jak na kogoś kto uniknął wyroku śmierci.
Nagle uśmiechnęłam się lekko do Christiana kiwając głową.
Nie spodziewał się, że w ogóle się z nim przywitam. Jako tako, ale jednak. Wzbudziłam zainteresowanie gdy przyszłam tu pierwszy raz, teraz wzbudzam jeszcze większe.
Tak naprawdę nikt nie wiedział skąd wzięła się taka Rose u boku Michaela z dnia na dzień. Oprócz Christiana. Byłam pewna, że wie.
Gdy podeszłam do barku napić się czegoś mocniejszego zjawił się on. Tak jak podejrzewałam, będzie chciał ze mną mówić.
Gdy barman nalał mi jednego z mocniejszych trunków spojrzałam na Christiana z lekkim uśmiechem.
-Słucham.
-Jakie ty masz zamiary, co? - spytał spokojnie.
-Czy wy wszyscy jesteście tak opanowani? - uniosłam brwi popijając drinka. -Wiem, że masz pojęcie kim jestem i skąd się wzięłam. A więc co chciałbyś o mnie wiedzieć? Nie mam żadnych zamiarów co do Michaela, nie skrzywdzę go w żaden sposób. Nie jestem szpiegiem, jeśli o to ci chodzi. Ważne jest dla mnie bezpieczeństwo bliskich.
-On wie o tym?
-Oczywiście. - odparłam obojętnie. - Nie ukrywam przed nim nic.
-Na pewno coś ukrywasz.
-Czym chcesz wskórać tą rozmową, Christianie?
-Skręca mnie, gdy widzę jak polka taka jak ty jest tak spokojna wśród nas.
-Coś ci powiem, Chris. - zbliżyłam się do niego i spojrzałam prosto w oczy. - Nie jesteście lepsi od nas w niczym. Jedynie w mordowaniu bez mrugnięcia okiem... tu jest co wam oddawać. Jednak zapłacicie za to co nam robicie. I lepiej dla ciebie, byś nie obrażał polaków w mojej obecności.
-Grozisz mi? - parsknął.
-Mogę ukartować zawsze wszystko tak, byś ty był winny, nie ja. I wtedy będziesz musiał się rozliczać nie ze mną, a z Michaelem.
-Jaki ty masz tupet. - roześmiał się.
-Może i mam. Ale przynajmniej wiem, czego chcę. I nikt mi w tym nie przeszkodzi.
-A czego ty chcesz właściwie, co?
Uśmiechnęłam się i odsunęłam od niego. Wzięłam drinka i odeszłam w stronę Michaela siedzącego wygodnie w fotelu. Dyskutowali o czymś, więc pewnie stanęłam za miejscem które zajmował Mich i nachyliłam się powoli do niego. Moje dłonie powędrowały na jego klatkę piersiową, zbliżyłam usta do jego ucha i wyszeptałam.
-Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
On tylko się uśmiechnął, cała reszta siedząca przed nami o czymś dyskutowała zawzięcie. Christian usiadł naprzeciwko, obserwując mnie uważnie. Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem.
Wiedział już, czego chce. Przynajmniej powinien się domyślić. I że łatwo nie odpuszczę.
-Niedługo musimy iść. - znów wyszeptałam do Michaela.
-Ja ustalam kiedy idziemy. - odparł rozbawiony.
Musnęłam jego ucho wargami.
-Lubię, kiedy jesteś taki stanowczy.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć wyprostowałam się i ostatni raz jeszcze zerknęłam na Chrisa. Zamyślony wlepiał we mnie wzrok, a ja zgrabnie oddaliłam się od nich.
Rozejrzałam się po całym kasynie szukając w nim Antona. Musiał tu być, a przynajmniej mógł. Nie miałam okazji być tu często a mogłam przekazać mu informację o Izie.
Dopiero gdy wracałam na swoje miejsce ujrzałam go. Wychodził z jednego z pomieszczeń, czuć było od niego papierosy. Rozejrzałam się uważnie czy nikt nie podsłuchuje.
Kiwnęłam głową z lekkim uśmiechem, a on rozpromieniał.
Znał Izę, Kamil był jego najlepszym przyjacielem, Kuba to samo. Byli dla niego ważni, jednak dziwiłam się, że tak się chłopak ustawił. Byłam pod wrażeniem. Jednak sobie też mogłam zazdrościć sytuacji.
-Czyli... - powiedział bezgłośnie.
-Przekaż przy okazji ruchowi, że będzie cała i zdrowa. Niech dadzą mi działać. - szepnęłam mu cicho na ucho.
Jak gdyby nigdy nic minął mnie i podszedł do baru zamawiając coś. Ja wyszłam zza rogu powoli krocząc w stronę Michaela.
Gdy weszliśmy do domu miałam ochotę sprawdzić jak się zachowywał Adam. Nastawiałam się na najgorsze, ten mały diabełek mógł w każdej chwili wybuchnąć niczym bomba.
Skierowałam się do schodów zaraz po odwieszeniu płaszcza. Michael złapał mnie za nadgarstek i odwrócił mnie do siebie.
-Czyżbym źle się zachowywała? - spytałam niewinnie.
-W miarę. - skinął głową z uśmiechem.
Gdy chciał się pochylić by mnie pocałować odsunęłam się od niego.
-Dobranoc. - odparłam.
Stał tak chwilę gdy ja oddalałam się w stronę sypialni. Zadowolona z siebie aż westchnęłam głośno gdy stałam już za zamkniętymi drzwiami w pokoju. Adam spał, więc postanowiłam jutro dowiedzieć się czy zrobił wszystko co mu kazałam.
Dopiero rano zeszłam na dół zupełnie odświeżona i zadowolona z wczorajszego wieczoru. Tak stanowczej mnie jeszcze nie znałam i podobała mi się z dnia na dzień. Cała ja zaczęła mi się podobać, moja zmiana poszła mi na lepsze. Mogłam teraz bez strachu walczyć o to co mi drogie. O Izę... musiałam ją odzyskać. Jej babcię również. I nie odpuszczę choćbym miała dostać milion ciosów w twarz. Musiały być bezpieczne... nawet bardziej niż ja.
Michael już dawno wyszedł, więc gdy tylko zobaczyłam Martę krzątającą się po kuchni podeszłam do niej powoli.
-Dzień dobry. - uśmiechnęłam się.
-Oh, dzień dobry Rose.
-Jak Adam? Spisał się?
-Trochę marudził. I wypytywał...
-O co wypytywał? - spytałam mrużąc oczy podejrzliwie.
-O Pana Michaela. Jakby chciał wszystko wiedzieć.
-Co mu powiedziałaś?
-Nic. - odparła szybko.
-Dobrze... coś jeszcze, Marto?
-Gdy przebrnął przez pierwszą kartkę książki krzyczał na mnie.
-Co krzyczał? - spytałam całkiem poważna.
-Że nie będzie się uczyć szczekać. I wyzywał, że nie zmieni się w coś takiego czym ty się stałaś... cytuję, oczywiście...
-Dobrze, dziękuję Marto. I przepraszam za jego humory.
Położyłam jej dłoń na ramieniu z uśmiechem.
-Miałaś racje.
-Z czym?
-To prawdziwy diabeł wcielony.
Zaśmiałam się.
-Jeszcze go nie widziałaś w prawdziwej akcji.
Poszłam na górę, powoli otwierając drzwi przekraczając próg. Adam spojrzał na mnie jakby bez wyrzutów i normalnie, jak gdyby nigdy nic spytał.
-Jak było?
-Dobrze. - zacisnęłam zęby. - Jak czytanie poszło?
-Nie przeczytałem.
-Dlaczego?
-Nie będę tego czytać. To język zabójców rodziców.
-Nie dajesz mi wyboru, Adam... - westchnęłam zirytowana.
-Ale nie mogę uczyć się tego języka! Nie rozumiesz?! Rodzice by cię chyba w łeb palnęli, gdyby wiedzieli co wyprawiasz!
-Nie rozumiesz tego, Adam. Rozumiesz wszystko co chcesz, co odpowiada tobie...
-Nie! Masz przestać być taka! Przestać myśleć, że ten szkop jest dobry!
-Adam dość! - krzyknęłam zła. - Będę musiała zrobić to, czego nie chciałam wcale robić.
-Co znowu!? No co!?
-Poślę cię do niemieckiej szkoły. Gdzie chodzą dzieci z niemieckich rodzin, z prowincji. Nauczysz się wśród nich języka, będziesz miał motywację by się wziąć w garść.
-Nie możesz mi tego zrobić!
-To najlżejsza kara, jaką mogłam dla ciebie wymyślić. Michael nie będzie taki łaskawy jeśli zachowasz się podobnie w stosunku do mnie w jego obecności. Masz się słuchać. W najgorszym razie to on będzie cię musiał wychować a nie mogę na to pozwolić, rozumiesz? Robię co mogę... - kucnęłam przy nim. -... by wychować cię w miłości... bezpiecznie tutaj... ale musisz też wziąć pewne rzeczy pod uwagę... jesteś inteligentny i mnie też nie odpowiadało bycie tutaj...
-Ale lubisz go. Tego szkopa.
-Lubię. I nie każę ci traktować jak ojca czy kogoś bliskiego, ale okaż mu szacunek który mu się naprawdę należy.
-Nie boisz się go?
-Nie... czasem.. ale wiem, że mnie nie skrzywdzi.
-To co zrobimy? - spytał zrezygnowany.
-Najpierw weźmiemy się za naukę języka, co? - spytałam już spokojniejsza.
-Ale nie poślesz mnie do szkoły niemieckiej...?
Westchnęłam ciężko.
-Przemyślę to, dobra? Na razie masz chodzić jak w zegarku. Jeśli znów potraktujesz tak moje polecenie i uwagę Marty to Michael wymyśli karę, dobrze?
Zauważyłam strach na jego twarzy. Kiwnął głową i wlepił wzrok w książkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz