Ja wciąż nie mogłem w to uwierzyć. Kwapisz polecił mi żebym na razie nic nikomu nie mówił, że Miłosz nas wydał. Na dzisiejsze szkolenie ku oburzeniu dziewcząt wydał rozkaz, aby stawili się sami chłopacy - twierdził, że tak na razie będzie bezpieczniej.
Nigdy nie przepadałem za Miłoszem, ale nie spodziewałem się czegoś takiego. Dlatego gdy Zośka mi o tym powiedziała.. Byłem zbyt zaszokowany tą całą sytuacją, żeby w jakiś przytomny sposób zareagować. Nie mogłem sobie darować, że ot tak po prostu pozwoliłem jej znowu odejść w paszcze lwa. Nawet nie wiedziałem, czy jeszcze żyję - podejrzewałem, że po tej ucieczce leżała już w zimnym grobie pod ziemią. Kwapisz pocieszał mnie, że to nie moja wina, że to był jej wybór, że na pewno bez powodu by tam nie wracała - ale ja wiedziałem swoje. Gdybym ją wtedy zatrzymał, prawdopodobnie byłaby tu z nami, a Iza nie musiałaby się narażać przez tego szkopa..
Wściekły na samego siebie, nie mogłem się na niczym skupić. Ściskałem ciągle w ręce zdjęcie jej braciszka. Pokazałem je już wszystkim chłopakom mówiąc, że dostarczył mi je łącznik w grypsie z gestapo i żeby rozglądali się za nim.
Musiałem go znaleźć.
I musiałem wyciągnąć stamtąd Zośkę.
Nie wiedziałem tylko jeszcze co zrobić z Izą. Wczoraj udało mi się jej z niczym nie wygadać.. ale ile jeszcze będę tak kłamał? Gdyby dowiedziała się, że pozwoliłem Zośce tak po prostu odejść.. Nie wybaczyłaby mi tego.
Nie, teraz z całą pewnością nie mogłem jej nic powiedzieć.
- Ej śpiąca królewno, ocknij się trochę - zamachał mi ręką przez twarzą Michał.
- Mamy coś specjalnego - mruknął mi Bronek do ucha i zauważyłem w jego ręce małą buteleczkę - No wiesz, tak na rozluźnienie.
Parsknąłem śmiechem i schowałem zdjęcie małego Adasia do kieszeni.
- Na rozluźnienie mówisz?
- Zaraz będziemy wysadzać minę. Wiesz, trochę to stresujące, a ten specyfik działa cuda.
- Specyfik? - uniosłem brwi, ale po chwili jednym łykiem opróżniłem zawartość połowy butelki.
Jak się okazało 'specyfik' składał się z 90% czystej wódki i soku jabłkowego przygotowanego przez mamę Michała.
Później byliśmy w dużo lepszych humorach. Kwapisz tłumaczył nam podstawowe zasady, a potem polecił się schować zza nasypem. Oczywiście i tak wszyscy ciekawie obserwowaliśmy jego poczynania.
Gdy mina wybuchła rozległ się przeraźliwy huk, a w górę poleciały kawałki ziemi. Śmiejąc się podziwialiśmy efekt.

***
Kiedy Iza wyszła z tym szkopem odczekałem chwilę i ruszyłem za nimi. Trzymałem się w bezpiecznej odległości - tak by szwab się nie zorientował że jest śledzony i tak żeby ich nie zgubić. Obserwowałem wystawy za szybami - dla nie poznaki i dla upewnienia się, że z kolei nikt nie idzie za mną. Gdy w pewnym momencie zauważyłem jakiegoś nieciekawego typa, który przyglądał mi się od dłuższego czasu, skręciłem w jedną z uliczek. Była skrótem dzięki któremu mogłem znaleźć się pod kinem nawet szybciej niż oni, a przy okazji zgubić tego typa.
Nie skręcił za mną. Szedłem dalej, gdy nagle z jakiegoś domu wypadł mały chłopiec, a za nim starszy facet.
- I żebym cię tu więcej nie widział smarkaczu! - krzyknął i zamknął drzwi.
Zapłakany chłopiec nie patrząc gdzie biegnie wpadł prosto na mnie potykając się.
- Oj uważaj - powiedziałem i pomogłem mu wstać.
Widząc mnie otworzył szerzej oczy i przerażony chciał pobiec dalej, ale złapałem go za rękę, bo właśnie go z kimś skojarzyłem.
Pospiesznie wyciągnąłem zdjęcie z kieszeni.
- Adaś? - spytałem
Zmrużył nieufnie oczy, ale przestał się wyrywać.
- Nie powiem panu - uniósł dumnie podbródek. Uśmiechnąłem się pod nosem - kogo mi to przypominało.. - Ale skąd pan wie jak mam na imię?
Parsknąłem śmiechem. Nagle przyuważył zdjęcie które trzymałem w ręce i wyrwał mi je przypatrując się z niedowierzaniem.
- Skąd pan to ma? Skąd?! - zaczął mnie szarpać za rękaw.
- Spokojnie mały. Nic ci już nie grozi. Zabiorę cię później do siebie, tylko...
- Niech mi pan odpowie skąd to pan ma!! - krzyknął.
Rozejrzałem się szybko wokół siebie. Jakaś kobieta na najwyższym piętrze kamienicy, przyglądała nam się znad firanki.
- Posłuchaj po pierwsze nie jestem żaden 'pan' tylko Janek dobra?
- Dobra, panie Janek. Ale niech mi pan powie, czy wie pan gdzie jest moja siostra? - spojrzał na mnie błagalnie.
- Wiem. Dostałem od niej to zdjęcie. Chciała żebym cię znalazł, bo na razie sama nie może. Ale obiecuje ci, że za jakiś czas się z nią spotkasz.
Malec dalej przypatrywał mi się nieufnie, a w oknie niżej pojawiła się kolejna osoba.
- Chodźmy stąd, bo zwracamy na siebie dużą uwagę. Muszę załatwić pewną sprawę, a potem zabiorę cię do siebie i porozmawiamy spokojnie zgoda?
- Zgoda - mruknął po dłuższej chwili i posłusznie ruszył za mną.
- Masz przy sobie dokumenty? - spytałem po parunastu metrach.
Kiwnął głową i pokazał na kieszonkę przy kamizelce. Dobrze. W razie czego nie będą mieli się do czego przyczepić.
Pod kinem znaleźliśmy się 10 minut później. Mały dziwnie o nic nie pytał tylko usiadł sobie obok mnie spokojnie na ławce. Ja zacząłem się odrobinę niecierpliwić. Zły na siebie nie wiedziałem czy Iza jest już w środku - czy może dopiero idzie?
Przeczesywałem wzrokiem otoczenie mając nadzieję, że zaraz się pojawi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz