piątek, 3 lutego 2017

Od Zosi

 Tak bardzo bolało... całe moje ciało krzyczało z bólu. Przez dwa dni czułam, jakbym się powoli rozsypywała. Kaszlenie krwią było rzadsze, byłam tak skopana że moje wnętrzności po prostu nie wytrzymywały, musiały być bardzo uszkodzone. Tylko czekałam, aż któryś z nich będzie przesłuchiwał mnie za pomocą tortur.
  Zacisnęłam pięści i spojrzałam na niego.
  Nie wiem, czy go obwiniałam. Wszyscy oni byli tacy sami, a to, że ten akurat od czasu do czasu stara się być miły to tylko oznacza jego jakiś dziwny plan, który wciela w życie. Pewnie chce zdobyć moje zaufanie, nie jestem głupia. Nie dam się wciągnąć. Jeśli rzeczywiście jest tak wściekły, na jakiego wygląda, to nawet gdy powiem kto mi to zrobił... może wyjść z tego jeszcze gorsze gówno. I ja oberwę najbardziej.
-Nic ci do tego. - wycedziłam ciężko.
  Wziął głęboki wdech, odwrócił na chwilę wzrok i znów spytał.
-Kto ci to zrobił?
  Milczałam, wpatrując się w niego. Gdy odwróciłam wzrok, on podniósł się i wycelował w jednego z dwóch stojących szkopów.
-To może ten? Co? Zastrzelić go?
-N...nie... - szepnęłam.
-Co? Ach! To ten ci to zrobił, dobra,rozumiem. Więc mogę go zastrzelić...
  Gdy podniosłam wzrok i zobaczyłam, że celuje prosto na szkopa i naprawdę ma zamiar go zastrzelić zmiękłam. Nawet jeśli to Niemiec, nic mi nie zrobił. Miałam za miękkie serce żeby skazywać niewinną osobę, nawet szkopa... na śmierć bez winy.
-Dobrze...! - powiedziałam głośniej.
  Wiedział, że to zrobię. Że zmięknę.
-No, to kto to zrobił skoro nie on? - spytał poddenerwowany.
-Twój... znaczy... pana... wujek... przyprowadzono mnie do jego gabinetu, chciał bym mu wszystko powiedziała... - zaczęłam kaszleć.
  Zobaczyłam na jego twarzy wybuch agresji, jednak nie dojrzałam cienia zaskoczenia. Zacisnął pięści na broni i schował ją do pasa.
-Wyjść. - mruknął do szkopów, którzy z zaskoczeniem mu się przypatrywali. - WYJŚĆ POWIEDZIAŁEM! - krzyknął głośniej, aż sama podskoczyłam.
  Dopiero gdy wyszli, on przekręcił klucz w drzwiach i zaklął pod nosem. Pomógł mi wstać i usiąść na krześle. Patrzyłam na niego całkiem zmieszana. Stanął przy oknie ciężko oddychając. Wpatrywał się w ulice przed samym gestapo.
-Co dokładnie ci zrobił? - spytał lodowatym tonem.
  Milczałam.
  W końcu odwrócił się do mnie, mierząc mnie przeszywającym wzrokiem.
-Mam opowiedzieć ze szczegółami? - spytałam kpiąco. - Skopał mnie... groził mi nożem. Gdy dopiero... ośmieliłam się splunąć mu na buty dopiero się zaczęło...
  Parsknął nerwowo.
-Co strzeliło do głowy polce, żeby tak potraktować kogoś takiego jak on?
-Wini pan mnie? - oburzyłam się. - Oczywiście, sama chciałam być pobita do tego stopnia i wręcz żądałam by mną pomiatano. A ja sobie na to nie pozwolę w miarę sił i możliwości. - patrzyłam na niego, lecz po chwili spuściłam wzrok. - Wie pan, że on nie odpuści. Jesteście szkopami, dla was to codzienność bicie, mordowanie i torturowanie polek. Czemu ze mną obchodzi się pan inaczej?
  Przemilczał to.
-Jeśli... jeśli powiesz cokolwiek o ruchu oporu wtedy stąd wyjdziesz bez problemu.
-Jeśli. A ja nie zamierzam nic powiedzieć choćbyście mieli obedrzeć mnie ze skóry. Nic nie skłoni mnie do mówienia, zadawane mi rany jeszcze bardziej dają mi siłę. Jeśli myślicie że utrata rodziców w jakikolwiek sposób mnie złamie to się mylicie.
-A brat? - zaczął pewnie.
-Jaki brat?
-Nie udawaj. Wiem, że masz brata. Adam, zgadza się?
-Skąd... - miałam zamiar się szybko poderwać, jednak mój stan na to nie pozwalał. - Nie dotkniecie go...
-Na razie, dopóki go nie znajdziemy.
-Zostawcie go, to tylko mały chłopiec!
-Zostawimy, oczywiście, tylko powiedz mi wszystko co wiesz.
-Słabe posunięcie, proszę pana. - uśmiechnęłam się mimo bólu.
-Wydasz brata na śmierć i dalej będziesz chować informacje o ruchu?
-Nic wam nie powiem.
-Zobaczymy. - machnął ręką.
  Zaszedł mnie od tyłu i dotknął mojej szyi. Drgnęłam, czując dreszcze. Zacisnęłam zęby.
-Pewnie i tak nie żyje.
-To się zobaczy.
  Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
-Zobaczymy, czy pana wuj nie posunie się do ponownego podjęcia tortur na mnie. - odparłam nagle. - Wtedy zrobię wszystko, by mnie zabił. Chyba nie ma z tym problemu.
  Gdy wspomniałam o jego wuju od razu spoważniał i znów przypominał rozwścieczonego byka. Czemu się tak denerwuje...? To mnie intrygowało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz