- Wydaje ci się - mruknąłem po dłuższej chwili nie podnosząc głowy znad papierów i dokańczając raport.
Christian zaczął przechadzać się po pokoju.
- Wiem.. Jest atrakcyjna. Ma w sobie "to coś". Słyszałem. Ale tyle pięknych N i e m e k chodzi po tym świecie. Czemu akurat ona? - poczułem na sobie jego wzrok pełen niedowierzania.
Sfrustrowany westchnąłem i pokręciłem głową.
- Tłumaczyłem ci to już i nie zamierzam do tego wracać.
- Bruno..
- A jeśli chodzi ci o pracę - ciągnąłem dalej - To dobrze wiesz, że nic się nie zmieniło. Jestem taki jaki byłem. III Rzesza jest dla mnie n a j w a ż n i e j s z a.
- Taka najważniejsza, że wyciągniesz tą jej przyjaciółeczkę Żydówkę z getta? - spytał ironicznie.
Zapadła cisza. Niespodziewanie w mojej ręce trzasnęło pióro, rozlewając cały atrament na papiery, nad którymi siedziałem od dłuższego czasu. Wściekły nie panując nad sobą wstałem i pchnąłem z całej siły krzesło rozrzucając przy okazji papiery na podłogę.
- A niech to szlag! - krzyknąłem - Neumann!
Strażnik pojawił się szybko. Patrzył na mnie z lekkim przestrachem podobnie jak Christian. Trzęsącymi się z gniewu rękami podszedłem do okna i odpaliłem kolejnego w ciągu tej godziny papierosa.
- Każ to komuś posprzątać - rzuciłem przez ramię z ulgą zaciągając się dymem.
Zacząłem się z lekka uspokajać, jednak gdy po kwadransie obserwowałem w moim mniemaniu zbyt powolne ruchy sprzątaczek, zacząłem się znów irytować.
Christian widząc co się dzieje kazał im się pospieszyć i wyjść. Gdy znów zostaliśmy sami, położył nagle rękę na moim ramieniu.
- Bruno nie poznaję cię. Przecież wiesz że chce dla ciebie dobrze. Martwię się, żeby ta polska..
- Prosiłem cię byś jej tak nie nazywał - przerwałem mu zirytowany.
- No dobrze - prychnął - Żeby Rose nie zmąciła ci w głowie i nie sprowadziła na nas wszystkich kłopotów. Wiesz co będzie gdy twój wuj się dowie?
- Ale się nie dowie - uciąłem stanowczo zaciskając zęby.
Christian westchnął po czym wrócił na swoje miejsce w fotelu. Po dłuższej chwili znów się odezwał.
- No dobrze uznajmy, że tak.. Ale co zrobisz z tą Rudnicką?
Zgasiłem papierosa i odwróciłem się do niego w milczeniu.
- Nie możesz jej sobie ot tak wyciągnąć. To nawet nie jest człowiek - parsknął - Poza tym słyszałem, że Johan chce wkrótce wsadzić również jej babkę.
- Johan nic nie zrobi bez mojej zgody - odparłem spokojnie i usiadłem z powrotem za już wyczyszczonym biurkiem.
- Może i tak. Ale co będzie jeśli zakażesz mu aresztowania? Zacznie coś podejrzewać. I Gdzie z tym dalej pójdzie? No..? Bruno nie oszukujmy się, sam wiesz jak to się skończy.
- Nigdzie nie pójdzie - wycedziłem - Dobrze wie, że jego dni są policzone. Nazwiska które podała Rudnicka są wciąż sprawdzane, ale z tego co się okazuje prawie wszystkie są fałszywe więc Johan niebawem zawiśnie.
- Bruno nie wmawiaj mi że nie widziałeś jak ostatnio kręci się wokół Alberta. Może sobie wyrobić wpływy..
- Ale chrzanisz Chris - parsknąłem - Co do Rudnickiej muszę się jeszcze zastanowić, ale nawet jeżeli wyjdzie z getta to nie cała i zdrowa i nie w szybkim czasie. Jeśli będę musiał wsadzić tam jej babkę, to też wsadzę.
- A co na to twoja ukochana Rose? - prychnął.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Zofia na zbyt wiele sobie ostatnio pozwala. Mam do niej wyjątkową słabość, ale teraz posiedzi sobie trochę w domu. Nie podoba mi się jej zaangażowanie w to wszystko. Przyjaciele przyjaciółmi ale teraz ma nowe życie - i należy do mnie - powiedziałem z pewnością i odchyliłem się swobodniej na krześle.
Gdy Christian wychodził widziałem w jego oczach jakiś dziwny cień, jednak nie powiedział już nic więcej. Później gdy wreszcie skończyłem papiery przeprowadziłem parę wyjątkowo krwawych przesłuchań - ale jakże owocnych - i pojechałem na obchód do getta. W samochodzie zagadywany przez towarzyszy myślałem jednak o kimś innym. Tak, dziś wieczorem musiałem bardzo poważnie rozmówić się z Zofią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz